Dobry człowiek

Polecamy28 kwietnia, 2015

basinski_noweKto nie chciałby spotkać na swojej życiowej drodze dobrych ludzi, dzięki którym mozolny szlak jest łatwiejszy do pokonania? Potrzeba ta jest od prehistorii ciągle aktualna i prolongowana. Wiąże się z szeroko rozlanym głodem serdeczności, empatii i życzliwego słowa oraz innym cechom przypisanym do dobroci.

Duże wrażenie zrobił na mnie niedawny program „Inny punkt widzenia”, nadawany w niedzielę około północy (za późno!) przez TVN24, a prowadzony przez Grzegorza Miecugowa. Ze swoimi gośćmi rozmawia o sprawach związanych z nauką, techniką, kulturą, polityką, podróżami, ale i moralnością oraz etyką. Zawsze są to ciekawi ludzie, którzy maja wiele do powiedzenia i nigdy nie nudzą. Dlatego, że w reprezentowanych przez siebie dziedzinach są niekwestionowanymi autorytetami.

Ale to, co mówił prof. dr hab. Krzysztof Bielecki, chirurg z 50-letnim stażem (4 lata był konsultantem krajowym ds. chirurgii ogólnej), było dla mnie doświadczeniem wyjątkowym. Wypowiadał się wybitny lekarz, od pewnego czasu na emeryturze (twierdzi, że lepiej brzmi określenie „stypendysta ZUS-u”), ale ciągle zawodowo aktywny, nie wyobrażający sobie życia bez szpitala (codziennie stawia się w nim przed godz. 7) i kontaktów z pacjentami. To nie był wywiad w klasycznym rozumieniu tego słowa. Po każdym pytaniu red. Miecugowa, czy wtrąconej przez niego uwadze, prof. Bielecki mówił tak zajmująco i naturalnie, że chciałoby się jego słuchać dłużej niż to określiły ramy programu i nie uronić ani słowa. Najbardziej lapidarne określenie, które się nasuwa , to lekarz z powołania.

W służbie czy też ochronie zdrowia, ciągle, niestety, ujawniają się ludzie, którzy pomylili się z wyborem profesji – nieżyczliwi, gburowaci, mający za nic wrażliwość pacjentów, a zwłaszcza ich niemalże skowyt o radę i pociechę. Jeżeli do tego dochodzi udział w strajku i zamykanie przed pacjentami drzwi przychodni i gabinetów z zakłamanym i bezwstydnym twierdzeniem, że to dla ich dobra, mamy obraz pseudolekarza, który dla społecznej korzyści powinien pożegnać się z zawodem. Ale mamy też kontakty z lekarzami, którzy służą ludziom w sposób wzorowy. Jest ich sporo, ale prawdziwymi rodzynkami wśród nich są tacy, jak prof. Bielecki.

Co szczególnie zapamiętałem z programu? Chyba najważniejszym przesłaniem była dobroć kierowana do ludzi i umiłowanie wykonywanego zawodu, co ilustrują m.in. (także w Internecie) rozmowy profesora z pacjentami przy ich łóżkach, trzymanie ich za rękę, a nawet… wspólne śpiewanie kolęd. Wynotowałem sobie kilka sentencji, które – do wyboru – można polecić wszystkim lekarzom jako złote myśli i życiowe credo.

„Relacje lekarz – pacjent nie podlegają grze rynkowej. Nie ma coś za coś”. Oczywiście w sensie materialnym. „Należy zdobyć zaufanie pacjentów”. „Nie można zostawić pacjenta bez cienia nadziei”. Wiąże się z tym inna zasada profesora: „Trzeba mówić prawdę taką, jaką człowiek zdoła udźwignąć”. Nadzieja, która, jak wiadomo, umiera ostatnia, powinna być „lekiem podawanym pacjentowi do ucha”. „Nie można dopuścić do wpadania w rutynę, każdego człowieka należy traktować jakby był pierwszym pacjentem”. Zapytany, czy podałby środek, który umożliwiłby pacjentowi godne odejście, prof. Bielecki odpowiedział: „Podałbym wszystkie możliwe leki, by chory nie cierpiał”. Poruszył tu bijący na alarm problem: ciągle jeszcze lekarze traktują cierpienie fizyczne (związane nierozerwalnie z psychicznym) obojętnie – „musi boleć”. „Wcale nie musi!” – woła profesor. Za granicą zużywa się znacznie więcej niż u nas środków przeciwbólowych. Powinny się znaleźć na to pieniądze, a część lekarzy musi się wyzbyć zupełnie nieuzasadnionych oporów przed stosowaniem środków uśmierzających ból sprawiający, że chory modli się o śmierć. Ogromnie drażliwy jest problem eutanazji. Nie można go rozpatrywać w kategoriach czerni i bieli, tak albo nie. Red. Miecugow mówi: „Wie pan, że chory ogromnie cierpi i nie pomoże mu już żaden lek. W pewnym momencie, pod różnym pretekstem, prosi pana o odwrócenie się. Pan się domyśla, że pacjent może, choć nie jest to pewne, zażyć w tym momencie środek, który zakończy jego życie. Jak pan postąpi?”. Profesor odpowiedział: „Odwróciłbym się”. Moim zdaniem postawa głęboko humanitarna, chociaż fundamentaliści i rygoryści będą zapewne głośno protestować i żądać kar.

Prof. Bielecki podał opracowaną przez siebie receptę na szczęśliwe życie. A więc: cieszyć się z faktu obudzenia się rano, chodzić do pracy, którą się kocha, czynić dobrze człowiekowi, posiadać coś swojego – pasję, zainteresowania. Profesor systematycznie śpiewa w chórze i przepada za spływem kajakowym Czarną Hańczą. I wreszcie: za swe starania usłyszeć magiczne słowo: dziękuję.

Pogodny, życzliwy, otwarty na świat i ludzkie kłopoty, promieniujący bezinteresowną sympatią DOBRY CZŁOWIEK.

Andrzej Basiński

Tagi: ,