Internetowy miszmasz

Polecamy3 kwietnia, 2015

stanislaw michalikOd czasu do czasu w wolnych chwilach, dla mnie zresztą tych wolnych chwil jest coraz to więcej odkąd korzystam z tzw. zasłużonego odpoczynku, przeglądam weekendowe strony internetowe i prasowe. Można z nich wyciągać różne wnioski. Najsmutniejszy jest ten, że z tego co się wokół nas dzieje trudno cośkolwiek zrozumieć. Jakie siły rządzą światem? Co sprawia, że w miarę rozwoju cywilizacji i techniki otaczający nas świat staje się coraz mniej poznawalny? Jedna rzecz jest niepodważalna, a znamy ją z nieśmiertelnego przeboju Czesława Niemena, zaiste „dziwny jest ten świat”.

Wiadomo kto będzie odpowiadał za inteligentny rozwój? Taki niezwykle elektryzujący tytuł znajduję na portalu internetowym Wirtualnej Polski pod hasłem fundusze europejskie.

Okazuje się, że u nas odpowiadać będą dwie najważniejsze w kraju instytucje – Ministerstwo Gospodarki i Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. A dalej dowiaduję się, że za inteligentny rozwój będą też odpowiadać – „Instytucje pośredniczące” (Sic!), które zajmują się wszystkimi sprawami związanymi z realizacją programu. To one są odpowiedzialne m.in. za organizację konkursów, wybór najlepszych projektów, a później za zawieranie umów o dofinansowanie z beneficjentami, sprawdzanie i zatwierdzanie wniosków o płatność, a także monitorowanie realizacji programu.

„Przez następne lata resort gospodarki będzie odpowiadał za dwa priorytety: Wsparcie otoczenia i potencjału przedsiębiorstw do prowadzenia działalności B+R+I oraz Wsparcie innowacji w przedsiębiorstwach.

Na ten pierwszy przeznaczono ponad 1 mld euro. Z tych pieniędzy finansowane będą m.in. takie działania jak: bony na innowacje dla sektora MŚP, wsparcie ochrony własności intelektualnej w firmach, czy tworzenie centrów badawczo-rozwojowych.

Na drugi priorytet trafi 2,2 mld euro i zostanie przeznaczone m.in. na wdrożenia wyników prac B+R+I, kredyt na innowacje technologiczne, fundusze typu venture capital oraz wsparcie internacjonalizacji innowacyjnych przedsiębiorstw.

NCBR – czytam dalej – zajmie się priorytetami Wsparcie prowadzenia prac B+R przez przedsiębiorstwa (wartość to 3,85 mld euro) i Zwiększenie potencjału naukowo-badawczego (ok. 1,22 mld euro). W tym pierwszym planowane jest wsparcie na prace badawczo-rozwojowe i programy sektorowe. Z drugiego priorytetu będą finansowane badania prowadzone przez naukowców”.

Przepraszam mocno, nie będę kontynuował tak znakomicie zapowiadającego się newsa. Już to co przytoczyłem jest dla mnie kompromitujące, bo nic z tego nie rozumiem. Spóźniłem się na ten moment, w którym mógłbym skorzystać z szansy inteligentnego rozwoju. Nie chcę narażać moich Czytelników na frustrację, bo może oni też.

Tymczasem znakomici redaktorzy strony mogą się uśmiać, że ktoś nie pojmuje, co to znaczy wdrożenie prac B+R+I bądź też co oznaczają fundusze typu venture capital oraz wsparcie internacjonalizacji innowacyjnych przedsiębiorstw.

Przecież to jest jasne jak słońce nie tylko w dzień pochmurny, ale nawet o północy. Okazuje się, że miliardy euro, co we mnie nie budzi najmniejszej wątpliwości, zostaną wykorzystane na niewątpliwie najważniejsze cele. Bo co może być ważniejszego niż inteligentny rozwój. Szkoda tylko, że tym procesom nie zostali poddani wcześniej redaktorzy tego newsa.

Wczytuję się z uwagą w recenzję włoskiego filmu „Bitwa pod Wiedniem” w „GW”, o którym pisze autor artykułu, że jest to religijno-militarna bajka klasy C. Gdyby taką nakręcił jakiś Polak, przed publicznym potępieniem nie uchroniłaby go nawet piesza pielgrzymka na Jasną Górę. To filmowa pieśń triumfującego katolicyzmu w starciu z islamem. Polacy przybywający z odsieczą Wiedniowi są w tym filmie ledwie dodatkiem do bogobojnych włoskich zakonników, odgrywających w filmie wiodącą rolę. Jednego z nich kapucyna, Marka z Aviano, wyniósł nawet polski papież Jan Paweł II na ołtarze. Nam, Polakom, trudno byłoby w cokolwiek uwierzyć, skoro w filmie uderzenie na armię turecką Kara Mustafy prowadzą dowódcy polskiego króla Jana III Sobieskiego – grani przez Olbrychskiego i Szyca. Skąd ten wcześniejszy Kmicic, a późniejszy Bohun znalazł się tutaj pod Wiedniem, nie mówiąc już o Szycu, znanym głównie z ról komicznych. Najważniejszy jak by się wydawało w tej bitwie, król Polski Jan III Sobieski (Jerzy Skolimowski), wypowiada w tym filmie ledwie parę zdań.

Komentujący obok w odrębnym artykule zdarzenia historyczne z roku 1683 Piotr Wroński cytuje cara rosyjskiego, a zarazem ówczesnego króla polskiego Mikołaja I, który w 1853 powiedział: „Było dwóch głupich królów Polski, którzy uratowali Habsburgów: Jan III Sobieski i ja”. Mówiąc o sobie miał na uwadze car Mikołaj I swoją pomoc w stłumieniu powstania na Węgrzech. Habsburgowie rychło o tym zapomnieli, bo już w 5 lat później poparli Turcję w wojnie krymskiej przeciwko Rosji.

O austriackiej wdzięczności dla Polski też trudno mówić skoro w niecałe sto lat później to właśnie Austria stała się sprzymierzeńcem Rosji i Prus w rozbiorach Polski. Od wyprawy wiedeńskiej Sobieski już nie zwyciężył w żadnej kampanii, a Polska zaczęła się zsuwać po równi pochyłej. Największe korzyści z wiedeńskiej wiktorii odniosły właśnie Austria i Rosja. Nam została chwała uratowania Europy przed islamem, o której zresztą pamiętamy tylko my sami. Dla Włochów bohaterem wiedeńskiej bitwy był kapucyn Marek z Awinion unoszący krzyż na wzgórzu nad austriacką stolicą.

Zupełnie kto inny winien się stać bohaterem filmowym według Wojciecha Orlińskiego. A nie jest tak, bowiem u nas panuje kult bezmyślności. Nie mamy potrzeby poznania i rozumienia nawet własnej historii. Przyznam, że z tą opinią całkowicie się zgadzam. Sam też nie wiedziałem i nie słyszałem o faktycznym bohaterze, którego Orliński wynosi na piedestał. Nazywa się on – Jerzy Kulczycki, jeden z najlepszych szpiegów w dziejach Polski, a kto wie czy nie Europy. To właśnie on, znając doskonale język turecki i obyczaje, mógł dokonać dokładnego rozeznania w sile i rozmieszczeniu wojsk Kary Mustafy i następnie pokierować ruchami wojsk króla polskiego, zapewniając mu zwycięstwo. Za te zasługi Kulczycki otrzymał w Wiedniu dom i nagrodę finansową, a król Sobieski – zapasy kawy skonfiskowane Turkom. Kulczycki wiedział dobrze do czego służą te ziarna i wkrótce otworzył w Wiedniu pierwszą kawiarnię. Dom pod Błękitną Flaszką (Hof zur Blauen Flasche) stał się wzorem dla przyszłych kawiarni oferujących wiedeńska kawę ze śmietaną. „Czy można sobie wyobrazić lepszy model prawdziwego polskiego patrioty?” – pyta dalej Orliński. „Dlaczego takiej postaci to nie my stawiamy pomniki, tylko Austriacy w Wiedniu? Ano dlatego, że nie odczuwamy potrzeby rozumienia własnej historii” – podsumowuje własne dociekania Wojciech Orliński. A ja dodałbym jeszcze do tego, że powodem jest ten zupełnie dziwny i niepojęty świat.

Dla odprężenia i relaksu zaproponuję teraz „oryginalną gailtalską drwalską Frigga z polecenia P. Kraśki. Już sama osoba polecająca gwarantuje oryginalność i najwyższą jakość smakową tej potrawy.

 Składniki: 120 g gailtalskiego boczku, 3 ugotowane ziemniaki, 100 g gailtalskiego sera górskiego, sól, pieprz

Boczek pokroić w paski, podsmażyć na solidnej patelni, gotowane ziemniaki pokroić na cienkie plasterki, dodać do boczku, podsmażyć, przykryć grubymi na pół palca plastrami sera, posolić i popieprzyć. Jak tylko ser zacznie się topić, układać porcjami na polencie (oryginalny gailtalski sposób serwowania!) lub na kromkach czarnego chleba.

Faktycznie, to prawdziwy i niepowtarzalny gailtalski posiłek, wiadomo – w Polsce tak jada się na wsiach od zawsze. Dla mniej wtajemniczonych powiem, że nazwa gailtalski kojarzy się jako żywo z Galicją. Widać, że w świecie watykańskiego prefekta P. Kraśki ludzie kompletnie już zgłupieli. Przecież powinno być dodane do tego jeszcze prawdziwe gailtalskie piwo w prawdziwym gailtalskim kuflu. I mamy 100% szczęścia po gailtalsku.

 

P.S. Dla pełnej jasności dodam, że Alpy Gailtalskie, to część Alp Wschodnich w Austrii między doliną Drawy i jej dopływem Gail.

Stanisław Michalik

Tagi: ,