Tygodnik DB2010

Czasu coraz mniej

CW niedzielę 13 stycznia wybraliśmy z żoną do obejrzenia w telewizji amerykański film „Dzień zagłady”. Rozpoczynał się krótko po godz. 20, ale zasiedliśmy przed „okienkiem” wcześniej, robiąc użytek z pilota, by ewentualnie zdecydować się na inny seans, ale ostatecznie stanęło na pierwszej propozycji. Gdybyśmy zahaczyli o program informacyjny, dowiedzielibyśmy się o rozgrywającej się w tym czasie tragedii w Gdańsku. A tak, wieść o niej dotarła do nas dopiero po prawie trzech godzinach…

„Dzień zagłady” opowiada o próbach zapobieżenia katastrofie o gigantycznych rozmiarach, po uderzeniu w Ziemię potężnej komety lub ograniczenia jej skutków. Kolizja praktycznie zniszczyłaby naszą planetę, postanowiono zatem uratować w specjalnym górskim schronie nielicznych jej mieszkańców o szczególnych kwalifikacjach w różnych dziedzinach, którzy po okresie powszechnej destrukcji, m.in. klimatu, byliby w stanie doprowadzić do stopniowego odradzania się życia. Zastosowanie ładunku nuklearnego, wystrzelonego z pojazdu kosmicznego, nie spowodowało całkowitego unicestwienia komety. Jej fragment wyrządził ogromne szkody, zniknęło wiele miast, ale Ziemia przetrwała kataklizm i przystąpiono do budowania cywilizacji od nowa.

Przygnębiające wrażenie, które wzbudził w nas ten film, zostało po chwili zwielokrotnione straszną wiadomością o ataku nożownika na prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Następnego dnia dowiedzieliśmy się o jego śmierci.

Znajdujemy się w czasie refleksji, dochodzenia przyczyn terrorystycznego ataku i prób formułowania wniosków, by tego rodzaju nieszczęścia i krwawe zdarzenia nie mogły się powtórzyć, w każdym razie, by częściej nie znajdowały motywowanych politycznie zbrodniczych naśladowców, których ataki na tyle zdestabilizowałyby sytuację, że byłby poważnie zagrożony spokój społeczny. Nie chcę (na razie) przedstawiać bardziej niepokojących prognoz.

Ale czas nadchodzi gorący. W opinii wielu jesienne wybory parlamentarne będą najważniejszymi nie tylko w ostatnich latach. Istnieje realna szansa odsunięcia od władzy PiS i jego przybudówek, ugrupowania dewastującego praworządność i pozycję Polski w świecie, które za podstawę swojego działania uznało wprowadzanie podziałów w społeczeństwie, jątrzenie wrogością i pogardą, promowanie skrajnych sił hołdujących ideom ocierającym się o faszyzm.

Ale by pokonać te ciemne siły, trzeba wystąpić przeciwko nim jak najszerszym, zdecydowanym frontem. Należy jak najszybciej skończyć z przedłużającymi się przymiarkami do stworzenia silnej koalicji oraz troską liderów o swoje ego i ambicyjki. Byłoby krańcową głupotą, porażająca nieporadnością zaprzepaścić przez przepychanki epokową szansę. Tzw. symetryści („wszyscy są winni po równo”), stają się pożytecznymi idiotami partii prezesa, który zaciera ręce z uciechy i opamiętają się dopiero wtedy, gdy obwieści on swój triumf prowadzący do dyktatury. Możemy nie kochać największej partii opozycyjnej, ale to wokół niej powinny się gromadzić mniejsze, a nie stroić fochy, filozofować i ględzić, że zostaną pożarte i że ich chata z kraja. Czas na eksponowanie różnic przyjdzie po zwycięstwie. W przypadku nieszczęścia, to one będą winne ponownej, już nie wiadomo, na ile lat, kadencji PiS.

Nawiążę do „Dnia zagłady”. Do Polski zbliża się kometa. Zostało jeszcze trochę czasu, by zgromadzić środki zapobiegające nieszczęściu. Bo odbudowa po armageddonie trwać będzie wieki.

Andrzej Basiński

PS. W felietonie „Szczerze?” odpowiedni fragment powinien brzmieć: „(…) po niedzielnym ataku nożownika”. Słowo „sobotnim”, to przejęzyczenie, za które Czytelników przepraszam.

A.B.

***

Redakcja nie odpowiada za przedstawione dane, opinie i stwierdzenia, które stanowią wyraz osobistej wiedzy i poglądów autora. Treści zawarte w felietonie nie odzwierciedlają poglądów i opinii redakcji.

Sorry, the comment form is closed at this time.

Tygodnik DB 2010 – Gazeta Aglomeracji Wałbrzyskiej