Nie bójmy się powiedzieć STOP!

Polecamy13 października, 2014

bohun bartkiewiczWłaśnie skończyłem lekturę książki-wywiadu Dariusza Lorantego pt. „Spowiedź psa”, a wcześniej przeczytałem wiele o losach warszawskiego policjanta, będącego pierwowzorem „Desperado”, czyli bohatera filmu Patryka Vegi „Pitbull”. Przyznam szczerze, że zainspirował mnie do tego pewien były już (na szczęście) wałbrzyski policjant, o którym opowiadali mi takie rzeczy, że włosy na głowie dęba stają od samego słuchania. Kiedy słuchałem tych opowieści, kiedy czytałem o Sławomirze Opali i Dariuszu Loranty, bez przerwy kołatała mi w głowie, niedawno wypowiedziana przez Władysława Frasyniuka opinia, że jeżeli chodzi o policyjną brutalność, to dawni milicjanci mogliby u obecnych funkcjonariuszy policji jedynie praktykować jako czeladnicy. Piszę o tym, albowiem zgłosił się do mnie pan Damian Czemarnik z wałbrzyskiej Piaskowej Góry, który opowiedział mi swoją historię. Historię, która przypomina niektóre sceny z wspomnianego filmu „Pitbull”:

20.09.2014 r. udał się z synem (lat 20) na stadion przy ul. Kusocińskiego, gdzie był rozgrywany jakiś młodzieżowo-dziecięcy mecz piłki nożnej. Pan Damian mieszka tuż przy tym stadionie. Siedząc na trybunach miał przy sobie torbę z zakupami i popijał z plastikowej butelki pojemności 0,6 l. napój o nazwie „Tiger”. W momencie kiedy chował ją do torby, na rowerze górskim podjechał jakiś mężczyzna w krótkich spodenkach i białej koszulce z krótkimi rękawami. Nazwijmy go „kolarz”. Zatrzymał się i odezwał w te oto słowa: co tam schowałeś ku…sie? Myśląc, że to jakiś nawiedzony przygłup, pan Damian odpowiedział, że „piwo, wino, wódkę i narkotyki”. Co „kolarz” skwitował stwierdzeniem, że chyba panu Damianowi humorek dopisuje i zaraz się okaże, czy będzie taki wesoły, jak przyjadą jego koledzy. Powiedziawszy to odjechał, a pan Damian zauważył, że na plecach – na tej koszulce – miał napis: Policja. Po kilkunastu minutach zadzwonił do swojej matki (inwalidka I grupy, po śmierci klinicznej, poruszająca się na specjalnym trzykołowym rowerze), że idzie po nią, aby mogła sobie pojeździć na pobliskiej trasie rowerowej. Kiedy już mama sobie jeździła, udał się z synem pod bramę główną stadionu, gdzie miała dojechać jego mama i zauważył, że w ich kierunku idzie dwóch cywilów. Jeden wyższy, drugi wyraźnie niższy. Gdy się zbliżyli odezwali się do nich słowami znamionującymi osoby nadzwyczaj kulturalne: ej, wy ch…je, szukamy takich dwóch o podobnych rysopisach do was, co chcą nam wylizać d…pę. Pan Damian grzecznie ich uświadomił, że przecież jest ich dwóch, więc ową czynność mogą bez problemu sobie nawzajem wyświadczyć. Wówczas ten wyższy, wyciągnął coś z kieszeni, czym mignął panu Damianowi przed oczami i gromko oświadczył: POLICJA, po czym autorytatywnie stwierdził, że pan Damian musi być albo nietrzeźwy, albo po narkotykach, niech więc uważa, bo go zaraz zakuje w kajdanki. Ponieważ pan Damian nie widział jakiejkolwiek podstawy do policyjnej interwencji, w żartobliwym raczej geście, wyciągnął obie ręce i oświadczył, „no to kuj” i… został w błyskawiczny sposób „zaobrączkowany”. Widząc, że to nie przelewki, wyciągnął z kieszeni telefon, aby zadzwonić do ojca i w tym momencie wyższy wzrostem policjant (nazwisko znane), bardzo mocno uderzył go w skute dłonie, tak mocno, że telefon upadł na ziemię. Gdy go podniósł i dalej chciał dzwonić otrzymał bardzo silnego kopniaka, co spowodowało, że upadł na ziemię. Niższy policjant chwycił go za kajdanki i zaczął ciągnąć po trawie do cywilnego radiowozu marki Fiat Bravo, mówiąc do pana Damiana, że „zobaczymy, czy tam też będziesz taki mądry”. Po chwili przyjechał oznakowany radiowóz z przełożonym tych panów oraz funkcjonariusz w mundurze, będący kierowcą. Następnie zadzwonił do kogoś (chyba „kolarza”) pytając, czy ten młodszy (syn pana Damiana) też był agresywny, ale mundurowy zadecydował, że zabierają obydwóch. Na komisariacie (Piaskowa Góra) syna zabrano na górę (zwolniono go po godzinie), a pana Damiana w kajdankach na rękach pozostawiono na 8-9 godzin na korytarzu na parterze. Został tam brutalnie pobity przez „kolarza”, który bił go pięścią po głowie, a mundurowy (kierowca) kopał go bardzo silnie po nogach. Ponadto ten mniejszy stróż (?) prawa kazał mu stanąć pod ścianą i wydawał różne wojskowe komendy, a następnie aparatem fotograficznym w telefonie (chyba prywatnym) pstryknął mu trzy fotografie. Po jakimś czasie, gdy pana Damiana zaczęły bardzo puchnąć dłonie, wołał, aby mu zdjęto kajdanki, a ponieważ nie było żadnej reakcji udał, że zemdlał. Błyskawicznie pojawił się ten policjant, co był niby przełożonym i zdjął mu kajdanki, a następnie zabrał na górę do pokoju. Został przebadany alkomatem, który wykazał, że jest absolutnie trzeźwy (stosowny kwit ma w domu). „Przełożony” zaczął z nim rozmawiać proponując przyznanie się do agresywnego wobec policjanta („kolarza”) zachowania, ale pan Damian oświadczył, że jeżeli ma być zatrzymany, to prosi o zbadanie przez lekarza. Wówczas policjant zaproponował, że jeżeli podpisze, że rezygnuje z lekarza, to zwolni go do domu. I tak się stało. Po wyjściu z KP I pan Damian zadzwonił do syna, który przyjechał po niego z kolegą. Kiedy ujrzała go matka zadzwoniła do dyżurnego komisariatu pytając się dlaczego pobili jej syna, na co dyżurny oświadczył, że został pobity w drodze z komisariatu, a jeżeli źle się czuje, nich dzwoni na pogotowie. Ponieważ źle się czuł, pojechał z synem do szpitala im. Sokołowskiego (później zrobił sobie obdukcję) i – jak twierdzi – było tam też kilka innych osób, które zgłaszały personelowi, że zostały pobite przez policjantów. Pan Damian poinformował mnie, że świadkami zdarzenia na stadionie przy ul. Kusocińskiego było sporo osób, które serdecznie prosi o kontakt (nr telefonu w redakcji), albowiem złożył w wałbrzyskiej prokuraturze stosowne zawiadomienie.

Tyle opowieści pana Damiana, który pokazał mi bardzo ciekawe dokumenty, mogące przydać się w dochodzeniu do prawdy, bo panowie policjanci nie okazali się na tyle cwani, aby pewnych błędów uniknąć. Słuchając tej opowieści, jako były gliniarz, zastanawiałem się: czy tak „wyglądają” dzisiejsi stróże prawa? Zwłaszcza w kontekście przypadków, kiedy ludzie zwalniani są z komisariatów i umierają, nosząc ślady ewidentnego pobicia? Czy nie czas powiedzieć stanowcze STOP? Do sprawy będziemy wracali.

Janusz Bartkiewicz

http://www.janusz-bartkiewicz.eu

Tagi: ,