Dwa słowa z wysokiego g

Polecamy31 maja, 2015

stanislaw michalikDwa słowa – klucze owładnęły dziś wszystkie media wzbudzając tym większe emocje, im mniej zdajemy sobie sprawę, co one w ogóle znaczą. Nie mają ze sobą nic wspólnego choć są do siebie podobne – brzmią obco i zaczynają się na g.

Jedno z nich stało się słowem kultowym, bowiem zostało namaszczone przez biskupów i pada co niedziela nieomal ze wszystkich ambon. Ale ma ono przestrzec wiernych, bo jest niecnym wytworem zachodniej ideologii i znajduje się w nim siła nieczysta, stanowiąca największe obecnie – zdaniem Kościoła – zagrożenie dla całej ludzkości. To słowo magiczne, to gender.

Drugie z nich wyniósł na „ołtarze” mediów nie kto inny, jak sam Donald Tusk, będąc jeszcze premierem rządu, uznając je za siłę nadzwyczajną, niewyobrażalną dla zwykłego śmiertelnika, będącą w stanie dźwignąć naszą gospodarkę i wynieść ją na najwyższe szczyty światowe. Te słowo technologiczne, to grafen.

O gender nie będę rozpisywał się więcej, bo moją dewizą życiową jest relatywizm, a pojęcie „gender” ma charakter wybitnie społeczny, etyczny i ideologiczny. Okazuje się, że także polityczny. Jest ona zresztą obecnie na porządku dziennym w programach telewizyjnych, w prasie i radiu, aż uszy pękają od zacietrzewienia osób duchownych i świeckich, a politycy uczynili sobie z tego powodu okazję do dzielenia się na dobrych i złych. Najbardziej paradoksalnym jest to, że nikt nie wie dokładnie o co chodzi. Moja wnusia wytłumaczyła mi, że chodzi o to, by dziewczynka nie przychodziła do przedszkola w spodniach, a chłopiec w spódniczce.

Znacznie mniej mówi się i pisze o grafenie, choć proporcje zainteresowań mediów powinny być właśnie odwrotne. Ale grafen to temat niemedialny, ściśle naukowy, techniczny, ekonomiczny, nie wpływający tak mocno na emocje jak problem równości płci.

O co chodzi z tym grafenem?

Grafen , to nowo odkryta struktura złożona z atomów węgla. Ma niespotykane właściwości. Gdyby udało się wytwarzać z niego przedmioty codziennego użytku, zrewolucjonizowałaby nasze życie bardziej niż krzem. Główną zaletą grafenu jest świetne przewodnictwo prądu i ciepła, niewiarygodna trwałość (jest ponad 100 razy mocniejszy niż stal) i elastyczność (można go rozciągnąć o 20 proc. bez żadnych uszczerbków) oraz minimalna rezystancja (opór elektryczny). Wykorzystując struktury grafenu można by stworzyć rozciągliwe i przezroczyste smartfony i tablety dające się zwinąć w rulonik i włożyć do kieszeni, procesory kilkaset razy szybsze niż krzemowe, sztuczne ścięgna do wszczepienia w stawy czy zbiorniki paliwa, dzięki którym auta będą mogły jeździć na wodór. To tylko kilka przykładów patentów składanych na świecie. Mówi się, że grafen jest w stanie zapobiegać i leczyć choroby rakowe. W ogóle możliwości jego wykorzystania są nie do końca jeszcze zbadane.

Co stoi na przeszkodzie szybkiemu zastosowaniu grafenu w technice?

Otóż przeszkodą są niezmiernie wysokie koszty produkcji. Znanych jest kilka metod pozyskiwania grafenu, n.p. przez mechaniczne odrywanie go przy pomocy taśmy klejącej z wysokiej jakości grafitu, albo też osadzanie grafenu na metalach, a jeszcze lepiej na węgliku krzemu. Każda z tych metod ma swoje zalety i wady, ale wszystkie są tak drogie, że nie znajdują zastosowania w masowej produkcji.

No dobrze, dlaczego więc premier Tusk kokietował nas niezwykłą szansą dla naszej gospodarki?

Ano dlatego, że polskim naukowcom z Politechniki Łódzkiej razem z warszawskim Instytutem Technologii Materiałów Elektronicznych i firmą Seco-Warwick ze Świebodzina, budującą piece do obróbki metali, udało się stworzyć technologię pozwalającą na wytworzenie grafenu wysokiej jakości przy niskich kosztach – mniej niż 300 dol./cm kw. To właśnie Świebodzin może stać się eksporterem maszyn do produkcji taniego grafenu „Made in Poland”. Jeśli produktem ze Świebodzina zainteresują się firmy elektroniczne w Europie i na świecie, a wszystko wskazuje że tak, możemy znaleźć się na górnym pułapie gospodarczym i finansowym, czyli na wysokim g.

Jest więc nadzieja, że grafen medialną popularnością pobije na głowę swego konkurenta gender i byłoby dobrze, gdyby stał się treścią nowego listu pasterskiego czytanego w kościołach z okazji np. Wniebowstąpienia Pańskiego. Zwłaszcza, że dotyczy to bezpośrednio miejscowości, która dla wiernych Kościoła rzymskokatolickiego już stała się głośna w całej Europie, jako miejsce szczególnie ważne.

Myślę, że warto śledzić losy urządzeń do produkcji grafenu i dopingować kogo się da, by jego produkcja na większą skalę się powiodła. Wtedy to właśnie Świebodzin zasłynie na świecie nie tylko z drugiego co do wielkości posągu Chrystusa Króla, ale także z nowoczesnego wynalazku, a do lubuskiego miasteczka na granicy z Dolnym Śląskiem zaczną przyjeżdżać z kasą nie tylko pobożni pielgrzymi, lecz także poważni biznesmeni.

A co to może przynieść dobrego dla naszego Wałbrzycha? Myślę, że bezpośrednio niewiele, chyba że znajdą się inwestorzy, skłonni wykorzystać Wałbrzyską Specjalną Strefę Ekonomiczną do umieszczenia tam fabryki grafenu.

Póki co Wałbrzych musi się zadowolić tym, że w nim żyją i rozwijają swoje twórcze skrzydła osoby nie mający wiele wspólnego z samym grafenem, ale z jego nazwą tak, bo też na g, a zwą się oni – grafomani. Jeśli ktoś miałby co do tego wątpliwości, to staram się je rozwiewać w Tygodniku DB 2010 od pewnego czasu i – jak mi się zdaje – z coraz to lepszym skutkiem.

Stanisław Michalik

Tagi: ,