Atakując patrz na koniec

Polecamy30 czerwca, 2015

 

basinski_nowe

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Trochę zmartwiły mnie uwagi pod moim adresem, wyartykułowane przez Pana Janusza Bartkiewicza w felietonie „Czekając na (zjednoczoną) lewicę”, zamieszczonym na tych łamach 18 czerwca br. Dlatego tak je odebrałem, ponieważ od dawna uważam Pana J. Bartkiewicza za twardo stąpającego po ziemi realistę, który nie ulega społecznym trendom i owczym pędom, a za takie, niestety, reakcje uważam argumenty zaprezentowane we wspomnianym tekście.

Na początek, po raz nie wiem który przypomnę, że nie jestem miłośnikiem Platformy Obywatelskiej, ale układ polskiej sceny politycznej, który uformował się w latach 2005-2007 nie pozostawił mi wyboru. Szkoda, że Pan J. Bartkiewicz pisze, iż: „(…) wielu Polaków zapomniało, co (…) wyprawiało Prawo i Sprawiedliwość”. Oczywiście, po – jak wynika jednoznacznie z wywodów autora – strasznych rządach Platformy. Ja ciągle pamiętam, ponieważ był to okres wynaturzenia się władzy, która, jeśliby tylko mogła, pozamykałaby wszystkich swoich krytyków do więzień. Powtarzam – nie miałem wyboru. Poparłem partię, która zaczęła odchodzić od POPiS-owskich dziwnych i upokarzających pomysłów (np. lustracji) w kierunku państwa normalnego (lub normalniejszego) chociażby tylko przez to, że jego obywatele poczuli się bezpieczniejsi, a to sprawa fundamentalna. Mimo wszystko, chyba Pan J. Bartkiewicz pamięta, że ukochane przez Jarosława Kaczyńskiego służby specjalne długo grasowały bezkarnie i bezczelnie, łamiąc ludziom życie, a najprawdopodobniej część tych służb do dziś ma się znakomicie, konstruując kolejne afery niszczące państwo. Potem nastał koszmar idiotyzmów i plugawych ataków na nie ze strony smoleńskich szamanów. PO próbowała jakoś dać odpór ludziom państwu wrogim (do dziś nie czyni tego zbyt energicznie) i dlatego dałem jej, podobnie, jak wielu innych, mandat na rządzenie. Po wygraniu przez te ugrupowanie wyborów w 2007 r. powietrze nadawało się do oddychania, co stanowiło istotny przełom. I na tym polegało bezpieczeństwo, o którym wspomniałem, a czego nie może zrozumieć Pan J. Bartkiewicz.

Dotychczas, za rządów PO, odnotowaliśmy w naszym kraju wiele bulwersujących zdarzeń i zjawisk. Pełna zgoda, nie da się im zaprzeczyć (zaznaczę tylko, że twierdzenie, iż konieczność pracy do 67 roku życia jest równoznaczne z pracą do śmierci, to wyraz wyjątkowego populizmu, który najlepiej wychodzi Joachimowi Brudzińskiemu, Marcinowi Mastalerkowi, Leszkowi Millerowi i Beacie Kempie; a ja już powinienem nie żyć), ale znajmy umiar. NIEZNACZNA porażka Bronisława Komorowskiego w wyborach prezydenckich, wyzwoliła nagle wręcz gejzer ataków opozycji, zawinionych ponoć przez PO. Owczy pęd, który jest zaprzeczeniem obiektywizmu, nie daje szans na przebicie się autentycznym pozytywnym dokonaniom, które są mniej odczuwane aniżeli ułomności, ale SĄ. Śmieszna ciepła woda w kranie? Wolę ją niż szybujące w przestworza idee z piekła rodem.

Wydaje mi się, że Pan J. Bartkiewicz doskonale zdaje sobie sprawę, że atakując PO nie tyle uzmysławia maluczkim szkodliwość jej rządów, co dokłada się do wielkiego (?) dzieła (?) zmiany na polskiej scenie politycznej, której rezultatem będzie cofnięcie się kraju o dziesięciolecia. Wyliczone przez Pana J. Bartkiewicza niegodziwości, nie tylko, że pozostaną, ale będą twórczo wzbogacone i poszerzone przez inne draństwa. Ubolewam, ale życie zmusza mnie do obśmiewanego wyboru mniejszego zła. Pan J. Bartkiewicz wie, że żadnej lewicy sprawiedliwie rządzącej i wydobywającej Polskę z upadku, po jesieni nie będzie. A jeśli pogrążona zostanie PO, to co nam pozostanie? Najpewniej wstyd i plucie sobie w brodę.

I oto jesteśmy przy lewicy. Pan J. Bartkiewicz zarzuca mi nieprecyzyjne do niej pretensje o kompromitujące ją wolty i kombinacje. A są one (pretensje) dokładnie takie, jak sam je wylicza w innym miejscu (np. eksmisje na bruk). Odbieranie rent także chluby rządom SLD nie przyniosło. Dodam, że ze szkodą nie tylko dla lewej strony, rozpadło się ugrupowanie Lewica i Demokraci, a już prawdziwym festiwalem żenady (jak Miller mógł się na to nabrać?) była Magdalena Ogórek. A co do wieku emerytalnego? Miller oglądał będzie, ale już z zaświatów, jak złorzeczyć będą kiedyś ludzie nie mający ŻADNYCH emerytur. Wtedy lewicowość protestu uznana zostanie za kpinę. Ale mimo wszystkich do szefa SLD pretensji, uznaję go za męża stanu (NIE wyleczył mnie z lewicowości – proszę jeszcze raz zerknąć do mojego tekstu). Być może, mimo swojego wieku, Leszek Miller pokierowałby skutecznie lewicą, a nawet rządem z jej udziałem, gdyby ta zechciała się zjednoczyć oraz wytyczyć sobie realne cele i zadania. Wtedy oddałbym na nią swój głos.

Można sobie kpić z PO, ale można też i z obecnego SLD. Kiedyś o Włodzimierzu Czarzastym myślałem jako o człowieku energicznym i inteligentnym, zdolnym dać odpór nawiedzonej prawicy, ale bardzo się na nim zawiodłem. Utkwiły mi w pamięci tylko jego kolorowe sweterki oraz krztuszenie się ze śmiechu, gdy tylko w jego obecności zabierał głos ktoś z PO. Z Platformy rechotał przedstawiciel partii z kilkuprocentowym poparciem… Dziwną rzeczy koleją, jego reakcja powodowała natychmiastowe głupawe rżenie kogoś z PiS, np. Marcina Mastalerka. Wyglądało to na wspólnotę celów swoistego towarzystwa wzajemnej adoracji, bowiem w ostatnich miesiącach często tak się składało, że członkowie obu ugrupowań wyraźnie dobrze czuli się w swoim towarzystwie. Jeszcze nie tak dawno widoczne były ciągoty lewicy do PO z myślą o przyszłej koalicji. Potem te plany uległy załamaniu i teraz wydaje się, że ktoś postanowił zlekceważyć mądrą część elektoratu SLD (który pamięta śmierć Barbary Blidy) licząc na mariaż z partią prezesa! Niebywałe. Ci wyborcy prawdopodobnie odwzajemnią się za tę wyjątkową bezmyślność na jesieni. Szkoda, bo gdyby nie niekonwencjonalne zachowania szefów, ta pora roku mogła się stać na lewicy początkiem czegoś konstruktywnego.

Andrzej Basiński 

Tagi: ,