Dlaczego Pan milczy?

Polecamy8 stycznia, 2015

bohun bartkiewicz17 grudnia 2014 roku Sąd Okręgowy we Wrocławiu, na posiedzeniu w Zakładzie Karnym w Strzelinie, kolejny już raz zadecydował, że Patryk Rynkiewicz, skazany pod zarzutem zabójstwa wałbrzyskiego antykwariusza w 2000 roku, nadal przebywać będzie za kratami. Będzie tak albowiem – zdaniem sądu – nie ma żadnych przesłanek, by w stosunku do niego (tak jak w przypadku Radosława Krupowicza) zastosować przedterminowe zwolnienie z odbywania kary. Z ustnego uzasadnienia decyzji sądu, które znam z relacji samego Patryka, wynika, że o oddaleniu wniosku zadecydowały takie oto okoliczności: nie jest dostatecznie przystosowany do życia w warunkach wolnościowych; 9 lat temu lat został dyscyplinarnie zwolniony z pracy wykonywanej w zakładzie karnym; kuzynka skazanego wystawiła mu negatywną opinię; zmienne były opinie wychowawców w sprawie jego zachowywania w trakcie odbywania kary oraz negatywny stosunek do czynu (brak przyznania się do winy).

Zdało mi się to tak absurdalne, że 18 grudnia wysłałem prośbę o komentarz do rzecznika prasowego Sądu Okręgowego we Wrocławiu. Sam zachodzę w głowę, w jaki sposób Patryk ma się dostosować do warunków życia na wolności, kiedy w ciągu 14 lat nie otrzymał jednej chociażby przepustki?! Dlaczego decydujące znaczenie mają mieć zdarzenia sprzed 9 lat, dlaczego istotna jest opinia kuzynki, która w zakładzie karnym odwiedziła go tylko raz (w 2002 r.), dlaczego istotne jest jego zachowanie sprzed 2009 r. i dlaczego ma się przyznać do zabójstwa, jeżeli nie uczynił tego w sądzie? Jednakże do dnia napisania tego tekstu odpowiedzi rzecznika nie otrzymałem. Dlaczego Pan milczy, Panie rzeczniku? Czyżby chciał Pan coś przed opinią publiczną skrywać? A jeżeli tak, to co i dlaczego?

Z Patrykiem wymiar sprawiedliwości ma zdaje się szczególny problem, albowiem (tak, jak i Radosław Krupowicz) został skazany bez żadnego dowodu na to, że miał jakikolwiek związek z zabójstwem. Jedyne, co zostało udowodnione to to, że w dniu zabójstwa (tak jak codziennie przed tym zdarzeniem) zatelefonował do niego Radek Krupowicz. Drugim „dowodem” było rozpoznanie go na portrecie rysunkowym, sporządzonym przez policyjnego rysownika na podstawie opisu przekazanego przez świadka anonimowego. Dziwne tylko, że sam „anonim” rozpoznał Patryka dopiero po czwartym okazaniu, co samo w sobie było rażącym naruszeniem procedury określonej w prawie. Problem jednak w tym, że portret został sporządzony wiele miesięcy po zabójstwie i w maju 2001 roku wałbrzyscy funkcjonariusze okazywali go różnym osobom. Na portrecie tym został rozpoznany ps. Ślimok, czyli Patryk Rynkiewicz. Portret ten okazano także Radkowi, który opowiadał mi, że pierwsze, co mu się od razu w oczy rzuciło to to, że portret ten wyglądał, jakby był przerysowany z fotografii. Był tak dokładny, że nie miał wątpliwości, iż przedstawia twarz Patryka. Nie mam zamiaru niczego sugerować, bo mając pełny dostęp do całości akt operacyjnych (październik 2002- czerwiec 2003 r.) portretu tego tam nie znalazłem i nie wiem jak wyglądał. Ale wiele przesłanek wskazuje na to, że mógł zostać zastosowany mój własny stary numer operacyjny. Otóż szukaliśmy kiedyś pewnego przestępcy (miał być ważnym świadkiem), ale nie mogliśmy ustalić, gdzie się przed nami ukrywa. Pojechałem więc do Prokuratury Okręgowej w Świdnicy, aby uzyskać zgodę na publikację fotografii tej osoby. Oczywiście, z powodów formalnych, prokurator zgody nie wyraził. Udałem się więc z fotografią do naszego rysownika i zleciłem mu wykonanie na jej podstawie portretu rysunkowego, który następnie opublikowaliśmy w prasie, jako portret nieznanego osobnika, którego poszukujemy. I bardzo szybko uzyskaliśmy potrzebne nam informacje. Rzecz w tym, że „nasz” portret nie miał żadnego znaczenia procesowego i był tylko pewnym operacyjnym fortelem. Jeżeli jednak w stosunku do Patryka zastosowano ten sam fortel, to już wydaje mi się to nie tylko wątpliwe moralnie, ale i prawnie. Rynkiewicza uznano za współsprawcę dopiero rok po zabójstwie i przez ten rok nikomu z policjantów nie przyszło do głowy (w tym czasie był tymczasowo aresztowany do innej sprawy), że może mieć on cokolwiek wspólnego ze sprawą zabójstwa antykwariusza. W aktach procesowych nie można znaleźć żadnego śladu wyjaśniającego dlaczego nagle po roku uznano, że to on był wspólnikiem Radka. Przecież wykaz rozmów telefonicznych Radka był organom ścigania znany co najmniej od 20.10.2000 roku, czyli od dnia, w którym Radek został aresztowany. Dlaczego też na Patryka nie wskazał (personalnie) tenże nieszczęsny świadek anonimowy (nr 1), który go (tak jak i Radka) doskonale znał i kontaktował się z nim wielokrotnie przed datą zabójstwa? Podczas mojej rozmowy z Radkiem (po opuszczeniu ZK) powiedział mi, że dobrze wie kim jest ów „anonim” i wymienił jego nazwisko, co utwierdziło mnie w przekonaniu, że faktycznie wie, kim jest ta osoba. Z rozmowy tej wynika, że anonim kolegował się z Patrykiem i często spotykali się (w gronie innych kolegów) na ulicy, przy której mieszkała ówczesna dziewczyna Radka, do której też anonim (po jego aresztowaniu) mocno się zalecał, póki jej ojciec go nie przegonił, zakazując mu nagabywania córki i wystawania pod ich domem. Pytanie, które nie zadali sobie śledczy i sędziowie (łącznie z Sądem Najwyższym) brzmi zatem: dlaczego anonim nie powiedział, że zna Patryka, a jedynie nad wyraz dokładnie opisał osobę, którą mógł widzieć (pod antykwariatem) jedynie przez 2-3 sekundy?  Gdyby nazwisko tego świadka było znane obronie, to jego wszystkie zeznania zostałyby obalone już na pierwszej rozprawie sądowej. Ale zostały one utajnione, chociaż ze strony Radka i Patryka żadne niebezpieczeństwo mu nie groziło. W 2004 roku napisałem Radkowi i Patrykowi zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa składania fałszywych zeznań przez świadka anonimowe nr 1. Niestety, organa ścigania nie były zainteresowane wyjaśnieniem tej sprawy do końca. Dzisiaj, kiedy przestępstwo to już się przedawniło i świadkowi anonimowemu nie grożą żadne prawne konsekwencje, być może ujawni wreszcie kulisy tej mrocznej tajemnicy dotyczącej tego, że widział coś, co w kontekście własnych zeznań i zeznań innych świadków anonimowych, widzieć nie miał prawa, bo w okolicy miejsca zabójstwa pojawił się już po wyniesieniu zwłok antykwariusza. Może chociaż w taki sposób naprawi wyrządzoną krzywdę, której i tak Radek będzie dochodził w drodze pozwu cywilnego, jaki ma zamiar złożyć w sądzie, niezależnie od wyniku rozprawy przed Trybunałem Sprawiedliwości w Strasburgu. Ujawnienie prawdy pozwoliłoby na wznowienie prawomocnie zakończonego postępowania i zmusiłoby wreszcie organy ścigania do podjęcia starań mających na celu ujawnienie prawdziwych sprawców tej zbrodni.

Na razie Patryka trapi pytanie dlaczego to akurat w przypadku jego osoby przytrafiają się dziwne pomyłki sądu okręgowego, w wyniku których sąd ten raz rozpatrywał jego wniosek w oparciu o akta innego skazanego, dwa razy nie mógł przed sądem stanąć, bo raz sąd pomylił osoby, a innym razem zakłady karne i wnioski Patryka nie mogły być rozpatrywane. Na końcu wreszcie prawidłowo orzekł co do osoby i w miejscu jej pobytu, ale milczy dlaczego oparł się na opinii kuzynki, a także na opiniach i wnioskach karnych sprzed 2009 roku. Nie dziwota zatem, że na usta ciśnie się pytanie: dlaczego Pan milczy, Panie rzeczniku?

Janusz Bartkiewicz

http://www.janusz-bartkiewicz.eu

Tagi: , , ,