Inne spojrzenie na stan wojenny

Polecamy11 grudnia, 2014

bohun bartkiewicz13 grudnia mija kolejna rocznica ogłoszenia przez Radę Państwa stanu wojennego w Polsce. Jest to dzień, który wrył się w pamięć bardzo wielu dorosłym Polakom, chociaż nie zawsze z tego samego powodu. Piszę „bardzo wielu”, albowiem z roku na rok rośnie liczba Polaków, zwłaszcza tych wychowanych już w tzw. wolnej Polsce, dla których dzień ten nie wiąże się z niczym szczególnym. Stan wojenny zapadł szczególnie w pamięć tych, którzy w czasach PRL prowadzili aktywną działalność antysystemową, dla których kojarzy się przede wszystkim z jego śmiertelnymi ofiarami na terenie kopalni „Wujek”, w Lubinie, Elblągu.

Ale nawet ci ludzie, którzy o 13 grudnia 1981 roku nie są w stanie zapomnieć, nie pamiętają takich dat i nie wiedzę, co się wydarzyło w dniach: 26 kwietnia 1920 roku (strajk kolejarzy w Poznaniu, od policyjnych kul padło 9 strajkujących, 30 było poważnie rannych), 01.11.1923 (od kul zginęło 13 robotników, 3 osoby przypadkowe, a także 14 żołnierzy), 15-25.05.1926 ( tzw. zamach majowy J. Piłsudskiego, zginęło 215 żołnierzy i 164 cywilów), 01.05.1928 (Dąbrowa Górnicza – pochód robotniczy zaatakowany przez policję, jedna osoba zastrzelona, wielu rannych), 22.05.1931 (strajk górników w Jaworznie- od policyjnych kul zginęło 6 robotników, a 10 zostało rannych), 10.07.1933 (strajk włókniarzy w Supraślu- od policyjnych kul ginie 2 robotników, kilku jest rannych),23.03.1936 (strajk w fabryce „Semperit” w Krakowie, od policyjnych kul poległo ośmiu robotników, kilkudziesięciu zostało rannych, a kilkaset osób aresztowano). Można tak długo ciągnąć, a zwłaszcza wspomnieć daty buntów chłopskich, w których też padły liczne ofiary policyjnych salw, jak np. podczas strajków w 1937 roku, kiedy wyniku starć i represji zginęło ponad 40 osób. Czy dziś ktokolwiek o tamtych wydarzeniach pamięta? Czy ktokolwiek czci pamięć poległych, takich samych robotników, jak ci, którzy zginęli w grudniu 1970 i 1981 roku? Nie, w III RP nawet lewica o tamtych robotniczych ofiarach nie pamięta, starając się też zapomnieć dlaczego w ogóle 13 grudnia 1981 roku stan wojenny został ogłoszony. W pamięci jednych utkwiło to, że władza nakazała strzelać do rodaków, którzy chcieli, aby było lepiej. Innym dzień ten kojarzy się z wielką narodową tragedią, bo zginęli z rąk rodaków ci, którzy zostali straszliwie zmanipulowani, a zapewne przed swą tragiczną śmiercią nawet nie przypuszczali za co tak naprawdę przyszło im ginąć. Nie przypuszczali, że ci, którzy ich do walki z władzą popchnęli, za 9 lat rozpoczną totalne niszczenie całego polskiego przemysłu, wysyłając na bruk miliony ich kolegów z dawnego związku „Solidarność”, liczącego wówczas 10 milionów członków. Jestem szczerze przekonany, że gdyby górnicy z kopalni „Wujek” i inni strajkujący wówczas robotnicy wiedzieli, co ich w nieodległej przeszłości spotka, to tych wszystkich wydających im wtedy rozkazy, na taczkach i przy pomocy sztylów od kilofów i łopat (zwłaszcza tych zwanych „sercówami”), za bramy swoich kopalń i fabryk bez litości by pognali.

Chyba nie tylko ja pamiętam, że w sierpniu 1980 roku, kiedy jeszcze „Solidarności” nie było, strajkujący w Gdańsku, Szczecinie, Elblągu, na transparentach strajkowych wypisywali hasła „Socjalizm tak, wypaczenia nie”. Tego wówczas chcieli: sprawiedliwości, równości, pracy, i godności. A czy współcześni Polacy mają dzisiaj to, czego chcieli i o co walczyli ich rodzice i dziadkowie? Czy mogą czuć się godnie współcześni „pańszczyźniani chłopi”, tyrający bez umiary za głodowe wynagrodzenie? Młodzi ludzie na śmieciówkach i setki tysięcy tych, którzy po ukończeniu różnych szkół pozostają bez pracy, na utrzymaniu coraz starszych i coraz biedniejszych rodziców… Czy strajkujący 13 grudnia górnicy walczyli o to, aby 2 miliony Polaków musiało, za chlebem i w poszukiwaniu utraconej w III RP godności, wyjeżdżać za granicę, a drugie tyle będzie zdychać w kraju, bo żadne zasiłki im nie przysługują, a pracy dla nich nie ma? Wątpię w to bardzo i dlatego na temat tej rocznicy więcej pisać nie będę, bo jest zbyt wiele spraw współczesnych, aby stare rany, po próżnicy, rozdrapywać.

Bo to właśnie obecnie, 33 lata po tamtych wydarzeniach, górnicy rozpaczliwie walczą o swoje miejsca pracy i bezpieczne jej warunki, o godną płacę i godność w ogóle. To obecnie działacze związków zawodowych, w tym nawet z NSZZ „Solidarność” przed sądami muszą dochodzić swoich praw, bo są wyrzucani z pracy za działalność związkową, mimo, że chroni ich stosowne ustawodawstwo. To 33 lata po tamtych tragicznych wydarzeniach wstrząsają Polską coraz liczniejsze afery, których negatywnymi bohaterami są osoby wywodzące się bezpośrednio z tamtych środowisk, które górników i stoczniowców do strajków (mimo ich zakazu w grudniu 1981 r.) popchnęli. To oni obecnie zarabiają miesięcznie od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy zł, w czasie kiedy zwykły człowiek stara się przeżyć za 1600 zł (jak ma szczęście być zatrudnionym na tzw. etacie), które dostaje na rękę i z czego niejednokrotnie musi utrzymać całą bezrobotną rodzinę. Czy o taką Polskę walczyli ci, którzy po 13 grudnia rozpoczęli strajki, zdając sobie sprawę z tego, że władzy stłumi je z całą stanowczością? Dziś ci, którzy wtedy strajkowali, pozostają bez pracy, żyją z nędznych emerytur, rent i zasiłków, a ci, którzy ich do tego popchnęli, odznaczani są przez prezydenta Komorowskiego najwyższymi odznaczeniami państwowymi. Taka jest brutalna prawda i żadne zmasowane zakrzykiwanie jej nic nie zmieni. Można ją retuszować, ale tak naprawdę wymazać się nie da.

Janusz Bartkiewicz

www.janusz-bartkiewicz.eu

Tagi: ,