Konkurencję rozboli głowa

Polecamy20 sierpnia, 2014

logo_winieta_db2010pl_cmyk

 

 

 

 

 

Rozmowa z Piotrem Sosińskim, radnym Sejmiku Województwa Dolnośląskiego z Prawa i Sprawiedliwości.

 

Czy Prawo i Sprawiedliwość w Wałbrzychu liczy na sukces w tegorocznych wyborach samorządowych?

Piotr Sosiński: – Oczywiście! Aktualne sondaże poparcia dla partii politycznych pozwalają nam wierzyć, że znacznie poprawimy swój wynik sprzed 4 lat. W skali kraju mamy znaczną przewagę nad Platformą Obywatelską a na Dolnym Śląsku, czyli na obszarze największego poparcia dla PO, też mocno zyskaliśmy. Według sondażu Homo Homini poparcie dla PiS i PO w okręgu wałbrzyskim wyrównało się. To wszystko pozwala nam wierzyć w możliwy sukces. Liczymy na podwojenie naszej czteroosobowej reprezentacji w Radzie Miejskiej Wałbrzycha. Jest szansa także na władzę w powiecie ziemskim. Chcemy podjąć też walkę w wyborach prezydenckich.

 

Czy czuje Pan ciężar zbliżającego się starcia z Romanem Szełemejem, bo mówi się, że to Pan będzie kandydatem PiS w wyborach prezydenckich?

– Kilka miesięcy wewnętrznych konsultacji przyniosło efekt w postaci desygnowania mnie przez Radę Regionalną PiS na kandydata na prezydenta Wałbrzycha. Ale czas na oficjalną prezentację i pokazanie programu jeszcze przyjdzie. Póki co, mamy sezon wakacyjny i napięcie polityczne jest sporo mniejsze. Wyścig rozpocznie się we wrześniu. To będzie bardzo trudna walka. Do tego liczba rywali rośnie. Myślę, że oprócz osób z SLD i WWS pojawią się jeszcze nowe nazwiska.

 

Jakie główne zarzuty można postawić urzędującemu prezydentowi?

– Przede wszystkim brak racjonalnej gospodarki finansowej, drastyczne zadłużanie miasta. Do tego realizacja zbyt kosztownych projektów, takich jak remont placu Magistrackiego, odbudowa Górniczego Domu Kultury, czy renowacja stadionu na Nowym Mieście. Prezydent miasta nie zważa na to, że jest coraz mniej mieszkańców, a zatem obciążenia związane ze spłatą zobowiązań będą coraz boleśniejsze. Istotnym zarzutem jest też brak dialogu społecznego i uprawianie propagandy sukcesu. Rada miejska z miejskiej agory stała się miejscem długich tyrad prezydenta i bezkrytycznej aprobaty jego polityki przez milczącą większość radnych z PO i byłego SLD.

 

Ale Wałbrzych rzeczywiście się zmienia w ostatnich latach. Są nowe budynki komunalne, żłobki, widać remonty głównych dróg…

– Tak, ale nic nie ma za darmo. Miasto zaciąga kolejne kredyty, planuje się sprzedaż najważniejszych nieruchomości typu gmach urzędu miejskiego przy ul. Kopernika, czy palmiarnię, aby potem je odpłatnie leasingować. Poszukuje się kolejnych źródeł zwrotnego finansowania inwestycji. Ktoś będzie musiał za to zapłacić. To nie jest zrównoważony rozwój tylko mocne przeciążenie finansów miasta. Uwagę na to zwraca nie tylko opozycja, ale i Regionalna Izba Obrachunkowa.

 

Czy wobec tego PiS ma inną receptę na zmiany w Wałbrzychu?

– Tak. Przypominam, że samorząd ma zaspokajać bieżące, podstawowe potrzeby mieszkańców. Realizować politykę miejską, to zapewnić dobrą szkołę, tani transport, wodę, przyjazny urząd. Obawiam się, że ceną nowych, dużych projektów może być dalsze cięcie sieci szkół i podwyżki. My wybieramy stabilizację finansów miasta, większą powściągliwość w doborze kolejnych projektów. Ale też otwartą debatę o mieście, poprawę komunikacji obywatelskiej.

 

Wasze listy do Rady Miejskiej Wałbrzycha są już skompletowane?

– To ostatnie dni układania list, które oczywiście będą pełne. Cieszy obecność młodych kandydatów, a także osób spoza polityki. Pojawią się też niespodzianki, ale na ich prezentację przyjdzie czas. Dla naszych konkurentów obsada list w niektórych okręgach będzie sporym zaskoczeniem i, żartując, zapewne także przyczyną bólu głowy.

 

Proszę przypomnieć swoje dotychczasowe doświadczenie samorządowe.

– W latach 2007 –  2010 byłem wiceprezydentem Wałbrzycha odpowiedzialnym za sprawy edukacji i kultury. Mam się czym pochwalić. To wtedy rozpoczęliśmy działania związane ze Starą Kopalnią, pozycję instytucji kultury uzyskał Zespół Pieśni i Tańca „Wałbrzych”. Od 2010 roku do teraz jestem radnym wojewódzkim w sejmikowym opozycyjnym klubie PiS. Przygotowałem prawie 50 interpelacji i zapytań dotyczących naszego regionu.

 

Co Pan robi w życiu zawodowym?

– Od ponad dziesięciu lat jestem adiunktem w Wałbrzyskiej Wyższej Szkole Zarządzania i Przedsiębiorczości. To największa regionalna uczelnia, dająca sobie radę nawet w okresie niżu demograficznego. Ponadto prowadzę indywidualną praktykę radcy prawnego, specjalizuję się w prawie rodzinnym i administracyjnym. Obsługuję m.in. Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej w Świdnicy. Nie narzekam na brak zajęć.

 

Czy wobec tylu obowiązków ma Pan czas wolny?

– Wraz z małżonką, po Pracy, każdą wolną chwilę spędzamy z naszymi małymi synkami: Maksiem i Olusiem. Mam taki życiowy moment, że czas wolny to raczej godziny na osiedlowym placu zabaw, a nie np. górskim szlaku. Ale chłopcy szybko podrosną i będzie łatwiej o wspólne wyprawy rowerowe czy zwiedzanie Polski.

(walbrzych4you.pl, RED)

Tagi: , , , , ,