Łomnica zaprasza

Polecamy7 sierpnia, 2015

stanislaw michalikW poszukiwaniu bliskiego kontaktu z przyrodą i pięknem krajobrazów górskich stawiam na głuszycką Łomnicę. Niemiecką nazwę wsi Łomnica – Lomnitz – polscy historycy zwykli stawiać jako przykład słowiańskich korzeni tych ziem, bo po niemiecku ta nazwa nic nie znaczy. Istotnie wieś jest stara, a pierwszy zapis świadczący o jej istnieniu pochodzi z 1305 roku, kiedy jeszcze panowali tu Piastowie Śląscy. Niestety, o dawnej przeszłości tej wsi niewiele wiemy. Pewnym jest tylko jedno. Ta wieś rozrastała się w miejscu, które zapiera dech w piersi, a przy pięknej, słonecznej pogodzie sprawia wrażenie rajskiej ułudy.

Wąską kotlinę nad wijącym się, bystrym strumieniem Złotej Wody, otaczają majestatyczne wzgórza Ostoi i Słodnej od południa, Gomulnika Małego od północy. Jesteśmy w środkowej części Gór Suchych, na wysokości 500 -550 mnpm. Typowa wieś łańcuchowa ciągnie się na przestrzeni 1,5 km, a jej przysiółek Radosna może tę wielkość znacznie przedłużyć. Tędy docieramy do przejścia granicznego poniżej Ruprechtickiego Spicaka, na którym Czesi postawili metalową wieżę, z rozległym widokiem na Głuszycę z jednej strony i Mieroszów z drugiej. Przez Łomnicę najbliżej jest z Głuszycy do schroniska Andrzejówka i na Waligórę (936 m.) – najwyższy szczyt w granicach administracyjnych gminy Głuszyca.

To właśnie niezwykłe walory krajobrazowe i korzystne położenie na szlaku turystycznym spowodowały, że Łomnica w II połowie XIX wieku staje się atrakcyjną wsią letniskową. W 1885 roku było tu 91 domów. Działała gospoda w górnym młynie z 22 miejscami noclegowymi. W 1939 roku było już 9 gospód i pensjonatów, mających łącznie 71 miejsc noclegowych. Sława Łomnicy dotarła aż do Berlina jako najatrakcyjniejszej miejscowości wypoczynkowej w Górach Suchych.

Warto wiedzieć o bujnej przeszłości tej wsi, aby zrozumieć jak ciężkie czasy nastały w PRL-u, kiedy zatarte zostały wszystkie znamiona turystyczno-wypoczynkowe, a wieś z uwagi na nieopłacalność gospodarki rolnej w trudnych warunkach górskich z roku na rok chyliła się ku upadkowi.

Bieda zajrzała do Łomnicy, gdy upadło włókiennictwo w Głuszycy. Ludzie stracili miejsca pracy w przemyśle. Ale w nowych warunkach wolnorynkowych pojawiła się iskra nadziei. Jest nią powrót do dawnej funkcji wsi – rekreacyjno-wypoczynkowej.

W Łomnicy coś drgnęło. To już nie jest wieś sypiących się murów, spadających dachów, wyżłobionych kolein dróg. Dla wielu mieszczuchów okazuje się znakomitym miejscem na budowę domków letniskowych i domków tych przybywa jak grzybów po deszczu. Znaleźli się ludzie, którzy uwierzyli w szanse rozwojowe, jakie niesie ze sobą agroturystyka. Mamy więc urodzaj na tego rodzaju gospodarstwa. Od kilkunastu lat Łomnica budzi się ze snu. Zimą ożywiają ją kawalkady samochodów jadących na wyciąg narciarski, ale od kilku lat Łomnica tętni też życiem przez całą słoneczną wiosnę, lato i jesień. Bo Łomnicę odwiedzają liczni turyści i wczasowicze, skutkiem czego powraca coraz szybciej do przedwojennej funkcji wsi letniskowej.

Przyczynił się do tego w znacznej mierze jeden czlowiek – trochę fantasta, trochę wizjoner, trochę pragmatyk, człowiek, dla którego Konstanty Ildefons Gałczyński napisał chyba strofy wiersza:

 

„Oto jest nasz dzień codzienny,

nasze małe budowanie,

trud uparty i niezmienny,

nieustanne kształtowanie.

 

Słońce wschodzi i zachodzi,

drzewa kwitną liście ronią,

my strumień rzeczywistości

kształtujemy naszą dłonią…”

 

Tym człowiekiem jest Jerzy Rudnicki, budowniczy i właściciel najsłynniejszego już chyba w regionie wałbrzyskim „Łowiska Pstrąga”. Rozgłos i renoma „Łowiska”, to sprawa ostatnich lat, kiedy stało się ono miejscem imprez gminnych Głuszycy – festiwali pstrąga, maratonów kolarskich MTB, turniejów wsi, ale na sukces trzeba było zapracować, trzeba było mieć pomysł, samozaparcie, determinację, żelazną wolę w dążeniu do osiągnięcia celu.

To się wszystko lekko pisze, dziś kiedy można usiąść nad majestatycznym stawem, pod drewnianym stylowym zadaszeniem, zamówić porcję smażonego pstrąga, który jeszcze chwilę temu pluskał się w wodzie, podkarmić okruchami dzikie kaczki, lgnące do człowieka jak gołębie na rynku wałbrzyskim, cieszyć się ciszą, pięknem przyrody, panoramą gór i obserwować dwie olbrzymie, połączone ze sobą, zbudowane z drewna, zadaszone hale, w których – w razie deszczu lub chłodu – może pomieścić się kilkuset gości. To wszystko ozdobione przeróżnymi klamotami niczym z lamusa, najdziwniejszy skansen staroci – przedmioty domowego użytku, narzędzia, maszyny, urządzenia, meble, pojazdy, wszystko co dusza zapragnie, gromadzone przez lata, ale z czasów minionych, nie znających jeszcze video i dźwięku monitora, werbalnego świata elektroniki.

Piszę o Łowisku Pstrąga, miejscu najważniejszym w Łomnicy obok wyciągu narciarskiego. Czas napisać też coś więcej o jego gospodarzu. Kim jest Jerzy Rudnicki, jak to się stało, że wymyślił to wszystko i co najtrudniejsze – doprowadził do sukcesu?

Otóż wywodzi się z pobliskich Kolc. Tam przeżył lata dzieciństwa i młodości, tam – w bliskim, bezpośrednim kontakcie z przyrodą – zrodziła się jego pasja, czyli zamiłowanie do wszystkiego co żyje, co nas otacza, zwierząt domowych, ptaków, ryb. Nic więc dziwnego, że ukończył Technikum Weterynaryjne w Jeleniej Górze, bo tam było najbliżej, a potem zajął się swoją profesją. Zamieszkał w centrum Głuszycy na ul. Wysokiej, podobnie jak jego kolega, sztygar, Marek Juszczak, który z Knurowa pisze o Głuszycy wzruszające wiersze. Tutaj Jerzy znalazł miłość swego życia, założył rodzinę. Jako weterynarz miał okazję przemierzyć gminę wzdłuż i wszerz, a w głowie kiełkowała mu idea, która od dziecka nie dawała spokoju – zakupić teren nadający się do zagospodarowania, założyć gospodarstwo rybne, spróbować swoich sił w działalności gospodarczej. Wybór padł na Łomnicę – nieużytek ciągnący się przy drodze nad rzeką Złotą Wodą.

Dziś jest tu 7 stawów (2 duże, 5 małych) o łącznej powierzchni 1,3 ha. Nad stawami pojawiły się drewniane stoły, ławy i zadaszenia, by można było biesiadować na łonie przyrody. W 2002 zbudowana została pierwsza obszerna hala (20 m długości) cała w drewnie, wyłożona podłogą z kamieni wydobytych w trakcie drążenia stawów. W 2003 dobudowano drugą halę, połączoną z pierwszą w jeden ciąg. W obydwu znajdują się duże paleniska, dodające uroku i pozwalające na przyrządzanie potraw z rożna. Wszystko zbudowane jest własnymi rękami, z udziałem syna Gracjana, jego kolegów studentów, osób zatrudnianych doraźnie jak było trzeba. W halach zgromadzone są najciekawsze eksponaty muzealne do oglądania, tak więc łowisko uzyskało rangę muzeum domowego. Nagromadzono tam tyle różności antykwarycznych, że głowa boli. Jerzy Rudnicki zbierał je przez całe lata, gdzie się tylko dało. Mamy więc autentyczną, nieuporządkowaną, niczym nieograniczoną rupieciarnię narzędzi, przedmiotów użytkowych, rzemiosła, sztuki ludowej, obrazów, książek. Są wśród nich dzieła Marksa, Lenina, gdyby ktoś chciał poczytać, spuścizna niezapomnianych lat propagandy socjalistycznej. Jesteśmy już daleko od tamtych ideałów, a przykład Jerzego Rudnickiego wskazuje, że prywatyzacja i wolny rynek mogą nieść ze sobą zmiany na lepsze.

To dobrze, że Jerzy Rudnicki wraz ze swym synem Gracjanem znaleźli poczesne miejsce w nowo wydanym albumie „Twórcy Partnerstwa Sowiogórskiego”. Są dobrym duchem ożywczym, który daje natchnienie innym. Potwierdzeniem tego jest renesans całej Łomnicy. Obok Łowiska jest tutaj gościnna „Łomnicka Chata” – nowo zbudowane schronisko z restauracją przy wyciągu narciarskim, są inne atrakcyjne gospodarstwa agroturystyczne, gdzie można się posilić i przenocować, a także spędzić urlop „pod gruszą”.

Aby się o tym przekonać zachęcam na weekendową przejażdżkę lub spacer do uroczyska nad Złotą Wodą. A mamy słoneczne lato, czyli czas na wycieczki i urlopowanie.

Stanisław Michalik

Tagi: ,