Przygody pana Stefana

Polecamy25 września, 2014

bohun bartkiewiczPo publikacji mojego felietonu dotyczącego straży miejskiej (DB2010 nr 35 z 18.09.2014 r.) zgłosił się do mnie Pan Stefan Witkowski, mieszkaniec Piaskowej Góry, który uważa, że został przez funkcjonariusza straży miejskiej fałszywie oskarżony o czyn (wykroczenie), którego się nie dopuścił. Efektem tego oskarżenia był wyrok nakazowy Sądu Rejonowego w Wałbrzychu, skazujący pana Stefana na karę grzywny w wysokości 200 zł oraz koszty sadowe w łącznej kwocie 80 zł. Razem 280 zł, które pan Stefan musi zapłacić, chociaż do żadnego przewinienia się nie poczuwa.

Jest emerytem, a 13 maja 2014 r. opuścił szpital, w którym przebywał przez 30 dni z uwagi na udar mózgu, jaki go dopadł w wieku 76 lat. Informacja ta ma istotne znaczenie dla całej sprawy, którą tu opisuję, ale o tym później. Zdarzyło się, że 11 dni po tym fakcie, w okolicy sklepu „Biedronka” na Piaskowej Górze zwrócił uwagę strażnikowi miejskiemu, że poruszając się samochodem służbowym dokonuje w sklepie tym prywatnych zakupów, a ponadto na jego mundurze  nie widzi identyfikatora służbowego, czego wymagają przepisy o strażach gminnych. Nie jest tu istotna reakcja pana strażnika na zwróconą mu uwagę, bo istotne są wydarzenia, jakie nastąpiły po tym fakcie. Otóż pan Stefan chwilę później, kierując się do domu, chciał przejść przez ulicę, ale zauważył jadący radiowóz straży miejskiej kierowany przez strażnika, o którym wyżej mowa, przez co się zatrzymał na chodniku. Po wylewie poruszał się przy pomocy laski, albowiem lewą stronę ciała miał jeszcze częściowo sparaliżowaną. Następnie wszedł na jezdnię i gdy już dochodził do środka zauważył, że radiowóz gwałtownie zawraca i gwałtownie hamując zajeżdża mu drogę. Po tym fakcie dalsza rozmowa ze strażnikiem miała miejsce już na chodniku, gdzie strażnik zażądał okazania dowodu osobistego. Ponieważ pan Stefan żadnego wykroczenia nie popełnił, a tylko w takiej sytuacji strażnik mógł żądać wylegitymowania się, okazania dokumentu odmówił. Ponadto stwierdził, że strażnik w dalszym ciągu nie ma identyfikatora i zażądał jego okazania, co też spotkało się z odmową. Dlatego pan Stefan dwukrotnie telefonicznie interweniował u dyżurnego straży miejskiej, ale były to interwencje bezskuteczne, bo pan strażnik w dalszym ciągu identyfikatora okazać nie raczył i pan Stefan zadzwonił na policję. W efekcie tego, po jakimś czasie pojawił się miejscowy dzielnicowy i być może dlatego pan strażnik wyciągnął łaskawie identyfikator z kieszeni, pokazując go panu Stefanowi (nr 39), a następnie ponownie go do kieszeni schował. Dziwne tylko, że strażnik nie informował dzielnicowego o wtargnięciu na jezdnię. 10 czerwca 2014 r. pan Stefan napisał skargę do prezydenta Romana Szełemeja, po czym został powiadomiony (pismo z 10.06.br, nr BO.1510.15.2014), że skargę skierowano do komendanta Straży Miejskiej w Wałbrzychu. Następstwem tego było pismo komendanta straży miejskiej Kazimierza Nowaka (datowane na 25.06.br. nr. SM.1510.6.2014) informujące, że strażnik postąpił niewłaściwie, ale z przyczyn technicznych nie mógł on swego identyfikatora do munduru w dniu tym przypiąć. Dlaczego? Nie wiadomo, ale być może w dniu tym mundur ten z jakichś powodów mógł mieć konsystencję betonu i nijak tej blaszki przypiąć się nie dało. Ale to jeszcze nic, bo okazało się, że strażnik dokonywał zakupów wody mineralnej, za zgodą swego przełożonego, albowiem „w tym dniu była bardzo wysoka temperatura powietrza”. I tu się pan komendant wyraźnie poślizgnął, bo każdy może sobie sprawdzić w internecie (http://tvnmeteo.tvn24.pl/archiwum-2014-05-24,1/), że 24 maja br., na Dolnym Śląsku było wyjątkowo mokro, gradowo, burzowo i chłodno, więc chyba panu komendantowi coś się trochę pomyliło. Ale mało tego, pan komendant poinformował pana Stefana, że akurat toczy się w jego sprawie postępowanie wyjaśniające przed skierowaniem sprawy do sądu o wykroczenie, polegające na wtargnięciu na jezdnię pod maskę radiowozu i odmowę okazania dokumentu tożsamości. Dalibóg nie wiem dlaczego, bo przecież pan Stefan w przytomności dzielnicowego dowód swój strażnikowi okazał, a tenże spisał jego dane personalne. Z akt sprawy wynika, że 3 lipca br. straż miejska skierowała do sądu wniosek o ukaranie, co ten w postępowaniu nakazowym uczynił, skazując pana Stefana na wyżej wspomnianą grzywnę. W postępowaniu nakazowym tak stać się może, ale pana Stefana trapią inne wątpliwości, które ja całkowicie podzielam. Otóż okazało się, że ów strażnik 26 maja br. sporządził jakąś notatkę urzędową, ale wezwanie na przesłuchanie doręczono panu Stefanowi dopiero 12 czerwca br., a więc po dwóch dniach od czasu, kiedy straż miejska uzyskała informację o skardze złożonej do prezydenta. I dlaczego dopiero 26 czerwca 2014 r. komendant straży miejskiej K. Nowak informuje pana Stefana, że prowadzone są czynności wyjaśniające w sprawie, w której czynności takich nie należało przeprowadzać, bo prawo tak stanowi (zbyt mało tu miejsca abym wyjaśnił dlaczego), a ponadto w tej sprawie termin do jej załatwienia prawo określa na 30 dni, a więc termin upłynął w dniu 24 czerwca br.

Radziłbym panom strażnikom i panu komendantowi, aby się dobrze zapoznali ze stosownymi przepisami zawartymi w kodeksie postępowania administracyjnego, kodeksie wykroczeń, kodeksie postępowania w sprawach o wykroczenia, oraz kodeksie karnym, albowiem pan Stefan mocno się zastanawia, czy w stosunku do niego nie dopuszczono się czynu określonego w kodeksie karnym jako fałszywe oskarżenie i tworzenie dowodów w celu skierowania przeciwko niemu ścigania o wykroczenie.

Janusz Bartkiewicz

http://www.janusz-bartkiewicz.eu

Tagi: ,