Groźne widmo

Polecamy30 czerwca, 2015

bohun bartkiewicz

Widmo kukizmu krąży po Polsce. Niniejsze zdanie jest parafrazą słynnego cytatu z „Manifestu komunistycznego” ogłoszonego przez Marksa i Engelsa w Londynie w 1848 roku. Przypomnę najkrócej, o co z tym komunizmem chodziło. Otóż Marks (i Engels) uważał, że panujące w Europie (i nie tylko) ekonomiczne i społeczne warunki kapitalizmu doprowadzą do tego, że system ten zawali się z hukiem i zapanuje okres wiecznej szczęśliwości, czyli komunizm. Europa szybko dostrzegła to faktyczne zagrożenie i już w czwartej dekadzie XIX wieku zaczęła wprowadzać różnego rodzaju socjalne i prawne gwarancje dla tzw. klasy robotniczej (Marks nazywał ją proletariatem), czego końcowym efektem (po 1945 r.) było powstanie państw opiekuńczych, czyli socjalnych. Niestety, zagrożenia o którym mowa nie dostrzeżono w Rosji i na początku XX wieku jawiła się ona jako skansen zacofania społecznego i gospodarczego, co doprowadziło do proletariackiej rewolucji i powstania Rosji bolszewickiej, której dążeniem było uszczęśliwienie świata komunizmem powszechnym. Czym się to skończyło dla wielu narodów każdy wie, lub wiedzieć powinien. Piszę o tym dlatego, że obecnie, tak jak kiedyś „widmo komunizmu krążyło po Europie”, tak teraz po Polsce od pewnego czasu krąży „widmo kukizmu”, które bardzo realnie zagraża nam wszystkim polityczną katastrofą. I nastąpi ona jeżeli damy się omamić złudnym i nad wyraz populistycznym majakom niejakiego Pawła Kukiza, znanego bliżej pewnej części Polaków, jako szansonista, niezbyt zresztą wysokich lotów.

Otóż rzeczony Kukiz, nie wiadomo dlaczego, ubzdurał sobie, że remedium na wszystkie nasze bolączki będzie wprowadzenie nowego systemu wyborczego, czyli wyborczej ordynacji większościowej, gwarantującej długoletnie zabetonowanie sceny politycznej przez dwa największe prawicowe ugrupowania, czyli Platformę Obywatelską oraz Prawo i Sprawiedliwość. Ordynacja większościowa powoduje, że ten kto uzyska najwięcej głosów „bierze wszystko”, a więc w organach przedstawicielskich nie znajdą się reprezentanci mniejszych i słabszych organizacji politycznych i społecznych. A nie znajdą się dlatego, że ich po prostu nie będzie na to stać zarówno od strony ekonomicznej, jak i organizacyjnej, co zostanie dodatkowo spotęgowane, jeżeli przejdzie kolejny chory pomysł Kukiza o likwidacji dofinansowania partii politycznych z budżetu. Gdy tak się stanie, z mroków znów wyjdą zmory tych, którzy dysponują wielkimi finansami, jak np. znany senator z okolic Piły, który dzięki bardzo zasobnemu portfelowi wygrywał samotnie (z najlepszym wynikiem) wybory do Senatu RP, dzięki temu, że akurat w tym przypadku ma zastosowanie właśnie ordynacja większościowa, czyli jednomandatowe okręgi wyborcze (JOW). Tak więc Paweł Kukiz chce doprowadzić do tego, aby w Polsce wybory do Sejmu mogli wygrywać np. byli gangsterzy, którzy często „po trupach” doszli do olbrzymich majątków. Chce doprowadzić do tego, aby polscy oligarchowie zaczęli rządzić Sejmem, czyli nami wszystkimi i aby to czynić, nie musieli po kryjomu w rożnych najdroższych knajpach spotykać się z przedstawicielami władzy, by swoje wielkie interesy z nimi kręcić. Kiedy powstaną JOW-y i zniesione zostanie dofinansowanie partii z budżetu, będą to czynić jawnie i zgodnie z prawem. Tak im dopomóż Kukiz i prawie były pan prezydent Komorowski.

Jeżeli już jestem przy prawie byłym prezydencie Komorowskim, to zrobił on nam wszystkim wielkie świństwo, kiedy ze strachu przed przegraną (co i tak nastąpiło) zafundował nam referendum w myśl niezbornych propozycji P. Kukiza. Uczynił to jako strażnik polskiej konstytucji, co dowodzi, że albo nie zna jej postanowień, albo – w co bardziej wierzę – ma do niej stosunek bardzo ambiwalentny, co mówiąc prościej oznacza, że ma ją po prostu w głębokim niepoważaniu. Zarówno sam B. Komorowski, jak i kierownictwo PO doskonale wie, że JOW-y będą dla Platformy stanowić gwarancję, iż pozostanie ona w grze parlamentarnej i wraz z PiS podzieli się wszystkimi mandatami w Sejmie i Senacie. Nawet jeżeli pojawi się tam jakiś „samotny biały żagiel” spoza tego układu, to nic nie będzie mógł uczynić i aby też jakieś frukta zgarnąć, przyklei się do większego i bardziej wpływowego. Platforma liczy, że dzięki polityce PiS, doprowadzi ona do szybkiego upadku pisowskiej władzy i przy następnych wyborach zgranie (przy istnieniu JOW) władzę ponownie, aby dzieła zniszczenia polskiej gospodarki dokonać. Zgodnie zresztą ze wskazówkami nadal płynącymi z Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego. I to jest jedyny powód, dla którego PO tak mocno prze do referendum ogłoszonego przez prawie już byłego prezydenta Komorowskiego. Prze mocno, nie zważając w ogóle na to, że takie referendum jest niezgodne z konstytucją RP, której zapisy stanowią, że jej podstawowych zasad nie można zmieniać w drodze referendum. Dzieje się tak dlatego, że art. 96 ust. 2 Konstytucji stanowi, iż „wybory do Sejmu są powszechne, równe i proporcjonalne”, co powoduje, że ewentualne zmiany w Kodeksie Wyborczym mogą obejmować jedynie rodzaj systemu proporcjonalnego, a konkretnie zmianę z systemu Hondta (obowiązujący) na Hare-Niemeyera. System większościowy nie może jednak zastąpić żadnego z nich. B.Komorowski i Platforma nie chcą przyjąć do wiadomości (kukizowców nie wymieniam, bo oni mają na celu obalenie systemu, czyli właśnie Konstytucji RP), że istnieje art. 235 ust. 6 wg którego jedynie zmiany przepisów zawartych w rozdziałach I, II lub XII Konstytucji, można poprzedzić referendum, aby następnie przeprowadzić je zgodnie z ust. 1 – 5. Natomiast przymiotniki wyborcze (w tym proporcjonalność) znajdują się w rozdziale IV, a więc NIE MOGĄ być zmieniane w drodze referendalnej. I dlatego, aby oddalić to krążące widmo kukizmu, ja osobiście referendum prawie byłego już prezydenta zignoruję, albowiem nie dam się namówić do lekceważenia najważniejszego w Polsce aktu prawnego tylko dlatego, że B.Komorowski zestrachał się widmem przegranej, a PO możliwością zejścia ze sceny politycznej. Posłucham apelu SLD i Leszka Millera, którzy również namawiają na pozostanie w domu w dniu referendalnych wyborów, albowiem nie zgadzam się również na to, aby „w moim imieniu” rządził w Polsce jakiś gangster czy oligarcha.

Nie chciałbym, aby Polska stała się drugą Ukrainą, w sytuacji kiedy nie stała się ani drugą Japonią, ani drugą Irlandią. Nie dajmy się omamić pięknymi słówkami i populistycznym bełkotem P. Kukiza. Pamiętajmy, że widmo kukizmu jest groźne i groźnie krąży po Polsce, a frekwencja poniżej 50% spowoduje, że referendum stanie się nieważne.

Janusz Bartkiewicz

 http://www.janusz-bartkiewicz.eu

Tagi: ,