Na razie cieszę się wolnością

Polecamy3 grudnia, 2014

Rozmowa z Radosław Krupowiczem, który był jednym ze skazanych w procesie poszlakowym w sprawie o zabójstwo wałbrzyskiego antykwariusza.

SONY DSC

Spotykamy się 3 dni po tym, jak opuściłeś na zawsze więzienne mury. Jak to jest, co poczułeś wjeżdżając do Wałbrzycha, w którym nie byłeś 14 lat? Opuszczałeś miasto jako młody chłopak i w dodatku z kajdankami na rękach…

Radosław Krupowicz: – Moje pierwsze wrażenie po przyjeździe do Wałbrzycha jest takie, że miasto niby to samo, ale dużo się zmieniło i wywołuje to we mnie jakiś mętlik. Nie wiem jak to powiedzieć, ale wszystko mi się w głowie jakby przewróciło. Dużo objazdów, ładniejsze domy, więcej sklepów. No i remonty ulic. Mam pewien problem, bo kiedy wychodzę na te ulice, to odczuwam coś w rodzaju niepokoju spowodowanego przestrzenią. Ponadto wszystko jest dla mnie inne. Nawet to, że mogę w każdej chwili wyjść z domu, wejść do sklepu i kupić coś, na co w danej chwili mam ochotę… To zupełnie nowe doznanie. Trochę dla mnie obce, ale powoli staram się do tego wszystkiego przyzwyczaić. Myślę, że to potrwa. Na razie ze swoimi dawnymi znajomymi jeszcze się nie spotkałem. Będzie na to czas trochę później, a na co dzień spotykam się tylko z jednym kolegą ze szkoły, do której chodziłem przed aresztowaniem.

 

Kiedy zacząłeś myśleć o tym, że jest jednak szansa, że możecie wcześniej wyjść na wolność? Przecież wszystkie wasze próby obalenia wyroku Sądu Okręgowego w Świdnicy spełzły na niczym.

– To kasacja w 2010 roku była tym momentem. Dała nam możliwość złożenia kolejnej apelacji, bo już wiedzieliśmy, że możemy się odwołać na tej podstawie, że sędziowie nie zapoznali się z protokołami przesłuchania świadka incognito, a w 2003 weszła ustawa, że to 3 sędziów musi się z nimi, a wtedy zapoznał się tylko jeden.

 

Chciałbym pomówić o Twoim pobycie w zakładzie karnym. Będąc tam ukończyłeś szkołę średnią.

– W zakładzie karnym ukończyłem najpierw dwuipółletnią szkołę zawodową, elektryczną, i w tej chwili mam zawód elektryka. Później ukończyłem trwającą chyba 3, a może 2 lata szkołę średnią i zdałem maturę. Po maturze zacząłem uczęszczać na dwuletnie informatyczne studium zawodowe. Gdybym je ukończył miałbym teraz papiery technika informatyka.

 

A dlaczego tego studium nie ukończyłeś?

– Później już mi się nie chciało chodzić do szkoły… Jak zbili mi ten wyrok, to powiedziałem sobie: dobra, już nie wracam do nauki. Byłem przekonany, że bardzo szybko stanę na wokandę i otrzymam warunkowe zwolnienie.

 

Jesteś już kilka dni na wolności i wiem, że musisz się do niej przyzwyczajać i że nie będzie to łatwe. Musisz jednak już mieć jakieś plany. Czy może coś na ten temat powiedzieć?

– Na razie to muszę załatwić sprawę z kuratorem… właśnie do godz. 15:00 mam czas, aby się do niego zgłosić. A później? Najpierw muszę się do wszystkiego przyzwyczaić, bo jak na pierwszy raz to za dużo wrażeń mnie spotkało. Na razie daję sobie pewien czas na adaptację do nowych dla mnie warunków i jakichś konkretnych planów na przyszłość jeszcze nie mam. Będę odpoczywał przez jakiś czas i cieszył się wolnością.

 

Kiedy poczułeś, że ten czas nadchodzi, że kolejna wokanda może być już ostatnią?

– Jak ten program „Interwencja” i „Państwo w Państwie” był.

 

Zmieniło się jakoś podejście do Ciebie?

– Tak, tak zmieniło się i to widać było po pracownikach więzienia. Wcześniej moje zapewnienia o niewinności traktowali raczej lekceważąco. Było paru takich, gdy byłem ostatnie miesiące „na Kleczkach”, co mi wierzyli, bo coś tam czytali, oglądali w telewizji te wcześniejsze programy.

 

A te programy o sobie i Patryku oglądałeś?

– Oczywiście! I po tym pierwszym programie „Interwencje” już zauważyłem zmianę na drugi dzień… „Oglądaliśmy, widzieliśmy. To naprawdę straszne. Co pan tu robi w tym więzieniu?” – mówili tak i wychowawcy, strażnicy i inni pracownicy. No i potem, po programie „Państwo w Państwie”, na drugi dzień wyszedłem rano z celi i spotkałem takiego oddziałowego z dołu, który powiedział do mnie od razu: oglądałem, oglądałem. Przyjdę po autograf. Nawet jak z wychowawczynią rozmawiałem to widoczne było całkiem inne podejście. Nagle zaczęli się mną interesować. Jakaś od razu praca dla mnie była pozałatwiana. Już jakieś dziwne rozmowy, nagle dobre opinie miałem. Jak wcześniej było tak: „dobra, ma tyle on jeszcze do siedzenia, to jakiś inny wychowawca będzie się nim za parę lat zajmował, więc to nie moja sprawa”, tak teraz wszyscy nagle zaczęli… To nie było tak, że wszyscy przybiegali do mnie i „panie Radku, panie Radku” , ale było widać ten inny sposób traktowania mnie. Bardziej taki… żywy.

 

Czyli można powiedzieć, że gdyby nie ten program w telewizji Polsat, to ta wokanda mogłaby wyglądać, jak te poprzedzenie?

– Prawdopodobnie siedziałbym do samego końca.

 

A jak będzie z Patrykiem? Pójdzie na taki jak Ty układ, czy też powie, że nie, że nikogo nie zabił i że nie miał związku. On ma trochę więcej do odsiadki.

– On ma 9 miesięcy dłużej niż ja i kończy mu się kara w 2015 r., ale nie wiem w którym miesiącu. Chyba w sierpniu. Ja już z nim rozmawiałem telefonicznie, bo już dzwonił do mnie, i powiedziałem mu na jakiej zasadzie została wokanda zrobiona. Nie było powiedziane prosto z mostu: panie Radku, musi pan powiedzieć, pana zwolnimy, bo my jakoś musimy uzasadnić. Jeżeli chodzi o Patryka to jestem przekonany, że on postąpi inaczej niż ja mimo, że będzie musiał jeszcze dłużej siedzieć. Ja poczułem wolność i zrobiłbym wszystko, aby się z tamtego świata jak najszybciej wyrwać. Patryk jest jednak trochę inny.

 

Czy można to potraktować jako taki swoisty szantaż?

– Tak, oczywiście. Według mnie zostałem poddany takiemu szantażowi i to ja musiałem wybierać. Oni wiedzieli, że jeżeli powiedzą w ten sposób, że ja to zrozumiem. Wywnioskuję po prostu. Zresztą adwokat dał mi znać, że inaczej będę miał marne szanse na wyjście.

 

Przeżyłeś traumę 14 lat. Siedziałeś ze świadomością, że siedzisz za coś czego nie zrobiłeś i teraz wychodzisz. Co masz zamiar z tym zrobić? Odpuszczasz sobie, czy walczysz dalej?

Walczymy! Są już przecież dwie skargi w Strasburgu, jedna z 2004 i druga z 2012 roku…

 

Ta z 2004 roku – to ja napisałem jej główną treść…

– Wiem, to jest ta pierwsza skarga. Drugą składał mecenas Świteńki i czekamy… Ponoć ma nam w tym pomóc europoseł Janusz Wojciechowski. Liczymy na to. Mamy informacje, że w tej sprawie zostało już wysłane pismo do Senatu, ale jeszcze nie wiem, co ono zawiera.

 

Do kogo masz największe pretensje o to, co ci się przytrafiło? Do tego anonima, do policjantów, do prokuratury, do sądu?

– Po kolei, po kolei… zaczęło się od anonima, więc pierwsze pretensje do niego. Zresztą myślę, że kiedy zostanę w końcu uniewinniony, żeby w jakiś sposób zapłacił za naszą krzywdę. Jeszcze nie wiem jak, ale … jak Strasburg nas uniewinni, to chciałbym mu wytoczyć proces o zniesławienie, za składanie fałszywych zeznań.

Rozmawiał Janusz Bartkiewicz

 

Uwaga! Całość rozmowy na www.janusz-bartkiewicz.eu

Tagi: , ,