Udane egzorcyzmy

Polecamy9 czerwca, 2015

basinski_noweDoniosła misja księdza Stanisława Małkowskiego, zakończyła się pełnym powodzeniem. Przypomnijmy. W każdą cudaczną miesięcznicę pod Pałacem Prezydenckim, ten sługa Boży odprawiał egzorcyzmy, wypędzając z siedziby głowy państwa złe duchy. Skoro Bronisław Komorowski przegrał wybory, udział ks. Małkowskiego jest w tym wydarzeniu decydujący.

Piszę „cudaczną”, bo trudno o większą profanację uczuć rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej. Nie chodzi o żadne spotkania te ofiary upamiętniające, a o paskudne wiece i parteitagi prezesa z Żoliborza, który, często z osobliwym uśmieszkiem, towarzyszy na nich ks. Małkowskiemu.

Podczas ostatniej miesięcznicy, księżulo raczył powiedzieć o obiektach swoich egzorcyzmów: „złoczyńcy”, a następnie przekazał mediom taka oto ocenę: „ Rządzi nami polskojęzyczna banda rozbójnicza”. Tym samym przekroczył od razu kilka granic, stając się żywym zaprzeczeniem najważniejszych chrześcijańskich wartości, do głoszenia których został powołany. Chodzi o miłość bliźniego. Sługa Boży Małkowski ma ją w głębokiej pogardzie i pasowałby jak ulał do Świętej Inkwizycji.

To wszystko dzieje się w drugiej dekadzie XXI wieku. I będzie się działo nadal, bo prezes z ks. Małkowskim nie odpuszczą i teraz zapewne będą egzorcyzmować Platformę Obywatelską z jej zdrajcami i zaprzańcami. Nawet w przypadku ewentualnego (uchowaj Boże!) zwycięstwa PiS w wyborach parlamentarnych, czarownicy i szamani z Krakowskiego Przedmieścia będą się tam pojawiali zawsze, bo nigdy nie zabraknie im podłości i żółci do wylania. I zawsze będą mogli liczyć na poparcie opętanych zwolenników, tkwiących mentalnie w najbardziej mrocznych zakamarkach minionych stuleci. Jak babcia Józia z telewizyjnego serialu „Plebania”, stała uczestniczka tych sabatów.

Ks. Małkowski obraża i opluwa legalną władzę. Oprócz dezaprobaty wyrażonej przez kardynała Nycza, pozostali dostojnicy wydają się swoim milczeniem aprobować niesłychane akcje. Kościół nie kryje bowiem swoich politycznych sympatii oraz aspiracji, nie przejmując się Konstytucją, która jednoznacznie określa jego rolę i miejsce. A prezes bardzo sobie ceni uderzających w obecne państwo, którym gardzi. Dobrana kompania.

Kiedyś napisałem felieton, zaczynając od stadionowej awantury, podczas której kibole demolowali swój stadion. „Jakim trzeba być debilem” – skomentowałem burdę. W dalszej części tekstu jeszcze kilkakrotnie zastosowałem ten komentarz, odnosząc go także do ludzi bezwzględnie popierających ugrupowanie wrogie państwu i dzielące społeczeństwo. Jak kibole, są oni siłą destrukcyjną. Ostro, ale uważam, że trzeba ostro, by uświadomić szkodliwość tych obywateli RP, którzy przez swoją zawziętość mogą doprowadzić kiedyś do tragedii, Działają w swoistym amoku, jak kibole, i tak jak stadionowa dzicz nie zastanawiają się nad konsekwencjami swojego zapamiętania, o dalekowzroczności nie wspominając.

Mamy, jako naród, szczególną skłonność do obdarzania bezbrzeżnym zaufaniem polityków, o których nic, albo prawie nic nie wiemy. Głoszą, że idzie zmiana i to wielu zupełnie wystarcza. Dziecinna i naiwna wiara sprawiła, że o mały figiel nie wybraliśmy na prezydenta Stana Tymińskiego, politycznego clowna. Zagadką jest też Andrzej Duda, ale to dla połowy elektoratu małe piwo. Wcześniej wielu krzyczało, że politykom najlepiej wychodzą obietnice, a przecież prezydent-elekt osiągnął w tej dziedzinie mistrzostwo świata. Teraz największym zaufaniem cieszy się Paweł Kukiz, który również jest niezapisaną kartą. Póki co, najlepiej czuje się w roli głośnego showmana, który często nie potrafi opanować języka i przy okazji miotania obietnicami obraża swoich adwersarzy. Najłagodniej mówiąc, brak dobrego wychowania i kompetencji, które są wymagane od kogoś, kto zamierza prowadzić naród, są słabą gwarancją ozdrowieńczych zmian. Oczywiście, nie neguję jego dobrych intencji i szczerości wypowiedzi, ale wiodący zamiar Kukiza przewrócenia wszystkiego do góry nogami, nie rokuje najlepiej. Wcześniej jego polityczne sympatie dokonywały takich karkołomnych wolt, że aż dech zapiera. Żyjemy w jeszcze cywilizowanym kraju, a czas krwawych rewolucji  z wieszaniem i ścinaniem na gilotynie, chyba minął już bezpowrotnie. I znowu, nie wiedzieć czemu, przypominają mi się kibole demolujący stadionowe trybuny.

Jeśli jesienią PiS wygra wybory (uchowaj Boże!), ale zabraknie mu większości parlamentarnej, zapewne zwróci się o poparcie do kukizowców. I jeśli znany rockman, który zapewnia, że jest przeciw politykom ze świecznika, nie wykaże się konsekwencją oraz zdrowym rozsądkiem i skwapliwie skorzysta z tej oferty, dołączy do nader już licznego grona politycznych pajaców, gotowych dla władzy zrobić wszystko. Nie wyobrażam sobie, jak człowiek pragnący przewietrzyć Polskę, może pójść na sojusz z ugrupowaniem nazywanym wielką sektą, która wykopała rów nie do zasypania. Szanowny elektoracie Pawła Kukiza, czy naprawdę nie czujesz bluesa, czy odebrało ci do reszty poczucia rzeczywistości?

Tym, którzy zacierają ręce na myśl o takim mariażu, nie dedykuję wymienionych wcześniej słów: „jakim trzeba być debilem?”, gdyż wchodzi tu w grę jeszcze poważniejsze upośledzenie. Rozwalić Polskę wydaje się rzeczą łatwą, gorzej będzie później z jej generalnym remontem.

Andrzej Basiński

Tagi: ,