Duszno

Polecamy22 czerwca, 2015

basinski_noweGdy piszę ten tekst, panuje afrykański skwar, który dokucza, jak mi się wydaje, bardziej w rejonach podgórskich niż na poziomie morza. Upał łagodzi mi kupiony niedawno wentylator. Duchoty w polityce on jednak nie zredukuje.

Gdybym nadmiernie przejmował się doniesieniami mediów centralnych w sprawie wyborów parlamentarnych uznałbym, że wszystko już zostało pozamiatane. Platforma do wymiany. Nadmiernie w tej mierze podniecają się ludzie związani z opozycją, wieszcząc, że PO się rozpada, już się rozpadła, zginęła, że to już koniec i najlepiej byłoby, żeby już teraz oddała władzę. Opinie takich „asów”, jak klepiący podobne „prawdy”, jak mantrę i monotonny Mariusz Błaszczak, Jarosław Gowin (byłemu kandydatowi na szefa PO często przydałoby się trochę wstydu),Włodzimierz Czarzasty (dlaczego nie jest taki mądry, gdy dyskusja schodzi na kłopoty SLD?), a także polityczny chuligan Jacek Kurski, czy coraz bardziej rozdygotany adrenaliną Zbigniew Ziobro, już dawno sprawiłyby, że ziemniaki zgniłyby mi w piwnicy, gdybym je tam przechowywał. Galerię Polityków Trudnych do Zniesienia w Miarę Normalnym Kraju, uzupełniłbym jeszcze o Marcina Mastalerka i Joachima Brudzińskiego. Poczuli krew, rozbuchali triumfalizm, co zaczyna im odbierać zdrowy pomyślunek, a rywalizować trzeba do mety, bo zdarzyć się jeszcze może wszystko. Co przerabialiśmy w ostatnich miesiącach. Wątpiącym przekazuję opinię byłego marszałka Sejmu i ex członka PiS Ludwika Dorna: Platforma nie docenia własnej siły i wiele zależy od tego, by w nią uwierzyła. Ale czasu pozostało niewiele.

Szkoda, że część trzymającego się dotychczas ziemi elektoratu, zdaje się odpuszczać. Jak rozpieszczone dzieci mamusi, tak on (elektorat) wierzy bezkrytycznie sondażom i jeżeli pokazują one malejące poparcie dla Platformy, odbiera mu to nadzieję i w następnym notowaniu partia rządząca otrzymuje jeszcze mniej. Elektoracie: wstyd! Bierz wzór z wyborców PiS, którzy w swym zapamiętaniu i zawziętości gotowi są chociaż w chorobie czołgać się do urn, by poprzeć swoich szamanów. Ich potęga nienawiści powinna się równać twojej sile zdrowego rozsądku. Twoje lenistwo (co udokumentowały wybory prezydenckie), to jak lot ćmy do ognia. Jesienią sam będziesz sobie winny i na własnej skórze odczujesz swoją małą wiarę.

Nazbierało się Platformie za uszami, jestem wściekły na niejednego jej przedstawiciela w centrum władzy, ale ciągle obce mi są skłonności samobójcze. Trzeba mieć nierówno pod sufitem, by ufać w rewolucyjne, zdrowe zmiany, zarówno tym, którzy dotychczas okazywali swojemu państwu pogardę, jak i tym, którzy są kompletnymi anonimami. Ludziom, którzy mówią: trzeba zaryzykować, odpowiadam: ryzykujcie sobie na swojej prywatnej działce co chcecie, ale nie bądźcie siłą, która pogrąży kraj w wyborach. Nie życzę sobie, by o przyszłości mojej i moich bliskich decydowały oszołomione obietnicami jednostki mało rozgarnięte, nie mające pojęcia na kogo zagłosowały. Przypomina mi to obdarowywanie koralikami mieszkańców dzikich plemion z głębi dżungli. Porażka cywilizacji?

W kierunku gotowego zaryzykować elektoratu dodam: przypominacie mi naiwne babcie, do których dzwoni rzekomy wnuczek z prośbą o wysoki datek, a te, pozbawione elementarnej ostrożności, od razu drepczą do bankomatu.

Co z Pawłem Kukizem? Ostatnio z entuzjazmem wypowiadał się o nim pijaczek i uliczny rozrabiaka z partii Korwina, jeden z członków władz ugrupowania narodowców, rolniczy watażka związkowy oraz zawiedziony burmistrz warszawskiego Ursynowa z SLD. Oto koktajl zwiastujący ożywcze zmiany! Na razie źle to wygląda, ale chciałbym się mylić. Nie odmówię sobie jednak zacytowania rysownika Andrzeja Mleczki, człowieka, który jest realistą. W TVN24 powiedział, że „Kukiz to świr o knajackim sposobie bycia”. O sprawach mających doniosły wpływ na nasze życie, należy mówić odważnie.

Pamiętacie hasło: „Zabierz babci dowód”? Zrodziła je obawa przed poparciem PiS przez karne moherówki. Teraz uległo ono zmianie i ostatnio przeczytałem: „Zabierz dowód wnuczkowi”. W dobie internetu można przecież skrzyknąć się tysiącami i wypromować kogo tylko się da, w imię apelu: Rozwalmy państwo! Nawet króla Maciusia I.

Niektórzy tak oceniają jego stan: upadek, katastrofa, ruiny, zgliszcza i nieśmiertelna „kompromitacja”, z którym to określeniem politycy PiS nie rozstają się podczas wizyt w mediach, bo wyborcy musi być ciągle nadawany jasny przekaz. Trzeba być wyjątkowym i na dodatek niedowidzącym cymbałem, by zawierzyć podobnym określeniom. Możliwe, że do wielu nie dociera wysoka opinia o Polsce zagranicznych polityków i ekonomistów, gdyż wnerwiają ich np. umowy śmieciowe. Ale przydałoby się trochę obiektywizmu i trzeźwego spojrzenia na stan kraju, a nie bezkrytyczne klepanie idiotyzmów.

Bracia Karnowscy na łamach „wSieci” dali do zrozumienia, że 24 maja, dzień drugiej tury wyborów prezydenckich, był świętem Zesłania Ducha Świętego, który wskazał na Andrzeja Dudę. Jego tatuś, prof. Jan Duda, wyznał, iż syna „ciągnęło raczej do ołtarza i służby publicznej”. Prezydent-elekt dowodzi na razie wierności tym pierwszym ciągotom, odwiedzając Jasną Górę, katedrę na Wawelu oraz stwierdzając, że kieruje się wskazówkami episkopatu. Epatowanie swoją silną wiarą wszem i wobec, zawsze było dla mnie trochę podejrzane. Ostatnio następca Bronisława Komorowskiego zajął się działką, która do niego nie należy i próbuje musztrować rząd. Wygląda więc na to, że nadzieje obywateli, iż będzie to prezydent wszystkich Polaków, pozostaną płonne.

Natomiast jego mamusia, prof. Janina Milewska-Duda, w rozmowie z „Super Expressem” poinformowała o stosunku syna do prezesa PiS: „Oni się rozumieją (…) bez słów. Pan Jarosław Kaczyński jest politycznym ojcem mojego syna. Wyznają te same idee, wartości i program (…). Oni są jednością”.

Duszno…

Andrzej Basiński

Tagi: ,