Tygodnik DB2010

Bal na Titanicu?

BŻeby nie było wątpliwości i niedomówień: z zainteresowaniem i sympatią odnoszę się do inicjatywy oraz starań Roberta Biedronia, których owocem stała się partia Wiosna. Jak wynika z wyjaśnień i deklaracji jej lidera, propozycje programowe nowego ugrupowania są ciekawe, oryginalne, a nawet bardzo śmiałe i wypełniają wiele luk, o co długo zabiegały różne środowiska, głównie lewicowe. A Polsce potrzeba rzeczywistej i silnej lewicy.

Konwencja, na której narodziła się Wiosna, mogła zaimponować rozmachem, dynamiką i chyba autentycznym entuzjazmem jej uczestników. To wszystko może dowodzić, że nowa partia z Biedroniem na czele była potrzebna na polskiej politycznej scenie i może liczyć, przynajmniej na początku, na sporą grupę zwolenników. Może stać się ożywczym powiewem w dusznej i smrodliwej atmosferze, wytworzonej z zapałem godnym lepszej sprawy przez długotrwałe działania PiS i jego niereformowalnego, zapiekłego w swoich kompleksach i fobiach prezesa, który steruje krajem z tylnego siedzenia i za nic nie odpowiada. Ale jednocześnie, chciałem zasygnalizować kilka istotnych uwag i niepokojących wątpliwości, które nasunęły mi się (a sądzę, że także wielu politycznym obserwatorom) na gorąco, zaraz po obejrzeniu konwencji oraz po wywiadzie Biedronia w TVN24. Proszę mi zatem wybaczyć wysoki stopień ogólności tej oceny. Na konkrety jeszcze przyjdzie czas.

Paleta programowych propozycji Wiosny jest szeroka, obawiam się, że nazbyt rozległa, nieprzystająca w co najmniej kilku przypadkach nawet do najbardziej korzystnych gospodarczych realiów. Stanowi coś w rodzaju obszernego rejestru pobożnych życzeń, skompletowanych podczas spotkań lidera i jego współpracowników z potencjalnymi sympatykami w terenie. Trochę to wygląda na ofertę: „Chcecie być młodzi, piękni i bogaci? To się da załatwić!”. Lista socjalnych darów jest kusząca, a nawet zapiera dech w piersiach. Nie wiem, jakiej rangi Biedroń ma ekonomicznych ekspertów, nie mam pojęcia, jakich dokonywali symulacji, by wszystko się dopinało, ale mam poważne wątpliwości, czy po ewentualnym sukcesie wyborczym udałoby się liderowi Wiosny z obietnic wywiązać. Wprawdzie gonimy europejskie państwa dobrobytu, ale ciągle jeszcze majaczą nam one w oddali… A ludziom, którzy doświadczyli już multum podobnych miraży, nie można mącić w głowach i prolongować później realizację planów, tłumacząc to obiektywnymi trudnościami. Szybko powiedzą: „sprawdzamy”, a krótko potem: „kolejne kłamstwa”… Politycy z krwi i kości muszą twardo trzymać się ziemi oraz kierować realizmem, działać na zimno i z rozwagą, przewidywać konsekwencje swoich działań. W przeciwnym razie dochodzi do bolesnych i spektakularnych upadków. A takie wywrotki w ostatnich latach już obserwowaliśmy.

Obiema rękoma podpisuję się pod zamiarem rzeczywistego rozdziału kościoła od państwa, by nie dochodziło do gorszących przypadków trującego i zniechęcającego wiernych sojuszu tronu z ołtarzem, jak również za pełną przejrzystością kościelnych finansów. Ale w przypadku m.in. opodatkowania tacy i renegocjacji konkordatu, należy się liczyć z wysokimi przeszkodami, kiedy sam entuzjazm nie wystarczy. Konieczna będzie też zmiana konstytucji. Ale próbować trzeba… Wiosna zapowiada poważne zmiany w sprawach obyczajowych. Tu też trzeba rozwagi, bo nasze społeczeństwo, mimo deklarowanej nowoczesności, potrafi nagle zaserwować pradawny konserwatyzm i dać temu wyraz podczas wyborów.

Na koniec zostawiłem sprawę o znaczeniu szczególnie doniosłym. Jednym z najważniejszych haseł konwencji było „Nie wchodzimy w żadne koalicje!” i kolejne epatowanie trzymaniem się z dala od wojny polsko-polskiej oraz walką dwóch plemion, rzekomo stosujących te same, brudne metody. Euforia narodzin nie może przysłaniać realiów, nie można dać się ponieść adrenalinie, bo może to być nader brzemienne, wręcz dramatyczne w skutkach. Kosztować Polskę długie lata egzystencji w pisowskim bagnie. Zarówno Wiosna, jak i pozostałe ugrupowania opozycji, mimo że różnią się w niejednej sprawie, mają wspólnego przeciwnika – samowładztwo PiS i nie należy szukać innych wrogów tam, gdzie ich nie ma, a tymczasem jej lider z upodobaniem lubił dotychczas przywalić PO, czasami nawet mocniej niż partii prezesa. Należy się wystrzegać takich absurdów, z których cieszą się na Nowogrodzkiej. Mimo całej sympatii dla nowego ugrupowania, m.in. wynikającej z przyciągnięcia do siebie młodych, nie widzę możliwości samodzielnego sprawowania przez niego władzy. Dogadywanie się ze sobą wszystkich członów opozycji jest więc potrzebą chwili. Pompowanie własnego ego w obliczu najważniejszych wyborów ostatnich dziesięcioleci, będzie karygodną głupotą, sprzyjającą stoczeniu się Polski w ciemne rejony. Jeśli Biedroń nastawi się na pozyskanie części elektoratu PO, Nowoczesnej i SLD, osłabi tylko część opozycji, nie czyniąc furory na parlamentarnej scenie. Zrobi za to wspaniały prezent PiS-owi, którego bezkrytyczni, ślepi i głusi na największe afery wyznawcy, pójdą do urn chociażby na rzęsach.

Na warszawskim Torwarze oglądaliśmy atrakcyjny show, który oby był zaczynem pozytywnych zmian, a nie występem orkiestry na „Titanicu”, która grała dziarsko, gdy statek szedł na dno.

Andrzej Basiński

Sorry, the comment form is closed at this time.

Tygodnik DB 2010 – Gazeta Aglomeracji Wałbrzyskiej