Nie zamierzam pluć na groby

Polecamy9 marca, 2015

bohun bartkiewicz22.02.1944 odbył się ślub kościelny  Genowefy Stachurskiej z Kawęczyna i Czesława Smolarczyka z Dęblina – żołnierza miejscowego oddziału Gwardii Ludowej. Wieczorem o godz. 19.00 przyjęcie weselne w domu panny młodej w Kawęczynie zostało przerwane przez Oddział Lotny AK (28 osób) o kryptonimie OL 642/A, dowodzony przez „Spokojnego” – adiutanta dowódcy tego oddziału „Orlika”. Oddział był świetnie uzbrojony w broń maszynową. Państwo młodzi, wraz z bratem pana młodego, zostali wyprowadzeni za próg mieszkania i od razu zabici strzałem z pistoletu w tył głowy. Dokładnie tak, jak pokazuje to Andrzej Wajda w filmie „Katyń”. Następnie – z wyroku „Spokojnego” – w ten sam sposób zamordowano pod ścianą obory ośmiu gości weselnych, członków GL- AL. Po tej egzekucji żołnierze (?) Oddziału Lotnego rozpoczęli przeszukiwanie wsi, w wyniku czego dodatkowo zamordowali Żyda Łachmana Szaję (żołnierza GL-AL), a także łącznika AL z Radomia, ps. „Czarny z Radomia”, który akurat przywiózł podziemną prasę dla dowódcy oddziału GL Mariana Eksztaina – „Muchy”. Łącznik był nieuzbrojony i nie stawiał oporu. Został jednak rozwalony strzałem z pistoletu. Napastnicy plądrowali mieszkania członków PPR i ich sympatyków, a w trakcie tego zajęcia okrutnie ich bili. Skatowali m.in. rodziców Stanisława Żaczka, dowódcy Gwardii Ludowej okręgu nr 6 Dęblin-Ryki. Sam Żaczek został przez ten sam Oddział Lotny zastrzelony w miejscowości Okrzeja w 1943 roku. W wyniku tej „akcji zbrojnej” członkowie OL AK 642/A zamordowali 12 osób, których ciała zakopano przy krzyżu obok drogi z Zawadnika do Kłoczewa. Zdobyczą dzielnych obrońców ojczyzny były 3 pistolety, 23 szt. amunicji, trzy zegarki, dwie obrączki (jedna ze złota, druga z tombaku) oraz 256 zł. I mimo, że zamordowani byli partyzantami walczącymi z okupantem, w meldunku do komendanta obwodu AK z 23 lutego 1944 roku, „Orlik” nazwał ich bandytami i złodziejami. 11 marca 1944 ludzie „Spokojnego” zabili Bronisława Kornasa, brata Pauliny Stachurskiej, matki zamordowanej wcześniej panny młodej z Kawęczyna. Natomiast Paulina Stachurska została zamordowana w dniu 29.01.1947 r. przez podwładnych „Spokojnego”: „Cezarego”, „Mściciela” i jeszcze jednego o nieznanym nazwisku i pseudonimie. Zamordowano ją ponieważ była świadkiem mordu na weselu córki. Sama egzekucja miała następujący przebieg: „Zapłakaną i wystraszoną Stachurską przeprowadzili przez cały Kawęczyn. Na środku wsi kazali się jej zatrzymać. Dowodzący Stanisław Warowny („Mściciel”) kazał Henrykowi Gośniakowi („Cezary”) chwycić ją w pół. Drugi zakneblował jej usta. Trzeci zawiązał opaskę na oczach. Szamoczącej się i bełkoczącej przez zatkane usta Stachurskiej związali ręce i nogi. Była gotowa do egzekucji. Jeden z napastników przerzucił postronek przez grubą gałąź wiązu rosnącego koło obok zagrody Jana Komara. Dwóch podniosło ja do góry i raptownie opuścili. Kiedy przestała wierzgać i drgać wyjęli knebel, zdjęli przepaskę i rozwiązali ręce i nogi. Było po wszystkim.” Po tym bohaterskim akcie walki o Polskę wolną i demokratyczną, splądrowali jej zagrodę, aby następnie w towarzystwie jej dwóch krów i kobyły powrócili do swoich.

Powyższą historię zaczerpnąłem z książki Tadeusza Opieki „Żołnierze niechciani. Kartki z dziejów żołnierzy Gwardii Ludowej i Armii Ludowej”. Autor, który przez cztery lata był pracownikiem naukowym IPN, napisał tę książkę w oparciu o dokumenty znajdujące się w ipeeneowskich archiwach. Dotarł do ponad 400 udokumentowanych przypadków mordów żołnierzy GL-AL dokonanych przez członków Armii Krajowej. Armii, która przecież walczyła o Polskę demokratyczną i sprawiedliwą. Polskę, w której każdy będzie miał prawo do własnego światopoglądu i własnych przekonań politycznych. Dzisiaj żołnierzy tych okrzyknięto mianem „żołnierzy wyklętych”, którzy byli okrutnie mordowani i poniżani przez „komunistyczny” aparat władzy. W wolnej i demokratycznej Polsce, jaka ponoć nastała po czerwcowych wyborach w 1989 roku, demokratyczne władze uchwaliły, że dzień 1 marca będzie dniem owych bohaterów. Dniem żołnierzy wyklętych, a więc również tych, którzy strzałami w tył głowy zamordowali parę młodą i ośmiu uczestników wesela tylko dlatego, że śmieli oni mieć lewicowe przekonania. Tych, którzy powiesili Paulinę Stachurską tylko za to, że była świadkiem mordu w trakcie wesela Kawęczynie. Wspomnę też o żołnierzach wyklętych z oddziału Pogotowia Akcji Specjalnej Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, dowodzonego przez kpt. Romualda Rajsa ps. „Bury”, którzy również odznaczyli się w walce o wolną i demokratyczna Polskę. M.in. dokonując 29 stycznia 1946 r. mordu na cywilnych mieszkańcach wsi Zaleszany w województwie podlaskim. W wyniku tej „akcji zbrojnej” zginęło 16 osób. 31.01.1946 r., w pobliżu miejscowości Puchały Stare, rozstrzelali 30 mężczyzn narodowości białoruskiej – furmanów, którzy zostali wykorzystani do pomocy w transporcie tego oddziału. Największe ofiary poniosła wieś Zanie, leżąca na pograniczu prawosławno-katolickim, gdzie w nocy z 2 na 3 lutego 1946 r. zginęły 24 osoby. Najmłodsza z nich miała 4 lata… W 1995 roku „Bury” wyrokiem Sądu Najwyższego został rehabilitowany, a jego żona i syn otrzymali rekompensatę pieniężną. 4.04.2002 roku IPN podjął z zawieszenia śledztwo o zbrodnie ludobójstwa (sygn. S 28/02/Zi), ale 30.06.2005 r., zostało ono umorzone. Jak ktoś chce może się zapoznać z uzasadnieniem tego umorzenia. Jest dostępne na stronach IPN. W mojej ocenie, ludziom uczciwym, jego treść postawi z przerażenia włosy na głowie.

Nie będę już wspominał (brak miejsca) o takich „bohaterach” jak „Ogień” z Podhala, którego wyczyny zostały mocno udokumentowane przez słowacki odpowiednik polskiego IPN, a także opisane w licznych polskich publikacjach ujawniających zwykłe, bandyckie mordy nawet na ciężarnych kobietach. Nie napiszę o dziesiątkach innych pospolitych bandziorów, którzy dziś zostali okryci chwałą żołnierzy wyklętych. Bo nie neguję ich istnienia. Żołnierzy – patriotów, którzy po 1945 r., postanowili prowadzić walkę – w ich mniemaniu – z nowym okupantem. Ale wrzucanie ich do jednego worka ze zwykłymi bandytami, przynosi ujmę ich dobremu imieniu. Szkoda, że prezydent Komorowski (ponoć wszystkich Polaków), historyk przecież, tego sobie nie uświadamia. Szkoda, że tak wielu Polaków o tych wydarzeniach z naszej przeszłości ma tylko czarno-biały obraz ukształtowany przez IPN i całą polską prawicę.

Janusz Bartkiewicz

www.janusz-bartkiewicz.eu

Tagi: ,