Tygodnik DB2010

Kto sieje wiatr…

KNo i stało się, co stać się musiało prędzej czy później. Fala nienawiści, jaka się od kilku lat w Polsce podnosi, osiągnęła swoje apogeum, a jej bezpośrednią ofiarą stał się nie tylko prezydent Gdańska Paweł Adamowicz, jego rodzina, ale też wszyscy Polacy, których jedyną przewiną jest to, że myślą, mówią i czynią nie tak, jakby sobie obecna władza życzyła, bo wbrew temu, co widnieje na jej sztandarach i sztandarach skrajnej polskiej prawicy.

Prezydent Paweł Adamowicz zamordowany 13 stycznia w świetle jupiterów i telewizyjnych kamer, nie był przypadkową ofiarą jakiegoś oszalałego nożownika, który w furii nienawiści atakuje wszystkich, którzy znajdują się wokół niego, w zasięgu jego ręki uzbrojonej w nóż. Prezydent Adamowicz został przez swego zabójcę dokładnie wybrany, jako osoba reprezentująca środowisko znienawidzone nie tylko przez prominentnych działaczy rządzącej partii, ale także wszystkich tych, którzy obecnej władzy politycznej dali się tak mocno omamić, że głoszone od dwóch tysięcy lat chrześcijańskie nauki poszły gdzieś w kąt zapomnienia. Zaczadziałe nienawiścią mózgi zapomniały o słowach „miłujcie nieprzyjaciół swych”, „nie czyń innemu, co tobie niemiłe”, a już całkiem nie znajduje wśród nich inna chrześcijańska reguła „kochaj bliźniego swego, jak siebie samego”. Mowa nienawiści, która od kilku lat codziennie rozbrzmiewa wokół nas, którą każdy kto włączy telewizor usłyszy, albo przeczyta, gdy weźmie do ręki jakiś prawicowy tygodnik lub gazetę, stała się już codziennością wśród prawicowych polityków. Zwłaszcza ta lejąca się z sejmowych ław i sejmowej trybuny, a także wyrażana w trakcie różnego rodzaju prawicowych mitingów, happeningów i marszów, stała się codziennością i rodzi swe zatrute owoce. Dzisiaj, po tym gdy prezydent Gdańska Paweł Adamowicz został zamordowany, zaczynają padać coraz głośniejsze słowa i apele, aby zbrodni tej nie nadawać politycznego kontekstu, bo prezydent Gdańska padł ofiarą osoby chorej psychicznie, bo zamachu dokonał osobnik z kryminalną przeszłością, który kilkanaście dni wcześniej wyszedł z wiezienia, a w którym przebywał przez ponad 5 lat. I ponoć, jeszcze w trakcie odbywania kary zdiagnozowano reemisję jego psychicznych przypadłości, co nie przeszkadzało jednak funkcjonariuszom podległym ministrowi Ziobrze trzymać go w celi, zamiast w sali szpitala psychiatrycznego. Nie, ja tych apeli nie mam najmniejszego zamiaru wysłuchiwać i się do nich stosować, bo dla mnie – wiem, że i dla wielu innych – jest to zbrodnia jak najbardziej polityczna, za którą odpowiedzialny jest nie tylko jej bezpośredni wykonawca. Zresztą, jestem przekonany, że nie działał sam, na co wskazuje zresztą szereg okoliczności, które dla mnie, jako byłego „ścigacza zabójców”, są nad wyraz czytelne.

Nigdy nie zapomnę widoku „triumfalnego tańca” z nożem w ręku na scenie, na której deski padł przed chwilą śmiertelnie ugodzony nożem Paweł Adamowicz. Tańca, który trwał 45 sekund i którego nikt nie przerywał. Bandyta swym wyczynem, wiedząc, że jest w oku kamer, chlubił się, a tym samym obwieszczał światu, że swej zbrodni dokonał. „Halo! Halo! Nazywam się Stefan W., siedziałem niewinny w więzieniu, siedziałem niewinny w więzieniu. Platforma Obywatelska mnie torturowała, dlatego właśnie zginął Adamowicz” – to były słowa skierowane nie tylko do wszystkich obecnych, oczekujących na „światełko do Nieba”, które o godzinie 20.00 miało zostać wysłane. To były słowa wysłane także do tych, którzy przez nikogo niepokojeni, podczas swych różnych manifestacji chóralnie informują, kto będzie wisiał na drzewach zamiast liści i których potraktują raz sierpem, a raz młotem, do tych którzy na szubienicach wieszają podobizny posłów ze znienawidzonych przez nich partii politycznych, do tych którzy publicznie palili kukłę Żyda, do tych którzy 11 prezydentom polskich miast wystawili akty zgonu. W tym również prezydentowi Adamowiczowi za to, że brał udział w marszach równości, że wspierał dofinansowanie in vitro, że deklarował pomoc rannym i chorym dzieciom i kobietom z terenów objętych wojną i terrorem islamskich fundamentalistów, za to, że nie był homofobem i żydożercą, za to, że nie widział w ludziach wrogów, a jedynie bliźnich, którym należy pomagać, nawet jeżeli się nie zgadzał z ich poglądami. W świetle tego, co się wydarzyło, jakimś ponurym żartem może być tylko stanowisko prokuratury, która na kilkanaście dni przed zabójczym atakiem poinformowała Pawła Adamowicza, że śledztwo przeciwko tym, którzy publicznie wystawili mu akt zgonu, zostało umorzone. Zostało umorzone, ponieważ podwładni ministra Ziobry uznali, że ściganie sprawców tego czynu nie leży w interesie społecznym, a akt zgonu nie bulwersuje opinii publicznej. We Wrocławiu tamtejszy prokurator w tej samej sprawie uznał, że wystawienie zgonu prezydentowi tego miasta jest tylko „wyrazem politycznych poglądów autorów”. A prezydent Poznania umorzenie śledztwa, z podobnym uzasadnieniem otrzymał w dniu zabójstwa prezydenta Adamowicza. I to właśnie do tych ludzi, do wszystkich ksenofobicznych, nacjonalistycznych, homofobicznych i rasistowskich środowisk, skierowany był taniec i komunikat gdańskiego bandyty. Jestem przekonany, że przez ostanie 3 lata swego pobytu w zakładzie karnym oglądał tylko telewizję publiczną, bo nie sądzę (a jeżeli się mylę, to proszę mnie sprostować), aby w tych przybytkach nadzorowanych przez ministra sprawiedliwości, serwowano osadzonym programy stacji telewizyjnych uznanych przez rządzących jedynie za polskojęzyczne, które muszą być zrepolonizowane. Tak więc tym, co nadaje prezes Jacek Kurski, gdański bandyta karmiony był przez wiele, wiele miesięcy. I dlatego uważam, że zabójstwo prezydenta Adamowicza było zabójstwem politycznym, ponieważ już w Starym Testamencie (i w Biblii Tysiąclecia) zapisane zostało, że kto sieje wiatr, zbiera burzę.

Owocem tej siejby, zresztą na pewno niecierpliwie oczekiwanym przez siejących, była też rezygnacja Jurka Owsiaka z prowadzenia akcji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, który przygniecionym tym, co się w Gdańsku zdarzyło, ohydnym i plugawym hejtem, skierowanym w stosunku do niego i jego rodziny, nie wytrzymał psychicznie i się poddał. I dlatego, zaraz jak to ogłosił, napisałem na swym profilu na Facebooku: „Jurek, z uwagi na pamięć o prezydencie Adamowiczu nie poddawaj się jakimś gnidom. Bo ta śmierć i Twoja rezygnacja, to będzie ich zwycięstwo. Pamiętaj o tym”. I apel ten podtrzymuję nadal, bo tragiczna śmierć prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza nie może pójść na marne. Moralne gnidy nie mogą triumfować.

Janusz Bartkiewicz

www.janusz-bartkiewicz.eu

PS.

Przepraszam Czytelników za to słownictwo, ale w świetle tych wydarzeń emocji nie jestem w stanie opanować i muszę je wyrazić.

***

Redakcja nie odpowiada za przedstawione dane, opinie i stwierdzenia, które stanowią wyraz osobistej wiedzy i poglądów autora. Treści zawarte w felietonie nie odzwierciedlają poglądów i opinii redakcji.

Sorry, the comment form is closed at this time.

Tygodnik DB 2010 – Gazeta Aglomeracji Wałbrzyskiej