Bohater i bohaterzy

Polecamy7 sierpnia, 2015

bohun bartkiewiczWielokrotnie na łamach Tygodnika DB2010 publikowałem teksty o wałbrzyskich policjantach, a konkretnie z I Komisariatu Policji na Piaskowej Górze, w których dawałem upust swojej złości, wywołanej postępkami niektórych funkcjonariuszy tej jednostki. Tym razem tekst poświęcony kilku z nich rozpocznę od tragicznej informacji dotyczącej policjanta z Komisariatu I, którego nie mogę nazwać inaczej, jak bohaterem. Prawdziwym bohaterem. Marek Dziakowicz nie wahał się ani sekundy, gdy w dniu 20 lipca br., usłyszał wołanie o pomoc 16-letniego chłopaka, który topił się w morzu, kiedy on wraz z żoną i córeczką spacerował po niestrzeżonej plaży w Gąskach koło Koszalina. Chłopak został uratowany, ale niestety los dla Marka Dziakowicza okazał się okrutny. Przegrał z żywiłem i pochłonięty przez fale, utopił się. Cóż można napisać o człowieku, który dokonując bohaterskiego czynu, sam traci życie? Słowa niczego nie oddadzą, bo to co zrobił mówi samo za siebie. W mojej ocenie, w ocenie starego gliniarza, który niejedno widział i przeżył, Marek Dziakowicz jest przykładem prawego i dzielnego funkcjonariusza i naprawdę bardzo bym pragnął, aby w policji byli wyłącznie tacy jak On. Gotowi poświęcić się dla innych, nie zważając na własne bezpieczeństwo, na własne życie. Tak przecież ślubowali i Marek Dziakowicz złożonego ślubu dotrzymał. Śpij spokojnie snem bohatera. Cześć Twojej Pamięci!

Kiedy myślę o Nim i Jego bohaterskim czynie, nie daje mi spokoju fakt, że w tym samym komisariacie „służą” policjanci, będący całkowitym zaprzeczeniem tego, co swoją postawą, swoim czynem, zaprezentował śp. Marek Dziakowicz. Dokładnie trzy dni przed jego tragiczną śmiercią, 17 lipca, w Sądzie Rejonowym w Wałbrzychu przysłuchiwałem się drugiej już rozprawie o pobicie Pawła R., które miało miejsce w maju 2014 roku na terenie I Komisariatu. Na ławie oskarżonych zasiada dwóch policjantów, którzy, o czym jestem głęboko przekonany, są całkowitym zaprzeczeniem tego, co prezentował sobą tragicznie zmarły ich – jak sądzę – kolega. O sprawie tej pisałem w numerze 17 (240) Tygodnika DB 2010 w z 29.04.2015 r. w felietonie „Różne kwiatki”. Przypomnę, że – według zeznań pokrzywdzonego – w sytuacji, kiedy policjant winien wystawić mandat za wykroczenie, dzieją się przedziwne rzeczy. Policjanci za wyrządzoną marketowi „Real” szkodę w wysokości 5 zł, zamiast wystawić mandat karny, zabierają Pawła R. do komisariatu, gdzie go przesłuchują, a następnie każą podpisać protokół przesłuchania. Kiedy ten odmawia, jeden z nich, aby go zachęcić do złożenia podpisu, brutalnie leje go pałką służbową. Starszy i bardziej doświadczony funkcjonariusz, aprobując zachowanie młodego kolegi, nakazuje Pawłowi R., aby stał spokojnie i bez słowa skargi odebrał „należną” mu porcję razów. Przedstawione prokuraturze dowody takiego zachowania policjantów, były na tyle mocne, że po prawie roku śledztwa, postawiła im zarzuty i skierowała do sądu akt oskarżenia. Przysłuchując się temu, co działo się na sądowej sali, nie mogłem pozbyć się uczucia niedosytu i zdziwienia, albowiem zorientowałem się, że fakt bezprawnego pozbawienia Pawła R. wolności (zabranie do komisariatu), jak również wykonywanie czynności procesowych (przesłuchanie) bez podstawy prawnej, jakby uszły uwadze prokuratury. Czyżby nikt w Prokuraturze Rejonowej w Świdnicy nie zadał sobie pytania, do jakiej to sprawy policjanci Pawła R. przesłuchiwali? Przecież fakt wykroczenia nie budził wątpliwości, albowiem przyznał się do niego, co w tej sytuacji winno zakończyć się wypisaniem mandatu. Mógł zostać przyjęty, albo nie. Jednakże zgodnie z prawem, odmowa przyjęcia mandatu kończy postępowanie mandatowe, a policjant – bez potrzeby przesłuchania takiej osoby – kieruje sprawę o ukaranie do sądu. I to wszystko. Drugą wątpliwość, jaka mnie dręczyła (i dręczy nadal), to postawienie policjantom zarzutu naruszenia czynności narządu ciała lub rozstrój zdrowia, trwającego nie dłużej niż 7 dni (art. 157 § 2 kk). Czyn taki jest zagrożony karą pozbawienia wolności do lat dwóch. Tymczasem, jak wynika z materiałów śledztwa i przesłuchania w sądzie, policjanci bili Pawła R., aby go zmusić do podpisania tego nieszczęsnego protokołu, a takie zachowanie regulowane jest już innym przepisem, a mianowicie art. 246 kk, gdzie zagrożenie karą jest znacznie, i to bardzo, wyższe. Według niego funkcjonariusz, który w celu uzyskania określonych zeznań, stosuje przemoc lub w inny sposób znęca się fizycznie nad inną osobą, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10. Dalibóg, nie mam zielonego pojęcia, dlaczego prokuratura o tym przepisie zapomniała. Wiem jednakże, że wysokość zagrożenia daje sądowi możliwość łagodniejszego potraktowania sprawcy, nie mówiąc już o tym, że może on uniknąć tymczasowego aresztowania po przedstawieniu zarzutu. Jest tak dlatego, że art. 258 § 2 kpk dopuszcza zastosowanie tymczasowego aresztowania w stosunku do oskarżonego, któremu zarzuca się popełnienie przestępstwa, gdzie górna granica kary wynosi co najmniej 8 lat. W takim przypadku ”potrzeba zastosowania tymczasowego aresztowania w celu zabezpieczenia prawidłowego toku postępowania może być uzasadniona grożącą oskarżonemu surową karą”. A ja na rozprawie dowiaduję się, że ci dwaj policjanci, po trwającym miesiąc zawieszeniu w obowiązkach służbowych, dalej je wykonują i zapewne ich broń służbowa nie została im odebrana. Dla mnie jest to rzeczą niepojętą i być może rzecznik Prokuratury Okręgowej w Świdnicy zechce to wyjaśnić, bo myślę, że takiego wyjaśnienia sprawa wymaga. Tym bardziej, że aktualnie w Prokuraturze Rejonowej w Świdnicy toczy się inne śledztwo dotyczące m.in. zmuszenia Michała Z. do złożenia zeznań, w których przyznaje się do przestępstwa, którego nie popełnił. Dwaj policjanci, z I Komisariatu Policji w Wałbrzychu, biciem mieli zmusić go do tego, aby nie tylko podpisał protokół, ale i wziął udział w czynności procesowej zwanej wizją lokalną, w czasie której pokazywał, gdzie niby kradł. Jak wykazało dalsze dochodzenie w tej sprawie (prowadzone już przez inną jednostkę), żadnej kradzieży nie dokonał, co w pełni dowodzi, iż jego zawiadomienie o pobiciu w celu złożenia zeznań nie budzi wątpliwości. I akurat w tej sprawie, po wielu interwencjach, świdnicka prokuratura prowadzi śledztwo, w którym oprócz czterech innych ciężkich zarzutów, znajduję ten z art. 246 kpk. Tylko, że nic nie słychać, aby wystąpiła z wnioskiem o zastosowanie tymczasowego aresztowania, dzięki czemu wskazani przez Michała Z. policjanci dalej pełnią swą „służbę”. Oczywiście z bronią palną przy boku.

Jeden komisariat, a tak różne postaci. Bohater i… Zamilczę w tym miejscu, aby pamięci Marka Dziakowicza nie ubliżyć. Śpij spokojnie Marku, niech Ci ziemia lekką będzie.

Janusz Bartkiewicz

PS.

Na niektóre uwagi red. Andrzeja Basińskiego skierowane pod moim adresem w DB 2010 z dnia 16.07.br. odpowiem w numerze następnym, a bardziej zainteresowani już teraz mogą się z nimi zapoznać na mojej stronie www.janusz-bartkiewicz.eu.

Tagi: ,