Wałbrzyskie wybory

Polecamy8 grudnia, 2014

bohun bartkiewiczCo najmniej w dwuznacznych, żeby nie powiedzieć skandalicznych, okolicznościach zakończyła się pierwsza tura wyborów samorządowych. To co się wydarzyło, spowodowało, iż w znacznej części społeczeństwa zrodziło się wrażenie, że wybory te zostały sfałszowane. Wrażenie to potęgowane jest licznymi wypowiedziami prominentnych działaczy PiS z Jarosławem Kaczyńskim na czele. Ku mojemu przerażeniu w jakimś sensie do głosów tych dołączył Leszek Miller, który wprawdzie nie mówi o fałszowaniu wyników, twierdzi natomiast, że wyniki te są zniekształcone i nie odzwierciedlają faktycznych preferencji wyborczych. Jak zwał, tak zwał, ale jedno jest pewne. Wybory w poszczególnych okręgach może unieważnić jedynie prawomocny wyrok sądów okręgowych i jakiekolwiek wołanie o unieważnienie wyborczych wyników jest naigrywaniem się z demokracji. I dlatego postawa L. Millera i SLD zadziwia mnie i przeraża, bo tym samym stają oni w jednym antysystemowym ordynku z Jarosławem Kaczyńskim.

Faktem jest nadzwyczaj wysoka liczba głosów nieważnych, ale nie wiadomo z jakich powodów, bo dzięki zmianie przepisów (za zgodą wszystkich klubów sejmowych) komisje wyborcze nie muszą już podawać przyczyn nieważności. I dlatego nie wiemy, czy głos został odrzucony z powody skreślenia kilku kandydatów, czy dlatego, że nie skreślono żadnego. Myślę, że tak wysoka liczba głosów nieważnych może budzić podejrzenia i być podstawą do złożenia wniosku w sądzie okręgowym o unieważnienie wyników i ponowne ich przeliczenie. Tak czy owak, sposób liczenia głosów (komputerowo, czy manualnie) nie ma żadnego znaczenia dla uznania, czy wybory były ważne, czy też nie, bo głosy w poszczególnych komisjach zostały policzone prawidłowo, a problem pojawił się dopiero w komisjach okręgowych, gdzie zakupiony za marne grosze program komputerowy okazał się, że jest do niczego. Fakt wydłużonego okresu liczenia głosów niczego jednak nie może zmienić, bo zgodnie z Kodeksem Wyborczym to komisja ogłasza wyniki wyborów, a nie poszczególne partie ustami swych przedstawicieli.

Leszek Miller mógł doznać szoku, bo SLD w skali kraju, jak i w poszczególnych okręgach zebrał straszne cięgi, czemu jest sobie sam winien. Również i w Wałbrzychu lewica poniosła sromotną klęską, albowiem okazało się, że nie będzie miała swoich przedstawicieli ani w radzie miasta, ani w radzie powiatu. Fatalnie wybory skończyły się też dla mojego „ulubieńca” Longina Rosiaka, którego przeróżne manewry wymiksowały z samorządowej polityki, czym sprawił mi niewyobrażalną przyjemność. Jestem przekonany, że owo wymiksowanie jest efektem jego nadmiernie wybujałego ego, co powodowało, że sam siebie uznał za polityka z pierwszej ligi. Na szczęście wyborcy pokazali mu, że jako zawodnik grać może jedynie, i co najwyżej, w jakiejś lidze podwórkowej. Oczywiście, o ile szczęściu swemu pomóc sam zdoła wraz z grupą najwierniejszych pomagierów. No cóż, przychodzi czas rozejrzeć się za jakąś prawdziwą robotą, aby na garnuszku żony nie pozostawać, bo czasy do najłatwiejszych nie należą. Myślę, że z powodu przegranej imć Longina cieszyć się będzie szanowna małżonka jego, którą dla polityki jakiś czas temu w domu samą zostawił, przeprowadzając się do Dziećmorowic. Teraz będzie mógł do niej wrócić i zamieszkać nareszcie w starych kątach. Chyba, że nigdzie wracać nie będzie musiał, bo przez całą poprzednią kadencję środkowy palce wystawiał nie tylko mieszkańcom Wałbrzycha i powiatu, ale również przedstawicielom organów, które winny stać na straży prawa i praworządności. Bo o tym, jak z tym miejscem stałego zamieszkiwania było naprawdę, ćwierkały nie tylko wróble z Rusinowej i Dziećmorowic.

Gratulacje natomiast należą się prezydentowi Romanowi Szełemejowi, który znokautował swoich politycznych rywali, uzyskując ponad 82% poparcia. Uzyskał też znakomity wynik w wyborach do sejmiku, zostawiając za sobą samego Rafała Dutkiewicza, wieloletniego prezydenta Wrocławia. Drugi na prezydenckim podium okazał się Piotr Sosiński, który uzyskał jedyne marne 7% poparcia, ale już lepiej zaprezentował się w wyborach do sejmiku, gdzie mandat radnego zdobył. Tak jak i startujący z naszego okręgu Patryk Wild. O moim koledze Szymonie Heretyku (na którego zresztą głos swój oddałem) nie wspomnę, bo co będę mu wypominał, kiedy czas smutku nadszedł. Nie dziwię się temu, że R.Szełemej wygrał z tak miażdżącą przewagą, bo nawet najwięksi malkontenci nie mogą zaprzeczyć, że w ciągu ostatnich 3 lat więcej się w Wałbrzychu „działo” niż przez wszystkie lata, od 1989 roku, razem wzięte. I dlatego pewien byłem jego wygranej, tak samo zresztą, jak wszyscy moi znajomi, którzy akurat (tak, jak ja) zwolennikami Platformy Obywatelskiej nie byli i nie są. Wałbrzych się modernizuje, buduje i powoli zaczyna rozkwitać. Powoli, ale systematycznie. A wszystko to za sprawą tego jednego człowieka, który ma swą wizję i nie boi się jej realizować. Wiem, że ma swoje wady… ale kto ich nie ma, niech pierwszy rzuci kamieniem. Ja tego nie uczynię z tego właśnie powodu. Do głosowania uprawnionych było 94 303 wałbrzyszan, z czego w wyborach udział wzięło 37 tys. 952 osoby, czyli 41,17%. Na R. Szełemeja zagłosowało 31 tys. 878 mieszkańców, czyli 82,09%, co jest wynikiem wręcz imponującym i chyba najlepszym w kraju. Oby tylko samodzielne rządy Platformy nie okazały się dla nas wszystkich kolejnym wielkim rozczarowaniem, tak jak ma to miejsce w skali kraju. Zdaje się, że 7-letnie rządy tej formacji spowodowały, iż jej prominentni politycy zapomnieli o prawdziwej istocie demokracji, polegającej nie na tym, że większość ma rację, tylko na tym,  że racje mniejszości są również brane pod uwagę. A przegranemu Sojuszowi Lewicy Demokratycznej, jego aktywistom i członkom, po koleżeńsku radzę zabrania się ostro do roboty i spojrzenia uważniej na tych, którzy w Wałbrzychu i regionie pozostają na uboczu nie tylko polityki, ale i życia w ogóle. Bo są za biedni, aby się ktoś nimi interesował, bo są zniechęceni, aby do urn wyborczych iść. A jest ich prawie 60%, więc warto powalczyć.

Janusz Bartkiewicz

www.janusz-bartkiewicz.eu

Tagi: ,