Groch o ścianę

Polecamy16 czerwca, 2015

bohun bartkiewiczW języku polskim funkcjonuje kilka określeń na działania nie przynoszące żadnych efektów z przyczyn, można powiedzieć, obiektywnych, a więc niezależnych od tego, kto te działania podejmuje. W takich przypadkach, kiedy coś nie wywołuje oczekiwanej reakcji, mówimy o rzucaniu grochem o ścianę, albo, że głową muru się nie przebije. Tak i ja mogę mówić w odniesieniu do mojego ostatniego felietonu zamieszczonego w Tygodniku DB 2010 z poprzedniego tygodnia. Upłynął tydzień, a na chodniku przy ul. Wieniawskiego w Wałbrzychu, tak jak przez kilkanaście miesięcy, kierowcy z obowiązującego prawa jawną kpinę sobie urządzają. Robią tak, ponieważ wiedzą, że mogą, bo wałbrzyscy mundurowi (obydwu formacji) nie mają czasu, ani ochoty, by zabrać się do roboty, za którą płacimy im z naszych podatków. Osobiście tym mundurowym nawet się nie dziwię, bo zdaję sobie sprawę z tego, że jest im przyjemnie brać pieniądze za nic nierobienie. Każdy by tak chciał. Ale szlag mnie trafia, że i ich przełożeni rżną głupa, udając, że nic się nie dzieje, co wymagałoby ich interwencji. Jednym słowem, oni również przyjmują postawę obiboków, co zapewne wprowadza ich w jakiś błogostan. I jestem przekonany, że trwać w nim mogą tak długo, aż ktoś im kota nie popędzi. Ponieważ nikt jakoś się do tego nie pali, sam zwrócę się do pani minister spraw wewnętrznych, która – być może – takim błogostanom jej podwładnych jest przeciwna. Zobaczymy.

Wielokrotnie przekonywałem się, że w naszym kraju, pełnym bohaterów gotowych oddać za niego życie, jakoś nikt nie zawraca sobie głowy faktem, że prawdziwym patriotyzmem jest szacunek do własnego państwa, a więc przede wszystkim do prawa, które to państwo ustanawia. Jednak tego w szkołach już nie uczą, bo wychowanie obywatelskie i historia koncentrują się na opisywaniu „straszliwych czasów komuny”, czyli czasów, w których prawdziwi bohaterowie z państwem walczyli, nie uznając go za swoje. Walka ta w głównej mierze polegała na tym, że owi bohaterowie prawo tego państwa mieli za nic. Nie uznawali go i dążyli do jego zmiany. Wygląda na to, że w 25 lat po tzw. odzyskaniu wolności, kiedy ponoć wszyscy już jesteśmy we własnym domu, wszyscy – łącznie z reprezentantami władzy państwowej – państwo to, a więc i jego prawa, mamy jeno za kupkę śmieci, które należałoby jak najszybciej wywalić na jakieś śmietnik. Historii? Nikt dziś chyba w szkołach nie uczy, że prawdziwy patriota winien swój patriotyzm przejawiać w poszanowaniu prawa i w szacunku do współobywateli, a tego właśnie uczono mnie w moich szkolnych czasach, a do podstawówki poszedłem w 1956 roku. Uczono mnie przede wszystkim do szacunku do osób starszych, empatii i sympatii do słabszych i bezradnych oraz wbijano do głów trzy magiczne słowa: proszę, dziękuję, przepraszam. Dziś tamte czasy, według nowych nauczycieli, to jedna czarna dziura i czasy totalnego bezprawia. Dziwne tylko, że w tamtych właśnie czasach ukształtowani zostali ci, którzy ponoć Polsce prawdziwą wolność przynieśli. Dziwne tylko, że ta wolność pozbawiła większość społeczeństwa szacunku do państwa i ludzi w nim zamieszkujących. Jest to zapewne wina zabieganych za pieniądzem rodziców, ale największą winę ponosi współczesna szkoła, czyli nauczyciele realizujący program edukacyjny.

Przekonałem się o tym kilka dni temu, kiedy, jak każdego ranka, odprawiałem swój marsz obwodnicą wałbrzyskiego Podzamcza. W pewnym momencie na swojej drodze, czyli na chodniku przy al. Podwale pomiędzy ul. Hetmańską, a Grodzką, zauważyłem grupę ok. 20 dziewczynek w wieku 12-13 lat, które radośnie wędrowały sobie całą szerokością chodnika, nie zważając absolutnie na to, że i inni z niego mają prawo swobodnie korzystać. Przebijając się poprzez tę rozszczebiotaną gromadę zauważyłem wreszcie kogoś, kto prawdopodobnie uważa się za nauczyciela. Ja tej nazwy nie użyję, aby nie obrażać prawdziwych nauczycieli, którzy zapewne jeszcze gdzieś w szkolnych klasach się pojawiają. Zwróciłem się do owej niewiasty z uwagą, jak z chodnika dla pieszych należy korzystać, na co ona z szyderczym uśmiechem zaproponowała mi, abym pokazał młodzieży jak to się robi. Wywołało to widoczną radość dziewczynek, co skwitowałem jedynie kolejną uwagą, że jej reakcja jest nie tyle dziwna, co rażąco niekulturalna, ponieważ zmierzała do ośmieszenia mnie w oczach tych dzieci. Odszedłem, ale po przejściu kilkunastu metrów zauważyłem, że dziewczynki w dalszym ciągu mają innych za powietrze i dalej uważają, że chodnik jest ich własnością. Nie tak dawno chodnik został znacznie zwężony kosztem nowo wybudowanej ścieżki rowerowej. W godzinach porannych na tej ścieżce coraz częściej pojawiają się rowerzyści, którzy jeżdżą po niej zadziwiająco szybko, co dla rozweselonych pannic mogło stanowić realne zagrożenie. Np. popychając się dla zabawy, mogłyby wtargnąć nagle na ścieżkę rowerową, powodując naprawdę tragiczne skutki. Ale taka ewentualność opiekunce dzieci nawet do głowy nie przyszła. Wyjąłem telefon z kamerą i zacząłem tę nieszczęsna gromadę filmować, na co, tym razem, owa niewiasta zwróciła mi uwagę, że nie mam prawa tego czynić, bo ona sobie tego nie życzy. Wyjaśniłem więc uprzejmie, że ja filmuję przestrzeń publiczną, do czego mam prawo. Natomiast nie mam prawa, bez jej zgody, zamieszczać jej wizerunku w jakichkolwiek mediach, ale mam prawo nagranie to przekazać jakimś odpowiednim służbom, albowiem stanowi ono dowód wykroczenia z art. 90 Kodeksu wykroczeń, ponieważ chodnik wchodzi w skład drogi i nie wolno na nim utrudniać lub hamować ruchu. Dziewczynki rozkrzyczały się, aby zadzwonić po policję, na co z ochotą przystałem. Przy okazji dowiedziałem się od owej niewiasty, że za wychowanie dzieci odpowiadają rodzice, a nie szkoła, więc ona nic nie może poradzić na to, że dzieci lekceważą inne osoby. Wynika z tego, że jednym z zadań szkoły jest ugruntowywanie negatywnych postaw wyniesionych z domu.

Opisuję to zdarzenie jako przyczynek głębszej konstatacji, odwołującej się do znanego przekonania byłego ministra spraw wewnętrznych, że państwo polskie funkcjonuje tylko teoretycznie. Zaiste tak jest, a zachowanie owej niewiasty wyjaśnia, gdzie leży tego praźródło. Groch o ścianę…

Janusz Bartkiewicz

 www.janusz-bartkiewicz.eu

Tagi: ,