Zanim nadejdzie czas relaksu

Polecamy21 lipca, 2015

basinski_nowe

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Komentowanie przejawów naszego życia politycznego, przypominającego starą łajbę rozhuśtaną morskimi falami, nie jest zajęciem zdrowym. Wielokrotnie obiecywałem sobie i bliskim zaprzestanie go choć na pewien czas, ale nie mogę i nie potrafię się z obietnic wywiązać, ze szkodą dla swojego samopoczucia i systemu nerwowego. Dlatego jak kania dżdżu wyglądam co roku krótkiego okresu w środku lata, gdy mogę oddać się pod wydmą nadmorskim medytacjom, kojącym rozedrgane trzewia. Chociaż przez kilka dni mam w nosie partyjniackie, do bólu przewidywalne zagrywki i nieustanne ujadanie tzw. liderów, powodujące chorobę lokomocyjną i odruch wymiotny. Ale to za parę dni.

Na razie obserwuję radosną twórczość cymbałów, którzy uparli się, by nie komentować politycznej rzeczywistości, lecz ją kreować, posługując się kłamstwami i nadmierną przesadą w określonym celu. Siada taki do rozmowy w studiu z przedstawicielem PO i zagaja: „Kiedy wstaniecie z kolan?” lub „Czy przygotowujecie się już do jesiennego pogrzebu?”, albo „Wasze dni są już policzone”… Cymbał nie jest głupkiem w wersji mega (tacy biegają z „sitkiem” i podstawiając je prowadzonym przez policjantów i zgiętym do ziemi bandziorom, pytają: „Dlaczego pan zabił?” i „Czy żałuje pan swojego czynu?”) i zdaje sobie sprawę, że audycje odbierają tysiące słuchaczy i widzów, w tym wielu niezdecydowanych, którzy pod wpływem sugestii prowadzącego podejmują określone decyzje. „Skoro z PO jest już tak źle (a nie jest, w tym ten cwany i wredny figiel), to nie będę marnował swojego głosu”.

Przewidywalności do bólu przykład pierwszy z brzegu. W studio TVN24 próbuje błyszczeć posłanka PiS z naszego rejonu Anna Zalewska. Omawiany jest palący problem śmiercionośnych dopalaczy. Zamiast wygłosić coś konstruktywnego, mogącego wpłynąć na ograniczenie zjawiska, posłanka prawi (cytuję niedosłownie, ale intencję zachowałem): „Sytuacja jest groźna, a premier Kopacz oddaje się relaksacyjnym wyjazdom do harcerzy w lesie i … zagląda ludziom do talerzy”. Nie liczy się ludzka tragedia, chociaż zawiniona przez nich samych. Liczy się przypierniczenie wrogiej partii, a wyborcy muszą zapamiętać, jaka jest ona żałosna przed jesiennymi wyborami. Tego, że w ten sposób sami stają się żałośni w dwójnasób, reprezentanci narodu nie biorą pod uwagę. Żelazna zasada: wypowiadać dobitnie nazwę partii z dodatkiem słowa „kompromitacja”. To musi zadziałać, myślą. A działa coraz rzadziej, bo ileż można słuchać hasełek poniżej poziomu cuchnącego bagienka. To nie przystoi politykowi, a tym bardziej nauczycielowi z wykształcenia…

Trochę zmartwił mnie Pan Janusz Bartkiewicz, który w felietonie „Spoglądam niezależnym okiem” (DB 2010,9 lipca 2015 r.), napisał: „(…) z pewną nadzieją spoglądam na Prawo i Sprawiedliwość”. Chodzi o podejście PiS do państwa, które jest osią jego wszelkiej polityki. Pan J. Bartkiewicz wcześniej zauważył, że „każdy ma prawo do własnego zdania i wyrażania go publicznie”. Oczywiście, święta to prawda. Co nie zmienia faktu, że nadzieje autora jakoś nie bardzo mi pasują do jego zazwyczaj wypowiadanych poglądów, odznaczających się realizmem. Nie bardzo przyjmuję do wiadomości, że PiS mogło go w czymś uwieść, skoro „od zawsze” wiadomo, że ugrupowanie to hołduje przede wszystkim nie gospodarce, nie poprawie bytu maluczkich, a opacznie pojmowanemu prawu i sprawiedliwości, które mają służyć wytępieniu przeciwników. Więc o jakiej nadziei mówimy… W niczym jednak jego poglądy nie umniejszają mojego szacunku do felietonowego „sąsiada”.

Panu J. Bartkiewiczowi dedykuję kilka cytatów z Konwencji Programowej PiS w Katowicach, a zamieszczonych w tygodniku „POLITYKA”:

Dr Jacek Czabański, doradca ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry: „Ustawowo ustalimy prawo do prowokacji. W naszym interesie jest to, by policja i służby mogły przedstawiac propozycje korupcyjne”.

Ziobro: „Ci, do dali się nagrać w restauracji Sowa i Przyjaciele, jeśli usłyszeliby to, co my chcemy zrealizować, nie będą mieli spokojnych nocy”. Znowu Ziobro (o sędziach): „Musimy znaleźć sposób, aby z niektórymi porozmawiać inaczej, za ich chamstwo i butę”. Chodzi m.in. o sędziów, którzy skazali „nieskazitelnego człowieka Mariusza Kamińskiego”. Bogdan Święczkowski (b. szef ABW za czasów PiS): „Trzeba wprowadzić okresowe badania wariografem i badania próbek moczu dla sędziów i prokuratorów”. Jeden z uczestników panelu „System sprawiedliwości” zapowiedział: „Będzie trzeba za sędziami z kijami bejsbolowymi jeździć”.

Wraca PiS w „czystej” postaci, kończy się wygładzanie wizerunku, co jest pomysłem dla wyjątkowo naiwnych. Na panelu „Polityka historyczna” mówiono, kto jest zdrajcą, a kto bohaterem. Stare śpiewki mające swoje źródło w nienawiści i zapiekłych kompleksach. Nic w PiS i jego ideowym wzmożeniu nie budzi moich nadziei. Wręcz przeciwnie.

Ale na razie pomedytuję pod wydmą, posłucham morza i skrzeku mew, nadstawię policzki na wiatr.

Andrzej Basiński

Tagi: ,