Duże nie zawsze oznacza lepsze

Polecamy7 sierpnia, 2014

beata_zolnieruk

 

 

 

 

 

Właśnie wróciłam z Bułgarii. Po dość długim pobycie wybrałam się do sklepu, by uzupełnić braki związane z moją nieobecnością. Zawsze mam dylemat, czy udać się do małego sklepiku, gdzie nie wszystko kupię naraz, czy też wejść do jednego z marketów po cały asortyment. Tym razem znów wybrałam duży sklep. Muszę przyznać, że wychodząc z takiego molocha czuję się źle. Mam wtedy wyrzuty sumienia, że przyczyniam się do powolnej agonii małych przedsiębiorców.

Według prognoz Euromonitor International, liczba małych sklepów w 2025 roku, może się zmniejszyć w Polsce do 30 tys. Właściciele tych sklepów próbują ratować się przystępując do programów franczyzowych i przejmują logo dużych sieci, jednak nie zawsze udaje się przetrwać w ten sposób na rynku.

Dzisiaj, po raz kolejny uświadomiłam sobie, że zakupy w markecie, tak naprawdę dużo więcej mnie kosztują niż w małym np. osiedlowym sklepiku. Powodów jest kilka, ale na pierwszym miejscu wymienię cenę i już tłumaczę, co mnie spotkało. Na ogół, kiedy wracam z długiej podróży, to wstępuje we mnie wielka chęć ugotowania czegoś, co sprawi, że jeszcze przez chwilę poczuję smak innego kraju. Postanowiłam zatem na kolację ugotować tradycyjne danie bułgarskie. Nie mogło więc zabraknąć papryki. Spojrzałam na cenę i zapamiętałam – w zasadzie to tylko dlatego, że wciąż jeszcze porównywałam ceny polskie z bułgarskimi. Przy kasie jednak okazało się, że cena jest znacznie większa. Na początku Pani kasjerka stwierdziła, że papryka jest 3 zł droższa od ceny umieszczonej nad asortymentem. Po chwili jednak okazało się, że o 1 zł droższa. Oczywiście zapłaciłam za cały koszyk zakupów i tylko gdzieś tam w podświadomości został mały niesmak. Bo ile jeszcze w moim koszyku takich pozycji było?

Piszę o tym, ponieważ dość często widzę ludzi stojących przy kasie i tłumaczących ekspedientce o różnicach cen, tych nad towarem i tych na rachunku. Większość ludzi robi zakupy w dużych marketach, ponieważ wabią one niską ceną, a rzeczywistość jest taka, że ceny te mogą okazać się większe. Zakupy w marketach są też na ogół nieprzemyślane. Do wózka wrzucamy wszystko, co wydaje nam się potrzebne. No właśnie i tu jest sedno tego złudzenia. Drodzy Państwo tylko nam się wydaje! Bo tak naprawdę okazuje się, że rzeczy te zalegają później w naszych domach, a w rezultacie spowodowały wydatek zupełnie niepotrzebny.

Od dość dawna już zastanawiam się, dlaczego wciąż jeszcze robię zakupy w tych sklepach. Nie po raz pierwszy bowiem przyłapałam się na tym, że najwięcej niepotrzebnych rzeczy kupuję właśnie tam i na tzw. „okazjach”. A potem okazuje się, że połowa tych rzeczy nie jest mi do niczego potrzebna lub też np. jogurty kupione na zapas przeterminowały się, a pięknie wyglądające owoce na drugi dzień są już do niczego. Należy, zatem uważać i przestrzegać kilku zasad, by nie dać się oszukać złudzeniom i przyzwyczajeniu.

Upadające małe, często rodzinne sklepy – to efekt polityki poszczególnych samorządów. Sklepy wielkopowierzchniowe – zwolnione na ogół z podatku – nie są dyskryminowane tak, jak mali przedsiębiorcy. Kolejne galerie sprawiają, że swoje sklepy – na głównych ulicach czy rynkach – zamykają dotychczasowi właściciele. Pamiętajmy jednak, że nowe miejsce pracy w handlu wielkopowierzchniowym, to pięć etatów mniej w tradycyjnym.

Niestety na palcach jednej ręki możemy policzyć miasta, gdzie nie pozwala się budować marketów w niewielkich odległościach od centrum. Najczęściej nawet małe miasteczka mają po kilka takich sklepów! Wałbrzych wiedzie prym w tym temacie. Od kilku lat, sieci znanych sklepów rosną jak grzyby po deszczu. Włodarze miasta mają gdzieś małych przedsiębiorców, nie zdając sobie sprawy z tego, że to z ich podatków głównie egzystują. Jeśli tempo zmian na polskim rynku utrzyma się na takim poziomie jak dotychczas, to za pewien czas będziemy kupować wyłącznie w sklepach występujących pod marką dużych sieci.

Każdego dnia mamy wpływ na kształtowanie naszej wewnętrznej polityki gospodarczej i z każdą godziną niszczymy w ludziach – poprzez swoje zachowania i codzienne przyzwyczajenia – chęć do bycia przedsiębiorczym. A to przecież w naszych rękach jest los tych małych, często rodzinnych firm.

Beata Żołnieruk

Tagi: ,