Tygodnik DB2010

Nie wszystko jeszcze stracone

Przyznam szczerze, że tego się nie spodziewałem. Zewsząd dochodziły mnie tak liczne odgłosy zniesmaczenia tym, co PiS w kraju wyrządza, że dałem się zamknąć w mydlanej bańce ułudy. Byłem – tak jak wielu – przekonany, że im wyższa będzie wyborcza frekwencja, tym mniejsze będą szanse na to, aby prezes Jarosław ze swoją drużyną wygrał. Niestety, w poniedziałek rano rzeczywistość wylała się na mnie jak zimna woda z wiadra. Jestem zdruzgotany. Frekwencja – jak na polskie warunki – wręcz rewelacyjna, bo wynosząca 45,68 proc. spowodowała, że partia prezesa uzyskała aż 45,38 proc. poparcia i do Parlamentu Europejskiego wprowadzi 27 europarlamentarzystów. Uspokaja mnie to, że ta pisowska forpoczta w Unii Europejskiej niewiele tej Unii (czyli nam wszystkim) zagrozi, bo jest ich jeszcze zbyt mało, aby groźni byli. Ale tłucze mi się z tyłu głowy to groźne słowo ”jeszcze”, bo – jak pokazują wyniki wyborów europejskich – to liczba populistów i nacjonalistów powoli w Europie wzrasta i będzie wzrastać, ponieważ nierozsądna w sprawie szczelności unijnych granic polityka UE budzi coraz większe do niej zniechęcenia. Wie o tym prezes Jarosław i z wiedzy tej wielokrotnie korzystał, strasząc nas różnymi „zarazkami i epidemiami” przywleczonymi do Europy. Teraz, w kampanii wyborczej do unijnego parlamentu o tym nie mówił, ale zastosował inne populistyczne chwyty, które – jak się okazało – przyniosły mu zwycięstwo.

Wygrał w sposób zdecydowany, ponieważ prawidłowo odczytał morał starego polskiego powiedzenia, że „przez żołądek do serca” i sypnął nie swoim groszem, aby żołądki tzw. polskiej biedy chociaż trochę zapełnić. Proszę tego nie odczytywać dosłownie, bowiem to co napisałem jest tylko metaforą, bo oczywiście nikt w Polsce głodny nie chodzi. Na oczach całej Polski, bez żadnego skrępowania, kupował sobie przychylność, rozdając na prawo i lewo swoje „piątki plus”, przez co „lud prosty” zadowolił mocno, bo któż kiedy słyszał, aby emerytom fundować trzynastą emeryturę, która w wielu przypadkach wyższa była od tej, jaką co miesiąc wielu emerytów otrzymuje. Hojnie obdarzając tychże emerytów (ale przecież nie tylko ich), sprytnie zastosował pewien chwyt psychologiczny, polegający na tym, że był to podarek (to chyba Beata Mazurek mówiła, że jest to prezent od prezesa) jednorazowy, który być może stanie się stałym przywilejem, o ile PiS wygra przyszłe wybory do krajowego parlamentu. To nagłe sypnięcie miliardami, pochodzącymi z naszych podatków (bo przecież nie z kasy PiS, nie mówiąc już o kieszeni prezesa, bo ponoć ubogi jest) trafnie przez wielu odczytane jako polityczna korupcja, przyniosło oczekiwany efekt. Czekający na dalsze „prezenty prezesa” lud z wiosek i małych miasteczek, gremialnie ruszył do wyborczych urn, z nadzieją, że obiecana kiełbasa wyborcza stanie się codziennym posiłkiem. Dzięki temu prezes rzucił na polityczną matę, myślącą o zwycięstwie, Koalicję Europejską.

Tę powszechnie znaną prawdę przedstawił w satyrycznym rysunku (zdaje się, sądząc po kresce, że Tomasz Wiater), na którym klęcząca z wiejska ubrana kobiecina oczekuje na banknot, trzymany nad jej głową przez pana w garniturze, mówiącego do niej „daj głos”. Satyrę tę na swoim fejsbukowym profilu zamieściła Krystyna Janda, znana z opozycyjnej wobec prezesa Jarosława postawy, przez co spotkała się z falą takiego hejtu, że ta odważna kobieta, szybko rysunek usunęła. Rozumiem, że mógł się on nie podobać tym, którzy za te finansowe prezenty prezesa głos swój dali, bo prawda w oczy kole i ponoć niekiedy nawet boli. Ale nie rozumiem, że słowa oburzenia padły ze strony osób, które do tej pory wyrażały swą dezaprobatę dla populistycznej polityki wyborczej prezesa. Jeden z przedstawicieli tego środowiska, Paweł Śpiewak (dyrektor Żydowskiego Instytutu Historycznego), umieszczenie tego satyrycznego rysunku nazwał nawet postępkiem rasistowskim. Gdzież on w nim, na bogów, rasizm dojrzał? Nie mam zielonego pojęcia. Szczęściem, że nie mamy jeszcze (!!!) w Polsce fundamentalistów pokroju tych, którzy za umieszczenie satyrycznego rysunku zabili w Paryżu 12 osób, strzelając z „kałacha” do pracowników redakcji satyrycznego tygodnika „Charlie Hebdo” (07.02.2015). Piszę, że „nie mamy jeszcze”, bo już jedna pani za umieszczenie tęczowej aureoli na obrazku została zaciągnięta przed prokuratora, po uprzednim pozbawieniu jej przez dzielnych policjantów biustonosza i rajstop. Tak więc wszystko przed nami, zwłaszcza, że magister Ziobro zaczął majstrować przy art. 212 k.k. zamiarując ukręcić solidne biczysko na wszelkiego rodzaju satyryków i karykaturzystów oraz niezależne od PiS media.

Muszę stwierdzić, że pisowski przekaz do „ciemnego ludu” (jak go niegdyś nazywał bard prezesa, Jarosław Kurski), oparty na „krajowej kiełbasie wyborczej”, był strzałem w przysłowiową 10-kę i świadczy o tym, iż prezes Jarosław wie lepiej, jak Polaków mamić. Pieniądze, które otrzymali, okazały się – co prezes trafnie przewidział – silniejsze od wszelkich ostatnich głośnych afer w wykonaniu ludzi prezesa i jego samego oraz ujawnionych pedofilskich afer w Kościele Katolickim, który tak mocno go popiera. Ta kasa zadziałała jak napełnione powietrzem balony, które prezesa i całe PiS utrzymały na powierzchni politycznego oceanu. „A wszystko to, bo prezes wiedział, że bez kasy już się nie da żyć” – to oczywiście tylko trawestacja słów popularnego niegdyś przeboju, ale kiedy przed czterema laty napisałem w Tygodniku DB2010 o „geniuszu Jarosława”, zostałem przez wielu uznany za pisowską „piątą kolumnę”, przez co bardzo długo musiałem się tłumaczyć, że co innego niż mi przypisują, miałem na myśli. I teraz znów wyszło na moje, ale żadna to dla mnie pociecha.

Jednakże wyniki tych wyborów dokonały we mnie przewartościowania mojego – dotąd stanowczo wyrażanego – stanowiska, że w nieodległych wyborach parlamentarnych SLD winien iść pod własnym sztandarem, ponieważ w koalicji z PO, zostanie przez nią politycznie skonsumowany. Skala zwycięstwa prezesa Jarosława otworzyła mi jednak oczy na realność zagrożenia, bo jeżeli prezes i na krajowym polu osiągnie podobną victorię, to pożegnanie z demokracją stanie się nieuniknione. Dlatego też w obronie tejże demokracji, znów aktualne staje się hasło „wszystkie ręce na pokład”, ponieważ demokracji bronić muszą wszyscy ci, którym na niej zależy i to niezależnie od tego, jakie partyjne legitymacje w kieszeniach noszą. Groźba autokratycznych rządów jednego zwykłego posła jest zbyt realna, by na wagę rzucać swoje partykularne polityczne i jak najbardziej partyjne interesy. Uzyskanie przez PiS samodzielnej większości parlamentarnej to powrót do przeszłości, która – jak pamiętamy – niekiedy niezwykle groźna była i nie można ryzykować, aby groźba ta stała się rzeczywistością. Pisowska drużyna Europie nie zaszkodzi, ale Polsce może i to bardzo. Chociaż, nie wszystko jeszcze stracone.

Janusz Bartkiewicz

www.janusz-bartkiewicz.eu

***

Redakcja nie odpowiada za przedstawione dane, opinie i stwierdzenia, które stanowią wyraz osobistej wiedzy i poglądów autora. Treści zawarte w felietonie nie odzwierciedlają poglądów i opinii redakcji.

Sorry, the comment form is closed at this time.

Tygodnik DB 2010 – Gazeta Aglomeracji Wałbrzyskiej