Świat bajkowy i świat rzeczywisty

Polecamy14 lipca, 2015

stanislaw michalik„Dawno, dawno temu było tak, jak nigdy nie było”, to magiczny początek rumuńskich bajek opowiadanych dzieciom przy układaniu ich do snu. To coś takiego jak w naszych bajkach – „za siedmioma górami, za siedmioma lasami…”. Rozpala wyobraźnię i przenosi nas najszybciej jak tylko można w mistyczną krainę baśni i fantazji.

Obydwa bajkowe prologi nasunęły mi się w trakcie video-paneli Grzegorza Czepila w głuszyckim Centrum Kultury. Okazuje się, że zgromadzona przez niego kolekcja pocztówek i fotografii przedwojennej Głuszycy i otaczających ją wsi jest tak duża, iż potrzeba sporo czasu, by się nimi pozachwycać i nadziwić. A ponieważ Grzegorz potrafi o nich opowiadać z pasją autentycznego kolekcjonera, więc jesienne, czwartkowe wieczory w CK nie były stracone, a zapotrzebowanie na tego rodzaju prezentacje wciąż rośnie.

Ale co to ma wspólnego z bajkowym światem naszych latorośli? Otóż właśnie, okazało się, że ta pocztówkowa projekcja, to świat z baśni tysiąca i jednej nocy, a można było go oglądać na dużym telebimie z wypiekami na twarzy i zadawać sobie po cichu pytanie: czy to możliwe, aby kiedyś było tak naprawdę?

Zarówno Głuszyca, dzieląca się do dziś na Górną i Dolną, jak też pobliskie wsie: Sierpnica, Kolce, Łomnica, Grzmiąca, Rybnica Mała na kartkach pocztowych i starych fotografiach robią wrażenie jakby były z krainy ułudy. W okresie międzywojennym (1918 – 1939) ta niewielka wieś urosła do rangi osiedla przemysłowego i stała się jednym z najpiękniejszych zakątków Dolnego Śląska. Było to niewątpliwie skutkiem prosperity gospodarczej drugiej połowy XIX wieku, niebywałego rozkwitu przemysłu lekkiego, ale także walorów krajobrazowych i korzystnego położenia Głuszycy w górach, nad przełomem Bystrzycy, rzeki która wyznaczała naturalny szlak komunikacyjny z południa na północ, a więc z Kłodzka do Wałbrzycha lub Świdnicy.

To właśnie wtedy Głuszyca przeżyła niezwykły boom inwestycyjny. Wybudowano dziesiątki domów mieszkalnych, obiektów publicznych, administracyjnych, nie mówiąc nowoczesnych na owe czasy fabrykach włókienniczych Kaufmanna, Reichenbacha, Webskiego. Wprawdzie Głuszyca za Niemców nie zdołała osiągnąć rangi miasta, ale już wtedy do tego pretendowała.

Zwróćmy uwagę na fakt, że Głuszyca Górna i Dolna to były przez wieki zaszyte w górach, wielokrotnie tragicznie doświadczane przez wojny i epidemie wsie, o których niemiecka nazwa mówi sama za siebie: Wüstegiersdorf (pusta głucha wieś). Aż tu nagle stało się coś, co można uznać bez przesady za rewelację. Wystarczyło trzydzieści lat (1850-1880), by w tej rozległej kotlinie śródgórskiej urodził się prężny i znaczący dla całej Rzeszy Niemieckiej ośrodek przemysłowy. Obok fabryk włókienniczych (bawełnianych, lniarskich i wełnianych) pojawiły się, co jest rzeczą oczywistą, nowoczesne budynki mieszkalne, a przy nich urzędy, szkoły, przedszkola, szpitale, przytułki, restauracje, hotele, szlaki kolejowe i dworce, no i piękne wille fabrykantów, słowem to wszystko, co potrzebne jest do życia kilkutysięcznej zbiorowości ludzkiej. Zdajemy sobie sprawę z tego, że to wszystko pojawiło się nagle, cieszyło oczy świeżością i nowoczesnością. W otoczeniu cudownej przyrody można się było tym wszystkim zachwycić.

Obok przemysłu Głuszyca postawiła na turystykę. Atrakcyjnie położone w górach okoliczne wsie rozwijają bazę gastronomiczną i wypoczynkową. Coraz większym zainteresowaniem cieszą się sporty zimowe. W kolekcji Grzegorza Czepila oglądamy mnóstwo rozsianych po całej okolicy restauracyjek z miejscami noclegowymi, pokojów gościnnych, schronisk. Cieszą oczy atrakcje turystyczne, chociażby takie jak wieże widokowe, drewniane kościółki, ruiny zamków, itp.

Pocztówki i fotografie poniemieckie w całej swej rozciągłości emanują zachwytem i podziwem tych, którzy je utrwalali na kliszy. To był powód do dumy, a zarazem sławy i chwały. W wielu z nich przebija chęć promocji Głuszycy nie tylko ze względu na piękno krajobrazów, ale także osiągnięć w budownictwie, infrastrukturze miejskiej i autentycznej satysfakcji z tego powodu jej mieszkańców.

Dziś patrzymy na te obrazki czarno-białe, ale i kolorowe z największym zdumieniem. Nasze miasto tak jakby utraciło urok dawnych fotografii. Wprawdzie mamy miejsca pozwalające cieszyć się pięknem architektury budynków i otaczającej je przyrody, ale jest to kropla w morzu szarości, zaniedbania i tandety sypiących się ze starości domów, których nie tknęła ręka ludzka przez całe stulecie. Pięćdziesiąt lat PRL-u, to czas stracony. To były najpierw dziesiątki lat tymczasowości, bo w świadomości mieszkańców wciąż wisiała groźba powrotu Niemców na utracone ziemie. A kiedy już zyskaliśmy pewność, że status powojenny jest nienaruszalny, to po prostu nasz system własności państwowej okazał się niedostosowany do potrzeb. Dominował chroniczny brak pieniędzy na remonty budynków komunalnych. W znacznej skali przetrwało to do dziś.

Na szczęście nie umierają góry i lasy, trzyma się krzepko okalająca miasto przyroda, niewzruszona w swych rozlicznych powabach i dostojeństwie. To co nas ze wszech stron otacza w słonecznej poświacie robi wrażenie. Głuszyca może zachwycić, gdy oglądamy ją z góry, tak samo jak Wałbrzych. Oba miasta położone w pierścieniach przecudownych gór, mogą się szczycić rzadko spotykanym pięknem krajobrazów. Jeśli uda się z biegiem czasu w Głuszycy tak jak w Jedlinie-Zdroju czy Wałbrzychu odwrócić trend umierania miasta, to szemrząca w dolinie Bystrzyca zacznie nucić unijną „Odę do radości”, a spadające z nieba krople deszczu przestaną być łzami tej ziemi.

Głuszyca ma zadatki by stać się sławną jak przed laty, a kreatorzy takiego ruchu cieszyć się zasłużoną chwałą.

Stanisław Michalik

Tagi: ,