50 lat po maturze

Polecamy26 maja, 2015

spotkanie 3

Śmiem twierdzić, że jubileuszowe towarzystwo, o którym poniżej, należy do zupełnie wyjątkowych nie tylko w skali Wałbrzycha i regionu, ale nawet Polski. Nic, tylko brać przykład z prezentowanego przez nie od wielu lat poczucia wzajemnej więzi, przyjaźni i szczerej serdeczności, dzięki której przedłuża sobie młodość i mimo różnych przeciwności losu zachowuje życiowy optymizm. Naśladownictwo wskazane!

Bohaterami niniejszego tekstu są uczniowie kl. IVa IV Liceum Ogólnokształcącego,  którzy uczęszczali do niego, gdy znajdowało się jeszcze przy ul. 22 Lipca (obecna 11 Listopada). Maturę zdawali w maju 1965 r., a więc jeszcze w epoce „średniego Gomułki”. Szmat czasu…

Do pierwszego spotkania absolwentów doszło 14 października 1995 r. z okazji jubileuszu 40-lecia szkoły, które to uroczystości odbyły się już w obecnej siedzibie IV liceum na Piaskowej Górze, gdzie przeprowadziło się ze Starego Zdroju. Zjechali się z różnych zakątków Polski, a nawet z zagranicy. Były gorące powitania, ale i niepewność, czy od razu rozpozna się koleżankę lub kolegę (śnieżne siwizny, zaokrąglone profile…), spotkanie z nauczycielami, niekończące się opowieści i biesiadowanie do białego rana w hotelu „Sudety”… A maturzyści z IVa świętowali 30-lecie egzaminu dojrzałości.

Dla wielu absolwentów było to jednorazowe spotkanie po latach. Ale nie dla IVa rocznik ’65. Postanowiono organizować coroczne zjazdy, a gościnę zaoferowała Basia Materna-Przewłocka, prowadząca wraz z mężem gospodarstwo agroturystyczne w Glinnie powyżej Walimia, wiosce, do której zimą (śnieżną) dojazd jest znacznie utrudniony, a komórki tracą zasięg. Ale miejsce to jest urokliwie położone u stóp Wielkiej Sowy.

Spiritus movens klasowych zjazdów, stał się Walerek Nowakowski („movens to jeszcze rozumiem, ale dlaczego spiritus?” – powątpiewa), który wziął na siebie systematyczny kontakt z koleżeństwem oraz informowanie go o kolejnych spotkaniach. Przed każdym uczestnik otrzymywał specjalne, górnolotnie brzmiące zaproszenie, będące istną perełką humoru i staropolszczyzny. Istotną rolę w przygotowaniu spotkań odegrała również (niestety, od ośmiu lat już nieżyjąca) Krysia Kossek-Popławska, ustalająca miejsca zamieszkania koleżanek i kolegów w Centralnym Biurze Adresowym. Do organizacji spotkań przyczynił się też Bogdan Krukierek.

Spotkania w Glinnie zapoczątkowano jesienią 1996 r. Kolejne odbywały się wiosną lub wczesną jesienią. Dotychczas byli maturzyści gościli tu 19-krotnie.Wielogodzinne dysputy połączone z biesiadowaniem, trwały, w zależności od aury, przy ognisku lub kominku. Zasiadali do nich lekarze, prawnicy, nauczyciele, informatycy, inżynierowie budownictwa , biznesmeni, działacze samorządowi, żołnierz zawodowy, rolnik i dziennikarz. Jak trafnie zauważono, nikt z byłych uczniów IVa (w tamtych czasach częściej używano nazwy XIa) nie wypadł poza życiowy nawias i nie stał się klasową czarną owcą. Przyjeżdżano w soboty, a niedzielne przedpołudnia przeznaczano m.in. na wędrówki po okolicy. Opowiadanie anegdot, przypominanie wesołych, ale i dramatycznych licealnych chwil, wspólne śpiewanie…

– Zjazdy w Glinnie to dla nas swoiste wagary. Wagary od codziennych kłopotów, trosk i obowiązków, robimy sobie wolne nawet od ukochanych wnuków. Niemal każdemu strzyka w kościach, każdy ma jakieś problemy. Ale to nie powód, by o tym stale mówić i użalać się. Smutasy nie będą tolerowane. Nie tylko wracamy do przeszłości, ale też snujemy plany na przyszłość. Czujemy się przez to młodsi – podkreślają uczestnicy spotkań.

Jedno z ich odbyło się latem u Marylki Błaszczyk-Owczarskiej w Skorzęcinie na Wielkopolsce, gdzie prowadzi ośrodek wczasowy nad jeziorem Połonickim.

Przed kilkoma tygodniami wiara (nie warta nazywania jej starą) zjechała się z okazji 50-lecia egzaminu maturalnego. Tym razem na miejsce rendez – vous, które przygotowała Jasia Kołodziej-Sady, wybrano „Oberżę PRL”, tuż za granicami Wałbrzycha, w kierunku Jedliny-Zdroju. Lokal pomysłowo nawiązuje wystrojem do lat 60. minionego stulecia, które teraz określa się jako przaśne, a nawet ubogie (zdecydowanie protestuję!), a utrwalone m.in. w prześmiewczych (w znacznej części kipiących przesadą!) filmach. Stawiło się 20 byłych maturzystów, co uznać należy za frekwencję wzorcową i godną podziwu, zwłaszcza, że pięcioro z nich odeszło już do lepszego świata.

Rozpoczęto od odczytania listy obecności i wspomnień o tych, których pożegnano. Następnie odśpiewano „Gaudeamus igitur” i zajęto miejsca przy suto zastawionych stołach, na których później zapłonęły świece. W trakcie obiadu każdemu wręczono specjalnie na tę okazję przygotowane świadectwo dojrzałości IV LO z okazji złotego jubileuszu opuszczenia szacownych murów szkoły. Jeden z uczestników zaprezentował przyszytą tarczę, czym wzbudził powszechny entuzjazm. Potem na stół wjechał piętrowy tort z logo IV LO. Wieczorem gwarzono przy grillu i śpiewano. Grubo po północy towarzystwo rozeszło się do pokojów, a świętowanie kontynuowano następnego dnia… Rozjechano się z nadzieją na  liczny udział w kolejnym zjeździe.

Staram się ciepło pisać o IV (XI)a z IV LO, rocznik ’65. Dlaczego? Po prostu jest to również moja klasa. Wielu bije mnie na głowę ilością przyjazdów na spotkania (grzmocę się gromko w piersi!), ale zawsze jestem z nią sercem i duszą.

Andrzej Basiński

 

Tagi: , ,