Co myśli prezydent?

Polecamy9 czerwca, 2015

bohun bartkiewiczWybory już za nami i chociaż ciągle o nich głośno w mediach i sejmowo-partyjnych kuluarach, czas najwyższy zająć się sprawami bardziej przyziemnymi. Co nie oznacza, że mniej ważnymi. To, co mi osobiście z niedawnej kampanii wyborczej najbardziej utkwiło w pamięci, to fakt, że najwyższy urzędnik Rzeczypospolitej jej konstytucję miał sobie za nic i z dnia na dzień podjął decyzję, aby ją złamać, czyli okazać jej najzwyklejszy na świecie brak szacunku. Wydaje się, że taka postawa Bronisława Komorowskiego jest po prostu niczym innym niż emanacją szerszych postaw Polaków. Tych rządzących i tych rządzonych. Przykłady tych postaw widzę codziennie od bardzo wielu lat i za każdym razem przysłowiowy szlag mnie trafia, ale coraz rzadziej już reaguję. Czyżby zmęczenie materiału? Nie wiem.

Ostatnio jednak nie zdzierżyłem, widząc idącą sobie spokojnie, ul. Wieniawskiego w Wałbrzychu, panią strażniczkę miejską (nr 006), której absolutnie nie przeszkadzało, że na chodniku (pomiędzy ulicą Wieniawskiego i Topolową, na wysokości „Auto Centrum Limanówka”), na długości, co najmniej, stu metrów, stoi sobie chyba ze dwadzieścia pojazdów osobowych. A jest tak od kilku lat z nawiązką i widzę to, od poniedziałku do piątku, kiedy rano szybkim marszem „nabijam” kolejne kilometry wokół Podzamcza. Zastanawiam się, czy to ja mam taki sokoli wzrok, czy może na kurzą ślepotę cierpią nie tylko strażnicy miejscy, ale także i nasi dzielni policjanci, którzy – mam przynajmniej taką nadzieję – co jakiś czas pojawiają się na Podzamczu i z ulicy Wieniawskiego również korzystają. Spytałem zatem sympatyczną panią strażniczkę, czy widzi to samo, co i ja widzę, czym wywołałem jej wielkie zdumienie. Wskazałem więc na kolumnę pojazdów i zapytałem się, czy tak można? Dowiedziałem się, że nie można, ale ona i cała straż miejska w zasadzie nic zrobić z tym nie mogą. Na to ja, że owszem, mogą, tylko musi się im chcieć. Ponieważ sympatyczna funkcjonariuszka spoglądała na mnie, jak na jakiegoś nawiedzonego, wyjaśniłem jej na czym prostota mojego pomysłu polega. Otóż – dowodziłem – funkcjonariusze miejscy, w drodze obserwacji, powinni ustalić w jakich godzinach kierujący tymi pojazdami z chodnika odjeżdżają, a kiedy już będą mieli niezbędną wiedzę, mogą się ustawić po obu stronach chodnika (chyba ze 200 metrów) i ku chwale miejskiego budżetu kasować mandatami panów i panie kierowców. Wszak przepisy ruchu drogowego zabraniają jazdy po chodniku (art. 26 ust. 2 pkt 3 prawa drogowego), o czym nie tylko strażnicy miejscy, ale i funkcjonariusze policji wiedzieć powinni. Pani strażniczka oponowała, że to nie takie proste, albowiem funkcjonariusze tej formacji nie mają prawa kontrolowania uczestników ruchu drogowego. Tu z kolei ja okazałem wielkie zdziwienie i zapytałem panią strażniczkę, czy jako funkcjonariusza zna stosowne przepisy „Ustawy prawo o ruchu drogowym”, na co usłyszałem odpowiedź, że i owszem i to bardzo dobrze. Znów się zdziwiłem, jak jakiś naiwny, że skoro zna przepisy, to dlaczego twierdzi, że nie może wraz z kolegami przeprowadzić kontroli, o której wspominałem. Dowodziłem namolnie, że zarówno ją samą, jak i jej kolegów z pracy, obligują przepisy, których muszą przestrzegać, ale przede wszystkim egzekwować je od innych. Za to przecież z budżetu miasta – my jako mieszkańcy Wałbrzycha – wydajemy naprawdę wielkie pieniądze na ich (strażników) utrzymanie. Pani strażniczka nie dała się jednak przekonać, więc obiecałem jej, że w czynie społecznym, zarówno jej, jak i wszystkim jej kolegom wskażę te przepisy.

Wywiązując się z tej obietnicy informuję więc wszystkich strażników miejskich, że zgodnie z art.129b ust. 1 pkt 2 lit. a „Ustawy prawo o ruchu drogowym”, strażnicy miejscy są uprawnieni do wykonywania kontroli ruchu drogowego wobec uczestnika ruchu naruszającego przepisy o zatrzymaniu lub postoju pojazdów. A gdyby szanowni strażnicy dalej nie wiedzieli o co mi chodzi, to wyjaśniam, że zgodnie z art. 47 ust. 2 dopuszcza się zatrzymanie lub postój na chodniku, przy krawędzi jezdni, całego samochodu osobowego. Powtórzę: „przy krawędzi jezdni”. Otóż rzecz polega na tym, że w opisanym miejscu chodnik na całej swej długości oddzielony jest od jezdni szerokim pasem zieleni, co wskazuje, że kierujący pojazdami, parkując tam swoje szalejące maszyny, muszą łamać zakaz jazdy po chodniku, a jednocześnie nakaz parkowania przy krawędzi jezdni. W każdym innym przypadku podpadną pod przepis art.144 § 1 kodeksu wykroczeń, przewidujący karę grzywny, do 1000 zł, dla każdego, kto na terenach przeznaczonych do użytku publicznego depcze trawnik. A deptanie, to również jazda po pasie lub przez pas zieleni. Dla większej jasności dodam, że parkujący tam kierowcy naruszają swym postępowaniem kilka przepisów prawa, a niereagujący strażnicy miejscy oraz funkcjonariusze policji, czynem ciągłym dopuszczają się przestępstwa określonego w art. 231 § 1 kk, z którego wynika, że funkcjonariusz publiczny, który, przekraczając swoje uprawnienia, lub nie dopełniając obowiązków, działa na szkodę interesu publicznego, lub prywatnego, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3. Ale – jak wspomniałem na samym początku – w naszym kraju szczęśliwości i wiecznego świętego spokoju urzędników, nikt się tym nie przejmuje. Dokładnie tak samo, jak B. Komorowski nie przejmuje się przepisami polskiej konstytucji. Pani strażniczka na zakończenie rozmowy obiecała, że zainteresuje się sprawą , bo nie tylko ja straży uwagę na to zwracam. Od tego czasu upłynęły dwa tygodnie, a pojazdy stoją tam, jak stały…

Przy okazji chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz, która również się ze strażą miejską wiąże. Otóż podczas dzisiejszego marszu zauważyłem sympatycznego pana, którego sporej wielkości piesek wypróżniał się na trawnik, w odległości – nomen omen – 2 metrów od słupka z pojemnikiem na torebki do usuwania psich kup. Pan ów poinformował mnie, że już od ponad miesiąca w pojemniku tym nie ma tych torebek, a brak taki jest praktycznie codziennością. Ponadto nie ma odpowiedniego pojemnika (śmietnika) na psie kupy, a miejscowa straż miejska twierdzi, że można je wyrzucać do normalnych śmietników, co jest niby uzgodnione z władzami gminy. Uwierzyłem temu panu na słowo, bo niby dlaczego miałbym mu nie wierzyć? Wszystko to, o czym tu napisałem, utwierdza mnie w przekonaniu, że w Wałbrzychu straż miejska jest całkowicie zbędna, a dalsze jej funkcjonowanie jest tylko niepotrzebnym obciążeniem miejskiego budżetu. Budżetu, który ich nawet nie interesuje, bo mandatów na ul. Wieniawskiego akurat pobierać nie mają ochoty. I tak sobie myślę, co na ten temat myśli prezydent Szełemej. Bo jest o czym myśleć.

Janusz Bartkiewicz

http://www.janusz-bartkiewicz.eu

 

 

 

 

 

Tagi: ,