Piekło (2)

Polecamy15 sierpnia, 2018

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Rzućcie okiem, Drodzy Czytelnicy, na termometr za Waszym oknem.  Temperaturowy armagedon zdaje się przemawiać słowami Dante Alighieriego: „porzućcie wszelką nadzieję”. Nie ma zmiłuj się. Chce swoich wrogów doprowadzić do rozpaczy.

Mniej więcej do czterdziestki upały traktowałem przyjaźnie i nieco bezrefleksyjnie, trwając na plaży do granic cieplnego udaru, by po powrocie znad Bałtyku zaimponować opalenizną. Potem systematycznie traciłem serce do słonecznych kąpieli, aż w końcu moja tolerancja dla letniej aury okopała się na granicy 25 stopni. Więcej znoszę sporadycznie, a już długich, ponad 30-stopniowych przypalanek, wręcz nienawidzę. Pozbawiają mnie sił i energii, ograniczają mobilność, za mocno wiążą z telewizorem i komputerem, kasują plany. Należą do tych wrogów, których nie można unieszkodliwić.

Mimo inwazji gorąca, dzieje się sporo. Polskie piekło… Najwięcej wokół sądów, które władza chce zawłaszczyć w sposób wyjątkowo bezczelny i bezwstydny, nie licząc się z unijnymi ustaleniami oraz próbując ośmieszyć i poniżyć, także przy udziale prezydenta, największe prawnicze autorytety. Co tam autorytety, skoro twardy, a właściwie zatwardziały elektorat aż skowyczy z chorego upojenia, gdy może wartościowszym od siebie podgryzać spodnie i kostki. Nigdy nie sądziłem, że słowa „prawo i sprawiedliwość” obrosną takimi porostami, które mogą doprowadzić do wyeliminowania Polski z europejskiej wspólnoty krajów demokratycznych, normalnych i przewidywalnych.

Jak wielu innych, czekam na wspólny front parlamentarnych i pozaparlamentarnych ugrupowań opozycyjnych, będących w stanie, po okrzepnięciu, stawić czoła władzy, która uroiła sobie, że będzie wieczną. „Wszystkie ręce na pokład” – to powinno być niezmiennym i umacnianym gdzie się tylko da hasłem. Nie czas teraz na grymasy, osobiste ambicyjki, pielęgnowanie dawnych urazów i filozofowanie bez sensu, gdy chodzi o sprawę wagi najwyższej. Oczom nie wierzę i szlag mnie trafia, gdy czytam i słyszę wypowiedzi mości Czarzastego, Zandberga, Biedronia i innych mądrali na tzw. lewicy, walących w Platformę Obywatelską jak w bęben i podkreślających „socjal” PiS-u oraz czepiających się braku charyzmy Schetyny, który swoje wie i potrafi. Trzeba mieć oczy zalane bielmem, by w sytuacji dla państwa krytycznej, gdy waży się jego przyszłość, nie dostrzegać potrzeby jak najszybszego połączenia sił, by zwalczyć rozszarpujące je monstrum. Liczę jednak w obozie lewicy na trzeźwe oceny Andrzeja Rozenka.

Powtarzam na tych łamach po raz kolejny: nigdy PO nie była partią moich marzeń, widziałem i widzę jej błędy, zaniedbania i zaniechania, ale jest to teraz największe ugrupowanie opozycyjne, wokół którego powinny gromadzić się siły dobrej woli, ludzie z inicjatywą i pomysłami, jak zachęcić i pozyskać szerokie kręgi wyborców, także tych z przeciwnej strony. Opozycji należy pomagać, a nie podkładać jej nóg i wypominać bez końca sprawy (np. żałosne ośmiorniczki), które przy obecnych wyzwaniach stają się bzdurami. Czas na twórczą debatę i wskazywanie na wspólne (albo i nie), nowe przedsięwzięcia, przyjdzie dla obecnej opozycji po, mam nadzieję, wygranych przez nią wyborach. Nawiasem mówiąc: nie bardzo wiadomo, czym jest od pewnego czasu znaczna część lewicowego elektoratu. Zdrowe, proletariackie siły postępu, zastąpiły kręgi prawicowo – narodowo – klerykalne (dewocyjne), nastawione na obfitą pomoc państwa. Trzeba sobie poradzić (lub chociaż usiłować) z tym udziwnieniem.

Z „Polityki” wynotowałem sobie dwa istotne przemyślenia Mariusza Janickiego:

„Lewica czująca miętę do PiS jest politycznie bezużyteczna i nigdy nie zdobędzie szerszego poparcia”.

„Jakakolwiek formacja, która łamanie konstytucji będzie „bilansować” z 500 plus, nie ma szans na zostanie trzecią siłą polskiej polityki”.

W tym samym piśmie w podobnym tonie wypowiada się Malwina Dziedzic:

„To rzeczywiście nie są normalne czasy, więc aby być skutecznym, nad idealizm należy przedłożyć polityczny pragmatyzm. I mieć świadomość, że aby dojść do „innej polityki” i budować „fajne państwo”, kluczowe jest odsunięcie PiS. A dekompozycja opozycji i wzajemne podkopywanie to droga w przeciwnym kierunku”.

Koniecznością nadchodzących miesięcy jest pozbycie się w polskiej polityce egoizmów i „pamiętnictwa” oraz szukanie sojuszników po stronie demokratycznych, europejskich wartości, a nie krzykliwego populizmu. Tylko wtedy można myśleć o wyborczym sukcesie.

A na razie z nieba leje się żar…

Andrzej Basiński

Tagi: ,