Różne kwiatki

Polecamy4 maja, 2015

bohun bartkiewiczCoraz bardziej niepokojące sygnały płyną z całej Polski, a zarówno Ministerstwo Spraw Wewnętrznych jak i Komenda Głowna Policji milczą. Oto w wydziale kryminalnym KMP w Olsztynie policjanci torturami wymuszali zeznania (wydział rozwiązano, czterech funkcjonariuszy tymczasowo aresztowanych, zastępca komendanta podał się do dymisji). W innym mieście (woj. podkarpackie) policjanci ze względu na statystykę nie przyjmowali zgłoszeń w sprawie działania seryjnego gwałciciela (w wyniku gwałtu zmarła 83-letnia staruszka), co skończyło się dla nich fatalnie, albowiem stoją obecnie przed sądem. Komendant miejski – ich szef – zdążył „uciec” na emeryturę. W Kutnie, policjant przesłuchujący podejrzanego, chciał prawdopodobnie zabawić się w „złego psa” i w „imię zasad” opisywanych przez niejakiego Patryka Vegą i Dariusza Lorantego, straszył go odbezpieczonym pistoletem. Skończyło się to tragicznie, albowiem przesłuchiwany nie żyje (otrzymał 3 postrzały), a policjant został zatrzymany do dyspozycji prokuratora. To tylko trzy przykłady z setek podobnych zdarzeń mających miejsce na terenie całego kraju. To już nie jednostkowe zdarzenie… to rak, który toczy policję, a jej kierownictwo służbowe i ministerialne udaje, że nic wielkiego się nie dzieje.

A dzieje się również w Wałbrzychu, o czym wielokrotnie tu, jak i na mojej stronie internetowej oraz profilu na Facebooku pisałem. 25 kwietnia obserwowałem pierwszy dzień procesu wytoczonego przez Prokuraturę Rejonową w Świdnicy dwóm policjantom z I komisariatu na wałbrzyskiej Piaskowej Górze, oskarżonym o przekroczenie uprawnień dotyczących zastosowania środków przymusu bezpośredniego. Mówić prościej, oskarżonych o pobicie Pawła R. na terenie I KP w 11 maja 2014 roku. To, co mnie w tej sprawie najbardziej zaskoczyło, to fakt, że prokuratura złożyła w sądzie akt oskarżenia, a uczyniła to na podstawie zeznań pokrzywdzonego, obdukcji lekarskiej, fotografii doznanych obrażeń i wyjaśnień podejrzanych funkcjonariuszy. Moje zdziwienie wynika z tego, że dokładnie w oparciu o identyczne dowody, prokuratorzy ze Świdnicy w przypadku innych zgłoszeń dotyczących pobicia przez wałbrzyskich policjantów, wszczęte śledztwa umarzali (a prowadzone aktualnie, być może również spotka taki sam los), natomiast aktem oskarżenia obejmowali skarżących, którym zarzuca się znieważenie funkcjonariuszy i stawianie biernego, bądź czynnego oporu. Dziwnie to wszystko wygląda, ale na głębszą analizę tego „zjawiska” przyjdzie jeszcze trochę poczekać, bo wymaga to przeanalizowania bardzo wielu dokumentów procesowych. Przysłuchując się temu, co wyjaśniali sądowi oskarżeni i co zeznawał sam Paweł R., w duchu łapałem się za głowę. Ze zdziwienia. Natomiast w jednym przypadku z trudem ukryłem, aby nie doprowadzić do obrazy powagi sądu, wybuch wesołości, kiedy usłyszałem, że jeden z oskarżonych tłumaczył sądowi, że absolutnie nie bił pałką pokrzywdzonego. Dowodem na jego niewinność było to, że gdyby faktycznie go bił, to odniesione urazy byłyby o wiele dotkliwsze. Oczekuję więc, że na kolejnej rozprawie stawią się – przywołani przez oskarżonego – liczni świadkowie, którzy osobiście potwierdzą prawdziwość tych słów.

To, co na sali rozpraw się działo wywoływało moje (ukrywane) zdziwienie, bo w mojej ocenie, zarówno sąd, jak i prokurator, dali nabrać się na przyjętą przez oskarżonych linię obrony, że oni tylko (a w zasadzie jeden z nich) przesłuchiwał pokrzywdzonego na okoliczność zdarzenia, jakie miało miejsce w tym dniu na terenie supermarketu „Real”. Nie mogłem wyjść ze zdziwienia, że oskarżyciel z miejsca nie zadał pytania, do jakiej sprawy i w jakim charakterze przesłuchiwany był Paweł R., albowiem zdaje się, że żadna sprawa nie została mu wytoczona, ani też nie wydano żadnego postanowienia o wszczęciu postępowania. Co zatem Paweł R. robił na terenie komisariatu, kiedy wszystko winno skończyć się postępowaniem mandatowym, a mandat policjanci wystawić mogli po przeprowadzonej w Realu” interwencji? Ale oni dokonali zatrzymania, a już tylko z bardzo fragmentarycznej wiedzy, jaką posiadłem słuchając zeznań i wyjaśnień, wynika, że zatrzymanie to, i wszelkie czynności wykonywane przez policjantów, miały charakter – w mojej ocenie –  całkowicie bezprawny.

Świdnicka prokuratura prowadziła odrębne postępowanie w sprawie rzekomego zaginięcia protokołu przesłuchania Pawła R. W tej sprawie, jeden z oskarżonych, przesłał do tejże prokuratury „kopię” owego przesłuchania, którą zachował „przypadkowo” na dysku swego służbowego komputera. Rzecz w tym, że nie wiadomo w jakim dniu ten „protokół” został sporządzony, bo zdaje się prokuratura nie dokonała zabezpieczenia dysku, w celu ustalenia daty jego sporządzenia, a Paweł R. nie przypomina sobie, aby był przesłuchiwany i protokół taki podpisywał. Mój „psi węch” podpowiada mi, że nikt w dniu 11 maja żadnego protokołu nie sporządzał, a panowie policjanci, w znany już „na mieście” sposób, zachęcali Pawła R., do ujawnienia jego wiedzy na temat handlu narkotykami. Sam Paweł R., twierdzi, że takie właśnie wrażenie odniósł. Na to, że nie było żadnego protokołu sporządzonego w dniu 11 maja br. wskazywać może również i to, że po trzech dniach od zdarzenia, „dzielnicowy Marek” zabrał Pawła R. do komisariatu, aby przesłuchać go na okoliczność wydarzeń z dnia 11 maja 2014 r., co skończyło się wyrokiem nakazowym, orzekającym zapłacenie 50 zł grzywny. Oskarżony twierdzi, że protokół oddał dyżurnemu jednostki i nie wie, co się z nim dalej działo. Jednakże, zdaje się, że nikt tego dyżurnego nie przesłuchał. Gdyby tak było, to albo dyżurny miałby zarzut niedopełnienia obowiązków, albo policjant zarzut pomówienia dyżurnego. Wszak podejrzany ma prawo mówić nieprawdę, ale nie może bezkarnie dopuszczać się pomawiania osób trzecich. Myślę, że organa ścigania o tym wiedzą, więc dlatego dziwię się, że wątek taki nie został procesowo przeprowadzony i wykorzystany. Ja pamiętam jeszcze z czasów mojej służby w policji, że protokoły przesłuchania i wszelkie inne dokumenty, sporządzający je policjant dostarczał osobiście do sekretariatu, celem rejestracji i przedstawienia komendantowi jednostki. Być może teraz uległo to zmianie i obecnie dyżurni taką rolę pełnią i prowadzą nie tylko rejestry spraw dochodzeniowych, ale i np. operacyjnych. Jestem przekonany, że różne jeszcze „kwiatki” w tym procesie się pojawią, o czym nie omieszkam Czytelników powiadomić.

http://www.janusz-bartkiewicz.eu

Tagi: ,