Tygodnik DB2010

W Warszawie, Watykanie i Gdańsku

WNo i poszły konie po betonie. Jarosław Kaczyński ogłosił na ostatniej konwencji PiS rozpoczęcie kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego, przedstawiając swoich najważniejszych kandydatów na europosłów oraz swój program wyborczy, który ma przekonać Polaków do poparcia tychże kandydatów. Dziwny to program, bo wybory wprawdzie do parlamentu Unii, ale program jakby bardzo krajowy, przez co podejrzewam, że ta kampania wyborcza jest w istocie początkiem kampanii wyborczej do Sejmu i Senatu. To bardzo czytelny myk polityczny prezesa, w rodzaju „ja, poza trybem”. Bo nikt już nie zarzuci PiS, że rozpoczęło kampanię wyborczą do parlamentu krajowego przed jej ogłoszeniem, tak jak czyniono to w przypadku kampanii wyborczej Patryka Jakiego, kiedy Prawo i Sprawiedliwość szło szturmem na urząd prezydenta Warszawy, aby zapewnić sobie zezwolenie warszawskiego ratusza na budowę dwóch „srebrnych wieżowców”, pomników na wieczną chwałę Lecha i Jarosława.

W programie zaprezentowanym na sobotniej konwencji nie usłyszałem chociażby jednego słowa, nawiązującego do roli, jaką PiS w Parlamencie Europejskim ma zamiar odgrywać, z kim wchodzić będzie w koalicje i jakie problemy będzie chciało rozwiązywać. Zresztą nie dziwię się, bo z jednej strony program ten w istocie – jak już powiedziałem – skrojono na kampanię do Sejmu i Senatu, ale tak naprawdę kierowany jest do tej części wyborców, których Unia Europejska i jej problemy niezbyt interesują. Przecież prezes Jarosław przekazu swego nie kierował do tych, których i tak nie przekona. On mówił do tych, którzy są gotowi usłyszeć obietnice socjalne, a więc oczekujących jedynie na to, aby im znów coś dał. I dlatego usłyszeliśmy tak zwaną „piątkę Kaczyńskiego”, czyli o 500+ na każde pierwsze dziecko, o zniesieniu podatku PIT dla obywateli do 26-go roku życia, o obniżeniu PIT, o odbudowie sieci PKS. I na koniec – prezent od dobrego wujka Jarka – o trzynastej emeryturze w wysokości 1100 złotych dla każdego emeryta, która zostanie wypłacona – niestety tylko jednorazowo – do maja br. To, że jest to prezent, na tejże konwencji wykrzyczała z radością i entuzjastyczną emfazą Beata Szydło, co mogła zobaczyć i usłyszeć „cała Polska”. Fajnie się robi prezenty za nie swoje, ale jak w poprzedniej rządowej odsłonie PiS mawiał Jacek Kurski, ciemny lud kupi wszystko. No i niestety bardzo się obawiam, że kupi, nawet się nie zastanawiając, skąd Jarosław te około 50 miliardów złotych (jak ostrożnie szacuje prof. Grzegorz Kołodko) weźmie. Bo, aby dać na jedno, trzeba z innego zabrać, zwłaszcza kiedy deficyt budżetowy na 2019 rok skoczył jak rączy koń do galopu. Zresztą, jeżeli chodzi o ten ostatni prezent, to finansiści z PiS źródło jego sfinansowania już znaleźli, z czego ten przysłowiowy ciemny lud nie bardzo sobie zdaje sprawę. Otóż na ten prezent dla emerytów złożą się oni sami do spółki z rencistami, bo przyjęta na rok 2019 waloryzacja rent i emerytur została już obniżona o 0,4%. Tak więc emeryci nie mają się z czego cieszyć, a renciści mogą tylko zębami zgrzytać, bo prezent „dobrego wujka Jarka” ich nie dotyczy. Potwierdził to podczas konferencji prasowej marszałek senatu Stanisław Karczewski. Słuchając tego wszystkiego, obiecałem sobie, że jeżeli PiS ponownie wybory wygra – a chodzi mi o wybory do polskiego parlamentu – to wycofuję się z wszelkiej krytyki jego poczynań, albowiem Polacy będą zasługiwać sobie na to, co sami wybrali. Z wszelkimi konsekwencjami tego wyboru.

***

Drugim wydarzeniem, które obserwowałem z wielkim zainteresowaniem, był zwołany w Watykanie przez papieża Franciszka szczyt poświęcony zarazie pedofilii panującej wśród kleru, na który zjechało się prawie 200 przewodniczących episkopatów z całego świata. Bardzo wymownym obrazkiem jaki obiegł cały świat, był moment kiedy wzruszony opowieścią Polaka, ofiary księżowskiej pedofili, papież Franciszek ze łzami w oczach składa pocałunek na jego dłoni. Dla mnie jednak najbardziej wymownym przekazem tego szczytu był brak konkretnych działań, podjętych przez papieża w stosunku do tych biskupów i arcybiskupów, którzy przez niewyobrażalnie długie lata kryli wszystkie sprawy związane z pedofilią księży, roztaczając nad nimi swoje parasole ochronne. Żadnego z nich papież nie pozbawił biskupiej sakry i nie wydalił ze stanu kapłańskiego, chociaż tacy znajdowali się na sali. Najbardziej bulwersujący jest przykład kardynała Georga Pella z Australii, do niedawna jednego z najbliższych współpracowników papieża Franciszka, który kiedy się dowiedział o odrażających praktykach swego pupila, zamiast wydalić go z kapłaństwa, udzielił mu rocznego urlopu na czas procesu. Jedyne na co było go stać, to usunięcie tego pedofila z Rady Kardynałów. Pellowi wytoczony został proces, ale nie kościelny, tylko karny. Procesu kanonicznego mu nie wytoczono, chociaż dowody jego zbrodni były powszechnie znane, tak jak i chłopcy, jego małoletnie ofiary. Wina tego zbrodniarza w kardynalskiej czerwonej piusce została w grudniu 2018 roku udowodniona (co ujawniono dopiero teraz), a grozi mu do 50 lat pozbawiania wolności. I oby tyle dostał. W Watykanie z ust przewodniczącego episkopatu Australii padły słowa, że zbyt długo Kościół Katolicki ofiary księżowskiej pedofili uznawał za wrogów, którym nie okazywał żadnego miłosierdzia i dlatego dziś otrzymuje to samo. Słowa te padły w czasie, kiedy gdańska „Solidarność” ze swoim niezwyczajnie butnym przewodniczącym ogłosiła, że pomnika oraz pamięci prałata Jankowskiego bronić będzie do upadłego i w związku z tym nie ma zamiaru respektować polskiego prawa, które zabrania mu – bez zgody nadzoru budowlanego – ustawiania na cokole uszkodzonego pomnika. Panom z „Solidarności” wydaje się, że przenieśli się w czasy PRL, kiedy obowiązujące prawo mieli za nic i za co dziś otrzymują szczególne profity, nie tylko zresztą polityczne. Różnica jest taka, że w PRL milicja stała na straży obowiązującego wówczas prawa, a dziś gdańscy policjanci ochraniali panów z „Solidarności”, aby w spokoju prawo mogli łamać do woli.

Mimo całego tragizmu tej sytuacji najbardziej śmieszy mnie to, że o ile prałata Jankowskiego za pedofilię nie osądzono, bo prowadzone w 2004 roku postępowanie prokuratura dwukrotnie umarzała, to jednak dowody na to, że był agentem bezpieki (ps. Libella vel Delegat), zwłaszcza w latach 1980- 1981, znajdują się w IPN. Mówił o tym ostatnio historyk prof. Andrzej Friszke, który żadnym „komuchem” absolutnie nie jest. Jak widać, agenci dawnej Służby Bezpieczeństwa działający do dziś w środowisku Prawa i Sprawiedliwości i w otoczeniu samego prezesa Jarosława, ani jemu samemu, ani dzisiejszej „Solidarności”, absolutnie nie wadzą. Jak i to, że żyją i mówią głośno o swej tragedii ci, których prałat Jankowski w odrażający sposób – jako dzieci – krzywdził. No cóż, popierający pedofilów i agentów, sami sobie wystawiają ocenę.

Janusz Bartkiewicz

www.janusz-bartkiewicz.eu

***

Redakcja nie odpowiada za przedstawione dane, opinie i stwierdzenia, które stanowią wyraz osobistej wiedzy i poglądów autora. Treści zawarte w felietonie nie odzwierciedlają poglądów i opinii redakcji.

Sorry, the comment form is closed at this time.

Tygodnik DB 2010 – Gazeta Aglomeracji Wałbrzyskiej