Przepraszam, czy tu biją? Ciąg dalszy…

Polecamy15 lutego, 2015

bohun bartkiewicz

O sprawie tej już pisałem (Przygody pana Stefana), ale piszę raz jeszcze, albowiem 26.01.2015 miała ona swój finał w Sądzie Rejonowym w Wałbrzychu. Przypomnę, że chodziło o to, że strażnicy miejscy w Wałbrzychu wystawili panu Stefanowi mandat, którego nie przyjął, więc sprawę skierowali do rozstrzygnięcia przez sąd w drodze postępowania nakazowego. Oczywiście, sąd na podstawie „dowodów” przedstawionych przez strażników, skazał pana Stefana na grzywnę w wysokości 300 zł, plus koszty sądowe. O pomoc zwrócił się do Stowarzyszenia Aktywności Lokalnej „Obywatel”. Odbyły się dwie rozprawy, ale w pierwszej pan Stefan występował bez adwokata, wyposażony jedynie w nasze instrukcje (jak się ma zachowywać i na co zwrócić uwagę sądu). Niestety, pan Stefan w nerwach całkiem się pogubił, a ponadto niewiele słyszał, bo ma poważne wady słuchu. Na szczęście sąd wyznaczył kolejny termin, a by wysłuchać wskazanego przez pana Stefana świadka, funkcjonariusza I Komisariatu Policji w Wałbrzychu. Na szczęście, ponieważ strażnicy opowiadali wierutne bzdury, na co pan Stefan nie mógł zareagować, bo ich po prostu nie słyszał, a ja – obecny na rozprawie w charakterze obserwatora – nie mogłem się odzywać. Aby mu pomóc, zwróciliśmy się do pana mecenasa Krzysztofa Strzelca z Wałbrzycha, który na kolejną rozprawę wnioskował o ponowne – w jego obecności – przesłuchanie strażników, no i zwyczajnie „ich rozjechał”, wykazując na podstawie dowodów, że po prostu kłamią. Mniemam, że i sąd to zauważył i pana Stefana od zarzutu niepopełnienie wykroczenia uniewinnił, a w sprawie odmowy okazania dowodu osobistego postępowanie umorzył. Uczynił tak dlatego, że – zdaniem sądu – strażnicy miejscy mogą legitymować obywatela, kiedy ten dopuszcza się wykroczenia, a ponieważ w tym przypadku wykroczenia nie było, strażnicy działali bezpodstawnie. No i teraz czekamy na uzasadnienie wyroku i będzie bardzo ciekawie, ponieważ pan Stefan ma zamiar powiadomić prokuraturę o tym, że strażnicy miejscy dopuścili się przekroczenia uprawnień, wszczęcia postępowania bez powodu, tworzenia fałszywych dowodów i składania fałszywych zeznań. Pomożemy w tym panu Stefanowi, bo nie może być tak, aby funkcjonariusze mający stać na straży prawa i bezpieczeństwa obywatela, prawo cynicznie łamali, uznając, że stoją ponad nim. Myślę, że gdyby mieszkańcy Wałbrzycha przestali się bać i częściej niż dotychczas o wszystkich takich przypadkach informowali organa ścigania i przełożonych funkcjonariuszy, to w szybkim czasie tego rodzaju patologię z szeregów obrońców prawa wytępimy. W tym miejscu, w imieniu pana Stefana i naszego Stowarzyszenia, serdecznie dziękujemy mecenasowi Krzysztofowi Strzelcowi za udzielenie bezinteresownej, ale jakże skutecznej, pomocy prawnej.

Również problemowi łamania prawa przez funkcjonariuszy ochrony bezpieczeństwa publicznego, czyli policjantów, poświęcony był wtorkowy program „Magazyn Ekspresu Reporterów” TVP 2, w którym reporter Paweł Kazimierczak pokazał cztery przypadki bicia obywateli przez wałbrzyskich policjantów, nawet w sytuacji, kiedy nie dopuścili się żadnego przewinienia. Ale nawet, jeżeli przyjąć, że same policyjne interwencje były zasadne, to nie może być tak, aby obywatel będący w rękach policjanta, był przez niego katowany. Również i o tym pisałem na łamach Tygodnika DB 2010 (Przepraszam czy tu biją), więc się nie będę rozwodził, ale na jedną sprawę muszę koniecznie zwrócić uwagę. Otóż w stosunku do funkcjonariuszy z Komendy Miejskiej Policji w Wałbrzychu, na których obywatele zgłaszali tego typu skargi, nie zostały wszczęte jakiekolwiek postępowania sprawdzające i dyscyplinarne. Nawet wtedy, kiedy np. wałbrzyski sąd stwierdzał, że funkcjonariusze dopuścili się pobicia obywatela (vide sprawa pana Zaborowskiego). I – aby było śmieszniej – opierając się na takim postanowieniu sądu, prokuratura umarza śledztwo uznając, że wszystko jest OK. A nie jest. Wyemitowany we wtorek reportaż spowodował, że „wałbrzyskimi przypadkami” zainteresuje się Komenda Główna Policji, co jej rzecznik prasowy autorom reportażu zapowiedział.

W tym miejscu muszę ze smutkiem stwierdzić, że występujący w reportażu rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu dopuścił się, oględnie mówiąc, rozminięcia się z prawdą. Otóż pan rzecznik zapewniał przed kamerą, że o tych przypadkach komenda wojewódzka absolutnie nie wiedziała. Z czego można wnosić, że gdyby wiedziała, to ho ho… Dziwne to, bo ja akurat mam kopie pism, którymi zarówno pan Czemarnik, jak i pan Zaborowski powiadamiali Komendanta Wojewódzkiego Policji we Wrocławiu, jak i tamtejszy oddział Biura Spraw Wewnętrznych, o swoich „przygodach” z wałbrzyskimi stróżami prawa. Mało tego, mam kopie pism rzeczonej komendy wojewódzkiej, kierowanych do Prokuratury Rejonowej w Wałbrzychu (pismo z 01.10.2014, l.dz. Is-0151-1110/14/EK), do Komendanta Miejskiego Policji w Wałbrzychu (30.12.2014, l.dz. Is-0151- 1457/14/EK) i – na dokładkę – pismo z wrocławskiego BSW do wałbrzyskiej prokuratury (14.10.2014, l.dz. D-WR-4907/14/JS). To jak, panie rzeczniku z Wrocławia, wiedziała komenda o tych faktach, czy nie? Chyba, że pisma te sporządzili sami sobie panowie Czemarnik i Zaborowski, aby na was cień rzucić… Jeżeli tak, to oczekujemy ona stosowne zawiadomienie o przestępstwie.

I na zakończenie jedna jeszcze uwaga. Otóż kilku moich znajomych (byłych i obecnych funkcjonariuszy) ma do mnie pretensje, że ja – również jako były – oczerniam policjantów, przez co tylko policji szkodzę. Otóż, absolutnie nie mogę się zgodzić z takim stanowiskiem, bo jest ono bardzo bałamutne. Wszyscy, którzy tak myślą i mówią, stają po stronie tych funkcjonariuszy, którzy policji wstyd przynoszą, a tym wszystkim uczciwym, sumiennie i z poświeceniem wykonującym swoje obowiązki, przyprawiają jedynie gębę czarnego luda. Przypomnijcie sobie panowie rotę ślubowania, zasady etyki funkcjonariusza i stosowne przepisy ustawy o policji. Bo być może całkowicie o tym zapomnieliście.

Janusz Bartkiewicz

http://www.janusz-bartkiewicz.eu

Tagi: ,