Ściema nasza powszednia

Polecamy22 maja, 2015

bohun bartkiewiczOglądając niedzielną debatę kandydatów na prezydenta RP poczułem się trochę jak… sufler Andrzeja Dudy, gdy usłyszałem z jego ust pytanie o zamach na milicjanta, planowany przez młodzieńczego Bronisława Komorowskiego. Wszak właśnie o tym pisałem w przedwyborczym felietonie „Nie plujcie na ich groby” w nr 18/241 Tygodnika DB 2010 z 7 maja 2015 r. Czyżbym w ten sposób natchnął sztabowców kandydata PiS?

Mówiąc już poważnie, stwierdzić muszę, że nie przekonał mnie Bronisław Komorowski, ponieważ w starciu z Andrzejem Dudą zachowywał się nieelegancko, łamał przyjęte wcześniej ustalenia i wielokrotnie przerywał swojemu rywalowi, przeszkadzając mu w swobodzie wypowiedzi. Jednym słowem zachowywał się w sposób nieprzystający do kogoś, kto ma stać na straży demokratycznych zasad. Ponadto korzystał z karteczek (czyli z suflera), a na dodatek zdarzyło mu się kilka razy „delikatnie” minąć z prawdą. Druga tura kampanii trwa, co w zasadzie najbardziej widoczne jest w „telewizorach”, gdzie wszyscy tylko o tym rozmawiają. Najbardziej głupio muszą czuć się przedstawiciele SLD, bo Magdalena Ogórek, której syreni śpiew wyssał z Sojuszu prawie wszystką krew, odeszła w strefę politycznego niebytu, a Leszkowi Millerowi nie pozostało nic innego, jak ogłosić, że „współpraca” z panią Magdaleną Ogórek została definitywnie zakończona”. Myślę, że lepiej późno niż wcale, ale poczynione szkody będzie bardzo trudno odrobić. Spoglądając na niezbyt zafrasowaną twarz L. Millera, myślę, że widać po nim, iż możliwość zejścia z politycznej sceny snu z oczu mu nie spędza. Może to i dobrze, bo w sobotę słyszałem wypowiedź Wojciecha Olejniczaka, który wyrażał autentyczne przekonanie, że L. Miller nie z takich opresji skutecznie wychodził i SLD wyprowadzał. Więc i tym razem powinien dać sobie radę, zwłaszcza z wiecznym hamulcowym pozytywnych zmian w tej partii, jakim od lat – według W. Olejniczaka – był i jest Grzegorz Napieralski.

Słuchając natomiast tego, co opowiadają politycy z PO, a przede wszystkim sam Bronisław Komorowski, umacniam się w przekonaniu, że powinien on raczej zająć się swoim naprawdę ulubionym zajęciem i częściej po kniei z dubeltówką hasać, niż nadal zajmować się państwową nawą. Jednocześnie jednak, co twierdzę ze smutkiem, zdaję sobie sprawę, że w sytuacji jaką nam partie polityczne zafundowały, tylko on może stać się jakimś zaworem bezpieczeństwa, chroniącym nas przed możliwymi szaleństwami PiS. Żadnej innej opcji po prostu nie ma. I dla takiego kogoś jak ja, wybór będzie oczywisty, bo wolę mieć do czynienia z groźnym zapaleniem płuc, niż z jeszcze groźniejszą dżumą i cholerą w jednym. Oddając swój głos na Bronisława Komorowskiego postąpię jak człowiek racjonalny, który świadomie wszelkie emocje odstawia na pewien czas do kąta, nie zapominając wszakże o ich istnieniu. Bo pewnych rzeczy się nie zapomina, a niektórych wybaczyć nie można. Tak jak PiS-owi aresztów wydobywczych, politycznej prokuratury, zaszczucia tysięcy ludzi, których symbolem jest Barbara Blida, tak PO i jej prezydentowi nie zapomnę – myślę, że nie tylko ja – wielu spraw, które ma na swym sumieniu. Nie zapomnę, że on zapominał o tym, iż powinien reprezentować interesy polskich obywateli, a nie interesy ukraińskich oligarchów i imperialistycznych zapędów USA, czy też unijnych interesów Niemiec. Nie zapomnę mu bratania się z przywódcami Ukrainy, otwarcie i bezczelnie gloryfikujących bandytów z UPA, którzy w sposób niewyobrażalnie okrutny wymordowali około 200 tysięcy polskich obywateli z dawnych Kresów. Nie zapomnę uznawania idących od wschodu żołnierzy Wojska Polskiego, wyzwalających Polskę spod okupacji niemieckiej, za zwykłych zdrajców i sowieckich kolaborantów. Nie zapomnę jego pogardy dla wszystkich tych, którzy po 1944 roku rozpoczęli odbudowę i rozbudowę Polski oraz tego, że ich ciężką pracę uznaje jedynie za wysługiwanie się radzieckiemu ponoć okupantowi. Wiele rzeczy mu nie zapomnę, ale przemówić muszą racje, a te nakazują mi – niestety – oddanie głosu właśnie na niego. I nie jest ważne, co w telewizyjnych debatach powiedział lub powie, bo doskonale wiem, że jest to tylko kiełbasa wyborcza, którą będzie nam pod nos podtykał. Jak wygra, to i tak nic nie zmieni, bo to będzie jego ostatnia kadencja. Ale może przeszkodzić PiS w psuciu Polski i niszczeniu Polaków. Chyba, że PiS parlamentarne wybory przegra… Wtedy będę sobie pluł w brodę.

Bronisław Komorowski, rzutem na taśmę, traktując to jak koło ratunkowe, opowiada bardzo głupie historie, często sprawiając wrażenie, że nie wie o czym mówi. Jemu wydaje się, że w Polsce można sobie dowolnie zmieniać miejsce pracy, kiedy tylko nam się zarobki nie spodobają. A kredyt na mieszkanie dostanie nawet bezrobotny, jeżeli tylko odpowiedni wniosek złoży. Te przekonanie to efekt bądź syndrom „złotej klatki” o jakiej wspomniał europoseł Janusz Wojciechowski, w której prezydent PO przebywał przez ostatnie 5 lat. Weźmy na przykład sprawę tak mocno reklamowanej zasady, że „wątpliwości zawsze rozstrzyga się na korzyść podatnika”. I wszyscy już szaleją z radości. Hola, hola panie prezydencie PO. Taka zasada już istnieje w polskim prawie. W kodeksie postępowania karnego (art. 5 kpk) i co z tego? W tysiącach spraw jest permanentnie pomijana, jak chociażby w wałbrzyskiej sprawie zabójstwa antykwariusza. Proces przed Sądem Okręgowym w Świdnicy składał się jedynie z samych wątpliwości, a dwaj nieletni wówczas oskarżeni skazani zostali na 25 lat pozbawienia wolności. Tak będzie też w sprawie podatków, ponieważ różne rekiny będą miały znakomitych prawników, którzy zawsze jakieś wątpliwości znajdą, a zwykły obywatel nie będzie w stanie przekonać doskonałych prawników fiskusa, że jakieś wątpliwości istnieją. Zresztą, zawsze znajdą się prawnicze i finansowe autorytety, które oświadczą, że chodzi tylko o takie wątpliwości, których nie da się ostatecznie usunąć w drodze czynności dowodowych. A jak wiadomo, usunąć można w Polsce wszystko. Nawet zdrową nerkę, zamiast tej zaatakowanej rakiem.

Ja – mimo tych moich wszystkich zastrzeżeń – na B. Komorowskiego zagłosuję, ale wątpię by uczynili to ci wszyscy młodzi, którzy – buntując się przeciw zastanemu porządkowi – poparli Kukiza. Kukiza, a nie jego wątpliwej jakości ideę JOW, bo zdaje się nawet on nie bardzo wie o co w tym wszystkim chodzi i do czego może doprowadzić. Ci „zbuntowani” nie dadzą się uwieść zapowiedziom o referendum w sprawie JOW, bo przecież głuchy i ślepy wie, że akurat ich to bardzo mało obchodzi. Oni nie chcą Komorowskiego i PO, a więc poprą PiS i Dudę, bo akurat są to przeciwnicy tych pierwszych. I nie ważne, że Duda i PiS będą postępowali dokładnie tak samo, jak B. Komorowski z Platformą przez ostatnie osiem lat. Będą tak postępować dlatego, że system pozostanie nienaruszony, bo PiS i Duda też go nie zmieni. Prawdopodobnie B. Komorowskiego nie poprą młodzi ludzie ze wsi i małych miasteczek, gdzie rządzi PSL. Mówiono im, że B. Komorowski to bardzo kiepski prezydent i PSL ma lepszego w osobie A. Jarubasa, a teraz namawiają, aby na tego złego głosować. Ale ci młodzi dobrze wiedzą, że to tylko taka ściema. Taka nasza ściema powszednia.

Janusz Bartkiewicz

http://www.janusz-bartkiewicz.eu

Tagi: ,