Gigant i karły

Polecamy1 maja, 2015

basinski_noweWbrew pozorom, najtrudniej pisze się o sprawach oczywistych, o takich, jak suma dwóch dwójek. Jak wtedy wykoncypować coś oryginalnego i po części odkrywczego? Autorowi pchają się w takich momentach pod pióro same banały, przerosty patosu, oklepane stwierdzenia i oceny. Ale spróbujmy.

Odszedł Profesor Władysław Bartoszewski. Mimo sędziwego wieku, znienacka i nieoczekiwanie. I już meldują się oczywiste oczywistości, jak mawia klasyk z Żoliborza. A więc wyliczmy to, co dla ludzi rozumnych nie ulega wątpliwości i co wyliczyć bezwzględnie należy.

Odszedł wzorzec Polaka, patrioty, państwowca, uczciwości i przyzwoitości. Chodząca kronika wydarzeń bardziej i mniej brzemiennych w skutki, przenikliwy ich komentator. Gdy rozpoczynał się program z udziałem Profesora, każdy mu życzliwy miał pewność, że czeka go intelektualna uczta. Trudno o gawędziarza, który by opowiadał  z większą swadą i żywiołowością, odnosząc się do historii i teraźniejszości. Gaduła uroczy i bezkonkurencyjny, którego słuchało się z otwartymi ustami, podziwiając wiedzę, energię, pamięć, błyskotliwość i celność spostrzeżeń. AUTORYTET. A przy okazji humor, życzliwość i wielkie serce dla tego trudnego, niewdzięcznego świata.

Nade wszystko był patriotą, który zawsze i wszędzie czuwał nad interesem Polski. Jakże wiele mówiące było Jego powiedzenie, że jeśli coś warto zrobić, nie jest to jednoznaczne z określeniem, że coś się robić opłaca. Wiele wycierpiał od Niemców, ale za swoje powołanie uznał dążenie do pojednania z naszym zachodnim sąsiadem i zaskarbił sobie u niego wielki szacunek, podobnie jak Żydów, którym pomagał. Był strażnikiem najbardziej liczących się humanistycznych wartości i bronił ich konsekwentnie. Również przed pseudopatriotami i ludźmi jak ich określał, nabzdyczonymi i napęczniałymi własną ważnością, jednostkami mającymi o sobie ogromnie mniemanie, ale aż proszącymi się o przekłucie z głośnym „bum”. Nie cierpiał też polskiego zakompleksienia, co pewien czas rodzącego demony.

Czy trzeba w tym miejscu wskazywać, kto Profesora nie lubił, a nawet nienawidził? Każdy mądry i przyzwoity rodak doskonale wie, o kogo chodzi. O ludzi małych nie w znaczeniu wzrostu, lecz charakteru i osobowości. Niedawno Profesor życzył zwycięstwa Bronisławowi Komorowskiemu, by, jak powiedział, uniknąć pochówku zorganizowanego przez innych. Należy przez to rozumieć: urzędującemu prezydentowi niechętnych.

Jak było do przewidzenia, po śmierci Profesora w Internecie odezwały się hieny i gady. To motłoch, który gwizdał i lżył Profesora na cmentarzu podczas rocznic Powstania Warszawskiego, którego reprezentantom roi się przejęcie władzy. Jestem za wolnością słowa, ale jestem też gorąco za bezwzględnym tropieniem internetowych gnojków. Gdyby to było możliwe, przyjąłbym z entuzjazmem karanie ich chłostą na goły tyłek na centralnym placu miasta, do momentu aż sempiterny przybrałyby kolor fioletowy.

Te kundelki, skunksy i karły nie zaszkodzą jednak gigantowi, którym był i na wieki pozostał Profesor. Człowiek nie do zastąpienia.

Andrzej Basiński

Tagi: ,