Poradnik wyborczy

Polecamy22 maja, 2015

basinski_noweZa kilka dni Polacy rozstrzygną, kto zostanie prezydentem RP. Demokracja umożliwia nam także dokonanie wyboru głowy państwa, więc liczyć się będzie głos większości uprawnionych do tego obywateli.

Należy, mimo wszystko, oczekiwać, że kierować się będą nie chwilowym kaprysem i przekorą, ale rozwagą, dalekowzrocznością i odpowiedzialnością. W takich przypadkach nie należy dawać kandydatowi szansy na wyrost, musimy swoją opinię i kredyt zaufania kształtować na solidnych podstawach, a nie doraźnych emocjach, chwilowych rozdrażnieniach, bo chodzi o naszego najważniejszego reprezentanta na kolejnych pięć lat.

Urzędujący prezydent, jak każdy człowiek, ma swoje wady i słabostki, ale w minionym okresie sprawdził się swoją działalnością i decyzjami. Wysoki stopień poparcia obywateli u progu kampanii wyborczej nie wziął się przecież z niczego. Widocznie znaczna część rodaków doceniła jego styl sprawowania najwyższej funkcji, dał im przede wszystkim poczucie równowagi, stabilności i bezpieczeństwa. To przewidywalny prezydent na niepewne czasy. Oceniajmy go po tym, co obywatelom zapewnił, po czym został ślad, a nie po ilości uściśniętych podczas kampanii rąk, obietnic wziętych z księżyca, zapowiedzi wykraczających poza prezydenckie kompetencje, dynamicznych pohukiwań do mikrofonu i wypuszczonych baloników. Sztab wyborczy prezydenta w trakcie wyborczego wyścigu popełnił co najmniej kilka denerwujących błędów, ale powtarzam: przy ocenie kandydata należy brać głównie realia, rzeczywiste dokonania, a nie mrzonki i ustawowe awanturnictwo, które może dotkliwie zaboleć rodaków wtedy, gdy szermujący niepoważnymi obiecankami pożegna się z urzędem i będzie z dystansu obserwował, jakich szkód był autorem. Dotyczy to np. wieku emerytalnego. Ustawa traktująca o tym wielkiej wagi zagadnieniu, powstała w obliczu demograficznego zagrożenia. Czyż można zaprzeczyć oczywistemu faktowi, że Polaków rodzi się zatrważająco mało, co w przyszłości może się przełożyć na bardzo niskie emerytury, a nawet ich zupełny zanik? Problem został w porę dostrzeżony i w porę podjęto kroki zapobiegające dramatowi. Kolejne pokolenia będą wdzięczne obecnemu prezydentowi, że odpowiednią ustawę podpisał.

Podczas pierwszej telewizyjnej debaty prezydent podkreślił, że nie stoi nad nim żaden prezes. Czy naprawdę trzeba ciągle uświadamiać, że pełna samodzielność członka największej partii opozycyjnej to fikcja i że nie można wdrażać projektów sprzecznych z jedynymi prawdami głoszonymi przez to ugrupowanie, a narzuconymi przez jego wodza? Jak wygląda rzekoma samodzielność kandydata w zestawieniu z jego zapewnieniami o wierności wytycznym episkopatu? Czy Konstytucja RP nie stwierdza wyraźnie, iż nie jesteśmy państwem wyznaniowym, w którym kościół może dyktować państwu warunki? Jak w obliczu podobnych zapewnień wyglądają perspektywy par bezskutecznie starających się o potomstwo i inne zagadnienia, którym kościół stawia stanowcze weto?

Obiecać dla poklasku i entuzjazmu słuchaczy jest łatwo. Zwłaszcza, kiedy nie bierze się pod uwagę gigantycznych kosztów obiecanek, które wywróciłyby państwową kasę. A więc, jak jest z tą odpowiedzialnością kandydata i jego dalekowzrocznością?

Jak słyszę, niektórzy deklarują nieobecność przy urnach, gdyż nie mają kandydata. Popierany przez nich wcześniej, nie dostał się do drugiej tury. Pytam w związku z tym: czy naprawdę wierzyliście, że, dajmy na to, rockman zostanie prezydentem? Czy estradowiec krzyczący, że należy ludzi związanych z obecną władzą usunąć w komplecie z politycznej sceny, którego poglądów – poza wspomnianym – w ogóle nie znacie, tylko tym zaskarbił sobie wasze bezgraniczne zaufanie? Wystarczy gardłować: „precz, zmiany, zrobię wszystkim dobrze!”, by zdobyć rzesze zwolenników?

Inni fani piosenkarza zapowiadają głosowanie na kandydata popierającego episkopat, kary dla lekarzy za in vitro i wydatkowanie przez ciągle jeszcze niezbyt bogaty kraj setek miliardów złotych, wywodzącego się z obozu wszędzie wietrzącego spiski i głoszącego zniewolenie Polski. Jak to skomentować? Zachowajmy szacunek dla siebie i zawartości swoich czaszek…

Ale zdaję sobie sprawę, że już przekonanych nie przekonam. Powyższe słowa kieruję zatem do tych, co się wahają i nie zwykli odwiedzać lokali wyborczych. Aby mogli po 24 maja śmiało spojrzeć w lustro.

Andrzej Basiński

Tagi: ,