Nie plujcie na ich groby

Polecamy7 maja, 2015

bohun bartkiewicz

– Waliłem w niebo długimi seriami pod Reichstagiem – opowiadał mi tato – i nie mogłem uwierzyć, że to już koniec.

Do Berlina trafił idąc z bronią w ręku od dnia wymarszu z obozu w Sielcach nad Oką. Trafił tam nie po to, aby w Polsce zakładać stalinowski raj. Trafił tam z potrzeby serca, po to, aby z Polski przepędzić niemieckiego okupanta, z którym już we wrześniu 1939 roku, jako słuchacz Podoficerskiej Szkoły dla Małoletnich w Lubawie nad Drwęcą, walczył w obronie twierdzy brzeskiej. Obecnie niekiedy myślę, że dobrze się stało, iż nie dożył dnia dzisiejszego, kiedy takich jak On nazywa się kolaborantami, zdrajcami ojczyzny, którzy zaprzedali się sowieckiemu okupantowi.

Kiedy słuchałem słów polskiego premiera, a także tego, co opowiada dzisiaj Polakom polski prezydent – obaj magistrowie historii – to daję słowo, że mi się dłoń w pięść zaciska. Dla tych panów okupacja Polski skończyła się w 1989 roku, a więc Ojciec mój, który do 1971 roku nosił wojskowy mundur, był tylko żołnierzem wojsk okupacyjnych. Być może, ale tylko przez krótki okres, kiedy w październiku 1938 roku Polska rozpoczęła okupację czeskiego Zaolzia. Myślę, że to wtedy rozpoczęła się II wojna światowa, chociaż żadne strzały nie padły. Na pewno zakończyła się ona w dniu 8 maja 1945 (według czasu, jaki obowiązywał w Moskwie działo się to 9 maja), kiedy niemieckie dowództwo podpisało przed radzieckimi marszałkami akt kapitulacji i zakończenia wszelkich niemieckich działań zbrojnych. Wtedy to właśnie, zakończyła się w Europie II wojna światowa. Stało się tak dlatego, że podpisany 7 maja akt kapitulacji, przed przedstawicielami armii USA i Wspólnoty Brytyjskiej, dotyczył jedynie zakończenia wojny na froncie zachodnim. Na froncie wschodnim wojna trwała nadal i jeszcze przez jeden dzień Ojciec mój musiał walczyć. Ostateczny cios armii niemieckiej zadała Armia Czerwona oraz I i II Armia Wojska Polskiego, które szły ze wschodu. Wojska te ponosiły 80% wojennego trudu, ale dzisiaj w Polsce tę historię z mozołem się zaciera, wmawiając ludziom (coraz młodszym pokoleniom), że wojnę wygrali Amerykanie, Anglicy i Francuzi. Sowieci niczego nie wygrali, oni tylko, na swoich bagnetach, nieśli zniewolenie. A Ojciec opowiadał mi, jak ich w wyzwalanych polskich miastach witali kwiatami, a dziewczęta rwały się do pocałunków. Tak było w Lublinie, Warszawie, Kołobrzegu i w setkach wyzwalanych polskich miast, miasteczek i wsiach. Czy tak wita się okupantów? Nie sądzę.

8 maja Pan prezydent Komorowski urządza na Westerplatte wielką manifestację z okazji zakończenia II wojny światowej, która faktycznie rozpoczęła się zbombardowaniem o godz. 4:40 polskiego miasta Wieluń, pierwszego polskiego miasta niemal doszczętnie zniszczonego podczas II wojny światowej. Nawała ogniowa niemieckiego pancernika Schlsewig -Holstein rozpoczęła się pięć minut później. Symbolicznym zakończeniem wojny była defilada zwycięzców, jaka miała miejsce w dniu 24 czerwca 1945 roku w Moskwie. W defiladzie tej brali udział polscy żołnierze, weterani walk z nienieckim najeźdźcą. Zabrakło ich w defiladzie zwycięstwa, jaką zachodni alianci zorganizowali 8 czerwca 1946 roku w Londynie. W paradzie tej nie łopotały polskie sztandary, chociaż polscy żołnierze walczyli dzielnie pod Narvikiem, Tobrukiem i zdobyli ważną twierdzę niemieckiej obrony na wzgórzu Monte Casino. Chociaż to oni ocalili Londyn, a brytyjski premier Winston Churchill powiedział o nich znamienne słowa, że „nigdy tak wielu nie zawdzięczało tak wiele tak nielicznym”. Jednak w Londynie ich zabrakło. Być może już niewielu Polaków pamięta, że polscy żołnierze walczący na zachodnim froncie nosili na sobie brytyjskie mundury, a żołnierze walczący w ramię w ramię z żołnierzami Armii Czerwonej nosili polskie mundury i polski orzełek na swych polskich, wojskowych czapkach. Niby nic wielkiego, a jednak swą wymowę ma. W takim angielskim mundurze (z naszywka „Poland”) walczył mój dziadek, zarówno pod Tobrukiem, jak i na Monte Casino, a w mundurze polskim walczył mój Ojciec i moja Mama zdobywając Warszawę, Kołobrzeg i Berlin. Dzisiaj „wielcy” polscy politycy plują na groby tych, którzy faktycznie Polskę spod niemieckiej okupacji wyzwolili. Każą nam o nich zapomnieć, sławiąc jedynie tych, którzy po 1945 roku do nich strzelali, chociaż nie oni przeciw nim broń obrócili. Jeżeli strzelali, to właśnie dlatego, że ci zwani dziś „wyklętymi”, nie tylko do nich strzelali, ale też mordowali niczego winnych ludzi, chcących normalnie i zwyczajnie żyć i pracować w spokoju.

I dlatego, że Pan prezydent o tym nie chce pamiętać i każe o tym nam zapomnieć, nie oddam na niego swojego głosu, bo sam sobą udowadnia, że nie jest moim prezydentem. Dla niego moi rodzice to zdrajcy. Nie oddam na niego głosu także dlatego, że szczyci się tym, iż jako nastolatek planował zabójstwo polskiego milicjanta. Być może ojca małych dzieci. Chciał go zastrzelić tylko dlatego, że nosił milicyjny mundur. I Pan prezydent chwali się tym w swoich pamiętnikach. Do Pana prezydenta mam tylko jedną prośbę: niech Pan przestanie pluć na groby mojego Ojca i mojej Mamy.

Janusz Bartkiewicz

http://www.janusz-bartkiewicz.eu

Tagi: ,