Tygodnik DB2010

Napad, którego nie było

W poprzednim numerze Tygodnika DB 2010 opisałem historię związaną z tymczasowym aresztowaniem Andrzeja D., któremu prokuratura wałbrzyska postawiła zarzut dokonania rozboju na 83-letniej pani Janinie B. Zdarzenie to przedstawiłem z punktu widzenia rzekomo pokrzywdzonej, która uparcie i stanowczo zaprzecza, aby ktokolwiek, a już zwłaszcza Andrzej D., 18 stycznia 2019 r. na nią napadł i z 15 zł ją obrabował. Aby nie narazić się na zarzut jednostronnego przedstawienia sprawy, tym razem postaram się przeanalizować to, co do powiedzenia ma druga strona, czyli policja i prokuratura, a swoje rozważania oprę nie tylko na własnej analizie znanych mi poszczególnych sekwencji zdarzeń, znajomości policyjnych (wymaganych prawem) procedur, ale także na informacjach jakie zostały mi przekazane przez Oficera Prasowego Komendy Miejskiej Policji w Wałbrzychu. Oprę się również na informacjach prokuratury, które uzyskałem wprawdzie w sposób pośredni, ale ze źródła w pełni zasługującego na zaufanie. Stało się tak dlatego, iż próba uzyskania informacji u samego źródła, skończyła się odesłaniem mnie do rzecznika prasowego Sądu Okręgowego w Świdnicy, skąd – wbrew zapowiedziom – żadnej merytorycznej odpowiedzi się nie doczekałem. Szkoda.

W pierwszej kolejności odniosę się to tego, co przekazał mi Marcin Świeży, Oficer Prasowy KMP w Wałbrzychu. Otóż poinformował mnie, że o dokonanym rozboju policjantów poinformowała sama Janina B., zaraz po tym, kiedy w mieszkaniu gdzie rzekoma napaść miała miejsce, pojawili się w wyniku zgłoszonej przez nią telefonicznej interwencji. Przypomnę, że pani Janina wybrała numer 997, wobec czego została połączona z Centrum Powiadomienia Ratunkowego i po zgłoszeniu się operatora powiedziała tylko – jak stanowczo twierdzi – „proszę natychmiast przyjechać na…” (tu podała adres gdzie przebywała) i rozłączyła się. Jak ustalono, połączenie to miało miejsce o godz. 11.06, a o 11.08 zostało przekierowane do oficera dyżurnego Komendy Miejskiej Policji w Wałbrzychu. Nie jestem w stanie podać jak długo to połączenie trwało i czy pani Janina rozmawiała z oficerem dyżurnym KMP w Wałbrzychu, bo takiej informacji Oficer Prasowy KMP mi nie przekazał. Stwierdził natomiast, że istnieje nagranie, na którym słychać, że pani Janina informuje, iż padła ofiarą rozboju, a sprawcą jest Andrzej D, który wobec niej użył przemocy i zabierając jej 15 zł groził jednocześnie pozbawieniem jej życia. Zobaczymy więc, czy dowód w postaci tego nagrania zostanie zaprezentowany przez prokuraturę w czasie rozprawy sądowej. Ponadto poinformował mnie, że interweniujący policjanci powiedzieli mu, że od zgłaszającej kobiety usłyszeli, iż sprawcą jest Andrzej D., i że właśnie wyszedł na przystanek, gdzie go zaraz po otrzymaniu tej informacji dopadli.

Muszę z przykrością stwierdzić, że mimo całej mojej sympatii i szacunku jaki żywię wobec Pana Rzecznika, to jednak przekazane mi informacje budzą we mnie wielce uzasadnione wątpliwości, które – z braku miejsca – przedstawię jedynie w bardzo krótkim zarysie. Przede wszystkim muszę podkreślić, że nie mogę wykluczyć, iż interweniujący policjanci w efekcie być może chaotycznych relacji składanych przez obie panie (zdarzenie miało miejsce w mieszkaniu pani Marianny S.) usłyszeli słowa o awanturze (przypomnę, że awanturował się tam sąsiad Mariusz, w czasie interwencji już nieobecny w mieszkaniu Marianny S.) i o tym, że ktoś wziął 15 zł i poszedł na przystanek. W efekcie czego wyświetliła im się projekcja wskazująca na to, że miał miejsce rozbój. Zatrzymali więc domniemanego sprawcę i zawieźli go na policyjny „dołek”. Niby wszystko zgodne z procedurami, ale tylko na początku. Bo później narracja ta już się niesamowicie pruje. Przede wszystkim, zaraz po zatrzymaniu sprawcy napadu rabunkowego, policjanci winni pokrzywdzoną i świadka tego zdarzenia dostarczyć do wydziału dochodzeniowego Komendy Miejskiej Policji w Wałbrzychu (lub I-go Komisariatu), gdzie powinien zostać sporządzony zbiorczy protokół zawiadomienia o przestępstwie i przesłuchania w charakterze świadka. Przesłuchana winna być również pani Marianna. Zapewne, gdyby te podstawowe procedury zostały dotrzymane, wyjaśniono by na miejscu, że do Centrum Powiadamiania Ratunkowego pani Janina dzwoniła zanim w mieszkaniu pojawił się Andrzej D., który zamieszkuje razem z nią, i którego poprosiła o przywiezienie jej kilku konserw, a także, że za te konserwy (wbrew jemu samemu) dała mu owe 15 zł. Przestępstwo rozboju jest zbyt poważnym przestępstwem, aby z rozpoczęciem procedur wynikających z Kodeksu postępowania karnego czekać do dnia następnego. Wszystkie te rażące uchybienia spowodowały, że Oficer Prasowy KMP podał do publicznej wiadomości informację, która z prawdą miała bardzo niewiele wspólnego. Otóż przekazał, że napastnik wtargnął do mieszkania i zaatakował 83-letnią lokatorkę, „zagroził jej pozbawieniem życia i zażądał od seniorki wydania wszystkich pieniędzy. Przestraszona kobieta miała tylko 15 zł. Przestępca zabrał pieniądze i uciekł”. A faktycznie zdarzenie miało miejsce w mieszkaniu Marianny S, której nikt nie atakował, Andrzej D. pojawił się tam ponieważ telefonicznie został poproszony o przywiezienie konserw mięsnych, a więc nie wtargnął, nikogo nie szarpał. Ba, wzbraniał się przyjęcia tych 15 zł. od swojej matkującej mu opiekunki i nigdzie nie uciekał, tylko poszedł na przystanek, ponieważ o godz.12.00 otwierali jadłodajnię na ul. 11 listopada, gdzie codziennie jeździł z kubełkami po obiad. Ciekaw jestem, czy zbadano wykaz połączeń telefonicznych pani Janiny, na podstawie których będzie można ustalić faktyczną kolejność zdarzeń. W efekcie złamania wskazanych procedur, informacja o brutalnym bandycie i błyskawicznym sukcesie wałbrzyskiej policji poszła w świat, a Andrzej D., do aresztanckiej celi. Gdyby pani Janina została 18 stycznia przesłuchana w KMP, nie byłoby żadnej sprawy, ale ona przesłuchana została w Prokuraturze Rejonowej w Wałbrzychu dopiero dzień po zdarzeniu, gdzie przesłuchiwał ją prokurator, który został poinformowany przez policję, że padła ofiarą rozboju, a sprawca jest zatrzymany. Być może dlatego dążył tylko do tego, aby pani Janina potwierdziła fakt napadu, bo w zasadzie nic więcej go nie interesowało. I dlatego nie wypytywał się o okoliczności poprzedzające sam napad, stąd nie wiedział o agresywnym zachowywaniu się sąsiada Mariusza, które spowodowało, iż pani Janina zdecydowała się zadzwonić pod numer 997. Na moje pytanie dlaczego o tym wszystkim prokuratorowi nie powiedziała, odparła, że nikt się o to jej nie pytał, a prokurator mocno ją naciskał, aby tylko potwierdziła, że Andrzej D. napadł na nią i obrabował. Zresztą protokołu nie przeczytała, ponieważ pisany był ręcznie, a ona nie była w stanie go odczytać samodzielnie, więc odczytał go prokurator, ale w taki sposób, że nie wszystko zrozumiała. Podpisała, bo kazał jej podpisać, więc myślała, że tak trzeba.

Nie znam zawartości akt śledztwa, ale od osoby zasługującej na wiarę wiem, że z informacji przekazanej prasie przez szefa wałbrzyskiej prokuratury wynika, że akt oskarżenia oparty jest na zeznaniach trzech świadków: pokrzywdzonej – pani Janiny, pani Marianny oraz sąsiadki pani Janiny, która w mieszkaniu pani Marianny nigdy nie była. Nawet okolicach budynku, w którym pani Marianna mieszka ta sąsiadka nie była. O analizie zapisów nagranego zgłoszenia, billingów połączeń telefonicznych, przesłuchania sąsiada o imieniu Mariusz, sprawdzenia logowania się telefonu Andrzeja D. i innych istotnych dowodach nie wspominał. Być może uczynił to celowo, a być może dowody są tylko takie, na jakie wskazał. No cóż, wszystko okaże się 16 kwietnia podczas rozprawy sądowej, a ja mogę tylko zapewnić Czytelników, że ani pani Janina, ani pan Andrzej D. nie pozostaną bez solidnego wsparcia ze strony wytrawnych prawników, o co zadbali ludzie dobrej woli nie tylko z Wałbrzycha, a sama sprawa może przybrać zaskakujący obrót.

Janusz Bartkiewicz

www.janusz-bartkiewicz.eu

Sorry, the comment form is closed at this time.

Tygodnik DB 2010 – Gazeta Aglomeracji Wałbrzyskiej