Społeczny poseł

Polecamy27 sierpnia, 2014

Robert Jagła, prezes Zarządu Funduszu Regionu Wałbrzyskiego, został posłem na Sejm Rzeczpospolitej Polskiej. W ławach na ul. Wiejskiej zajął miejsce po rezygnacji z mandatu posła Jakuba Szulca, byłego wiceministra zdrowia. Ślubowanie nowego parlamentarzysty odbyło się 27 sierpnia, jako jeden z pierwszych punktów obrad 73. posiedzenia Sejmu.

 

jagla_slubowanie

 

 

 

 

 

Najpierw gratulacje. Wszedł Pan do Sejmu RP tylnymi drzwiami. Jest Pan zadowolony?

Robert Jagła: – Dziękuję za gratulacje. Nie mogę jednak zgodzić się ze stwierdzeniem, że wszedłem tylnymi drzwiami. Uważam, że wszedłem zdecydowanie głównym wejściem, tak jak wszyscy. Ciężko pracowałem na swój wynik wyborczy i byłem z niego zadowolony. W niektórych miejscach w kraju do Sejmu dostawały się osoby z mniejszą liczbą głosów.

 

Trochę krótka będzie to dla Pan kadencja –tylko 1 rok?

– To fakt, niewiele czasu mam na to, aby zrealizować swoje pierwotne plany i założenia. Jednak wyznaję zasadę, że nie ma rzeczy niemożliwych. Będę pracował intensywnie i wierzę, że dobrze wykorzystam ten rok. Jeśli uda mi się zrealizować choć część moich planów, będę zadowolony.

 

Jest Pan w stanie zrealizować swoje plany parlamentarne w tak krótkim okresie?

– Z pewnością nie uda mi się spełnić wszystkich obietnic wyborczych, ale to chyba zrozumiałe. Odbieram liczne sygnały, że osoby, które zdecydowały się na mnie oddać głos, śledzą moje dokonania zawodowe i także te na gruncie pracy społecznej. Cały czas robię swoje i pracuję na rzecz regionu w różny sposób. Zatem mam nadzieję, że moi wyborcy będą wyrozumiali.

 

Startował Pan z miejsca 5 i osiągnął pan 6 wynik – to Pana satysfakcjonowało?

– Tak, jestem zadowolony z tego wyniku. Były to moje pierwsze wybory parlamentarne i jak na debiut poszło całkiem dobrze. Tutaj trzeba podkreślić, że lista Platformy Obywatelskiej w naszym okręgu wyborczym była bardzo mocna, znalazło się na niej wiele znakomitych nazwisk, które liczą się na Dolnym Śląsku. Świdnica zebrała ponad 9 tysięcy głosów, z czego połowa została oddana na mnie. Dla porządku powiem, że różnica między Teresą Świło, a mną wynosiła zaledwie 40 głosów.

 

Dzisiaj jest Pan szefem Funduszu Regionu Wałbrzyskiego i może warto przy tym pozostać? A może znajdzie Pan możliwość pełnienia obu funkcji jednocześnie?

– Praca w Funduszu Regionu Wałbrzyskiego to dla mnie jeden z priorytetów w moim życiu. Nie ukrywam, że nie chcę z niej rezygnować. Obowiązki zawodowe w funduszu będę łączył z pracą parlamentarną, gdyż od początku zamierzałem zostać posłem społecznym. Mam to szczęście, że zarówno w życiu zawodowym jak i prywatnym, otaczam się ludźmi przychylnymi i profesjonalnie przygotowanymi do tego, co robią. Wierzę, że z ich pomocą moje plany powiodą się z korzyścią zarówno dla FRW, jak i dla regionu, z którego startowałem.

 

Co Pan zamierza zdziałać w polskim parlamencie?

– Za główny cel stawiam sobie przede wszystkim pracę na rzecz regionu. Tutaj najważniejsze miejsce zajmują przede wszystkim rozwój przedsiębiorczości oraz rozbudowa infrastruktury. Istotna jest wspólna polityka regionalna, gdyż tylko intensywna współpraca i integracja samorządów ma szansę na konkretne i szybkie efekty, poprawiające jakość życia mieszkańców. Nadzieję widzę w Aglomeracji Wałbrzyskiej i chcę wspierać tę ideę najlepiej jak będę mógł.

 

A kolejna kadencja – będzie Pan startował?

– Teraz jest zdecydowanie za wcześnie na takie deklaracje. Czas pokaże jaka będzie sytuacja i na ile sprawdzę się w roli posła.

 

Sondaże przemawiają przeciw PO i do Sejmu (wg stanu na dzisiaj) wejdzie maksymalnie 3 posłów, a może nawet tylko dwóch z naszego regionu. Co w takim razie?

– Nie martwię się tym teraz. Mam zadania do zrealizowania zarówno w FRW, jak i w Sejmie. Posłem się bywa, nie jest to przecież rola dożywotnia. Mam tego głęboką świadomość. Przez lata udowadniałem, że potrafię pracować w zespole dla wspólnego dobra, dlatego nie mam tak wygórowanych ambicji osobistych, aby pretendować do znalezienia się w pierwszej trójce.

 

I czas na trudne pytania –spotyka się Pan ze Zbigniewem Chlebowskim? W końcu był Pan szefem jego biura poselskiego?

– Zbigniew Chlebowski od lat jest moim przyjacielem i także od lat nic w naszych relacjach się nie zmienia.

 

A jaki jest Pana stosunek do tzw. afery taśmowej? Dzisiaj niektórzy oceniają, że to o wiele większy problem niż tzw. afera hazardowa, która cieniem położyła się choćby na Pana mentorze?

– To oczywiście sprawa, która – delikatnie mówiąc – obnażyła niski poziom dyskursu politycznego. Nauczony doświadczeniem, wolę jednak powstrzymać się od kategorycznych osądów do czasu całkowitego wyjaśnienia tej sprawy. Trzeba pamiętać, że póki co wszystko wskazuje na to, że nagrania zostały pozyskane w sposób nielegalny, zatem to także źle świadczy o osobach, które założyły podsłuchy. Zagadką pozostają także intencje.

 

Jak Pan ocenia destrukcję systemu emerytalnego dokonaną przez rząd? Nie razi Pana przeprowadzony proces nacjonalizacji prywatnych emerytur?

Zmiany w systemie emerytalnym nadal wywołują kontrowersje. Jednak decyzje te zostały podjęte z uwzględnieniem obecnej oraz przyszłej kondycji finansowej i gospodarczej Polski. Jako ludzie mamy to do siebie, że najczęściej interesuje nas to co „tu i teraz”. Zwykle trudno nam myśleć o tym, co będzie w przyszłości, jednak wszyscy obawiamy się tego, co będzie na starość. To zrozumiałe. Chcąc zabezpieczać własne potrzeby, rzadko myślimy szerzej. Wierzę, że rozwiązania podjęte przez rząd są na obecną chwilę optymalne i nie służą destrukcji, lecz ratowaniu systemu.

 

I jeszcze trudne pytanie: to Pan zarządzał spółką Rivendell, co się takiego stało, że spółka już nie istnieje?

– Sprawa Rivendella jest złożona i trudno odnieść się do tej sytuacji w kilku zdaniach. To raczej temat na osobny artykuł, który pozwoliłby wyczerpać temat, prezentując wszystkie okoliczności. Najkrócej mówiąc, gdy trafiłem do spółki Rivendell, już wtedy była ona w bardzo złej kondycji finansowej. Zaproponowany przeze mnie program naprawczy nie miał szans na powodzenie bez znacznego dokapitalizowania spółki. A to w tamtym czasie nie było możliwe. Robiłem zatem wszystko, aby ratować spółkę w taki sposób, na jaki pozwalały ówczesne finanse. Niestety, ekonomia jest dla wszystkich taka sama. Poważne problemy dotykają zarówno małe jak i duże firmy. W konsekwencji wspólnie zarządem Agencji Rozwoju Przemysłu, właścicielem większościowym, podjęliśmy decyzję o jej likwidacji.

 

Rozumiem, że FRW jest w zdecydowanie lepszej kondycji?

– Oczywiście! Kondycja Funduszu Regionu Wałbrzyskiego jest dobra. Jednak nie można porównywać tych obu podmiotów. FRW ma zupełnie inną strukturę i całkowicie inne zadania do zrealizowania. Nie jest to typowa komercyjna działalność. Fundusz Regionu Wałbrzyskiego jest fundacją, która stoi niejako po drugiej stronie. Mam tu na myśli jego społeczną rolę, u podstaw której leży wspieranie przedsiębiorczości i cennych inicjatyw obywatelskich, sportowych, kulturalnych. Wysoki poziom tej instytucji potwierdzają choćby rankingi oraz nagrody. Wśród najważniejszych, które otrzymaliśmy ostatnio, są wyróżnienie Banku Gospodarstwa Krajowego oraz „Muflon” dla najlepszej usługi Aglomeracji Wałbrzyskiej.

 

Zechce Pan zareklamować Fundusz Rregionu Wałbrzyskiego w 3 zdaniach?

– Jako instytucja od ponad 20 lat działająca w sferze biznesowej, nieustannie zachęcamy do rozwoju. Wierzymy, że jest to skuteczna metoda na podnoszenie konkurencyjności i atrakcyjności przedsiębiorstw z Dolnego Śląska. Wspieramy firmy i instytucje, dając do dyspozycji nie tylko naszą atrakcyjną ofertę pożyczkową. Osobom prowadzącym działalność gospodarczą lub planującym ją rozpocząć, dedykujemy programy pomocowe, realizowane zgodnie z polityką państwa. Naszym doświadczeniem służymy, świadcząc bezpłatne usługi doradcze i szkoleniowe.

(walbrzych4you.pl, RED)

Tagi: , , , ,