Prawda i słowo

Polecamy9 czerwca, 2015

Motto:

 

jest wiosennie

odchodzi zimna zima

ściśnięci przy piecu

zamknęliśmy się w sobie

 

więc może już czas

odtajać zamarznięte serca

otworzyć usta

i zacząć mówić prawdę

 

w imię prawdy

ludzie ginęli na barykadach

słów prawdy łaknęli Polacy

jak kwiat dżdżu

w pielgrzymkach Jana Pawła II

 

odtajnienia prawdy

domagają się politycy

wszystkich opcji i  nacji

 

prawda jest tylko jedna

grzmi falsetem ksiądz na ambonie

 

czy rzeczywiście jest

a może jej nie ma?

stanislaw michalik

Przejąłem się do szpiku kości odsłanianiem prawdy smoleńskiej. To przecież niemożliwe, by samolot z parą prezydencką, orszakiem najważniejszych osób w państwie, dowództwem wojskowym, ochroną i załogą statku powietrznego, mógł ulec normalnemu wypadkowi z powodu li tylko złej pogody i determinacji pilotów, by mimo wszystko zdążyć na zaplanowane uroczystości katyńskie. Uległem presji medialnej, bombardującej świadomość przeciętnego odbiorcy coraz to nowymi odkryciami. Każde z nich było jeszcze bardziej przekonywujące. Spisek Tuska z Putinem, wytworzenie sztucznej mgły, celowa dezinformacja pilotów tupolewa z wieży lotniska w Smoleńsku, kamuflaż Rosjan przy ekshumacji zwłok, próby zwalenia całej winy na Polskę. Trudno się dziwić, co parę tygodni poznawałem inną prawdę. Dziś, po upływie pięciu lat, dalej wiem, że jej nie znam. Ukaże się jeszcze wiele nowych prawd. Po latach być może znajdą się kolejni odkrywcy spod znaku IPN-u, którzy tak samo jak z katastrofą samolotu gen. Władysława Sikorskiego pod Gibraltarem, zaczną od nowa wyjawiać prawdę. Mam już tego dość, domagam się prawdy, jedynej prawdy, prawdy prawdziwej, chcę wiedzieć, kto mówi prawdę.

Mamy za sobą kampanię prezydencką, podzieliła ona do reszty cały kraj na dwie połowy i to zarówno w ilości głosów oddanych na każdego z dwóch kandydatów w drugiej turze wyborów, jak i w tym, co widzimy na mapie Polski ilustrującej wyniki głosowania w poszczególnych województwach. Mogliśmy słuchać w radio i telewizji, czytać w gazetach i na portalach internetowych diametralnie różne zdania o kandydatach, obejrzeliśmy ich debaty telewizyjne, a wieczorem – po ogłoszeniu wstępnych wyników ośrodka badań opinii publicznej – entuzjazm zwycięzców i konsternację przegranych. Pół Polski oszalało z radości, druga połowa pogrążyła się w rozpaczy i gniewie.

A teraz mamy w mediach „konkurs” analiz przyczyn i skutków tego co się stało. Wiadomo, wybory prezydenckie to dopiero preludium, właściwa część „operetki” rozegra się jesienią w wyborach parlamentarnych. Tak więc nadal będziemy uczestnikami bądź świadkami wojny politycznej dwóch obozów, w gruncie rzeczy wojny o władzę, a każdy z nich będzie nas przekonywał do swoich racji i zapewniał, że prawda jest po jego stronie, a kłamstwo po stronie przeciwnej.

– Słowa są bardzo zużyte, dlatego sięgam po te najbardziej niezbędne – mówi w jednym z wywiadów Hanna Krall. Jej to przychodzi łatwiej, z niejednego pieca chleb jadła, przemierzyła kawał świata, spisała tony papieru, spośród słów potrafi wybierać te najcelniejsze. Największa sztuka, to umieć się streszczać, mówić do rzeczy, odpowiadać konkretnie na pytania, nie przesadzać, zachować umiar i takt. Ale jest jeszcze druga sztuka konieczna do tego, byśmy cenili przekaz medialny – poważne traktowanie odbiorcy. Media muszą odróżnić ziarno od plew, nie puszczać na antenę tandety i chłamu politycznego, nie zapraszać osób, których obecność na antenie deprecjonuje powagę programu.

Słucham i obserwuję znakomitości naszej TV i tej rządowej, i tej komercyjnej (rządowej napisałem z rozmysłem). To, co się dzieje w szklanym okienku telewizorów, przechodzi ludzkie pojęcie, fonia zdominowała video. Na wszystkich kanałach strumienie słów, w rozmowach z zaproszonymi gośćmi po prostu bitwa na słowa, kto więcej i szybciej, kto mocniej, kaskady słów, wzajemne przekrzykiwanie, obsesyjna konieczność wyrzucenia z siebie wszystkiego, co przynosi ślina na język, by być dłużej na ekranie, by pokazać swoją elokwencję, by zaimponować. Uczestniczą w tej szermierce słów po równo, i prowadzący audycję, i rozmówcy. Słowa padają tu jak grad z jasnego nieba. Rażą jak pociski. Oszałamiają.

Z tak poważnej rzeczy jak wybory media uczyniły igrzyska sportowe, wieczory wyborcze to spektakle równe „wolnej amerykance”. Liczy się tylko kto kogo usunie z gry, kto mocniejszy lub sprytniejszy. Zwycięża ten, kto lepiej przeprowadzi kampanię wyborczą. Bronisław Komorowski był przez lata cenionym prezydentem, o czym świadczą wyniki badań opinii publicznej. Dziś odchodzi wyrolowany. Wprawdzie nie przegrał z kretesem, ale przegrał. Mamy nowego kreatora sceny politycznej. Cieszymy się, bo nowe wydaje się zawsze lepsze od starego.

Próbuję, jak słaniający się na nogach pątnik, odnaleźć prawdę na tym cudami słynącym „ołtarzu”, zwanym demokratyczne wybory. Niestety, bezskutecznie.

Odchodząc od ekranu czuję się jak wyprany i odwirowany. Boję się, że Czytelnicy mojego blogu po tej lekcji kultury i dobrych obyczajów, jaką darzą nas media, czują się podobnie. Nie, nie piszę już nic więcej! W tym wszystkim jest tylko jedna prawda – szkoda słów!

Stanisław Michalik

Tagi: ,