Czy futbol znowu nas połączy?

Polecamy3 lipca, 2018

 

andrzej-basinski

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Balon kibicowskich oczekiwań związanych z mundialowymi występami zespołu Adama Nawałki, pękł z hukiem i rozerwał się na strzępy.

„Bez polotu. Bez sytuacji. Bez lidera. Bez pomysłu. Bez nadziei. Bez sensu. Zniszczyliście swoje i nasze marzenia. (…). Zmarnowaliście największą szansę waszego życia, żeby postawić sobie pomniki, napisać historie, które dadzą wam nieśmiertelność. Zabrakło wam jaj, żeby chociaż spróbować po to sięgnąć!”. Tak zrecenzował „popisy” naszych piłkarzy w „Przeglądzie Sportowym” Przemysław Rudzki, jego redaktor naczelny.

„W sześć dni spadliśmy z siódmego pietra do piwnicy” – to z kolei druzgocącą refleksja Kamila Grosickiego.

Trudno do tych ocen dodać coś odkrywczego i zawierającego naukę na przyszłość, jakąś radę, jak unikać kolejnych rozczarowań na futbolowych imprezach najwyższej rangi. Przyznaję, że trafia mnie szlag, gdy czytam o „dawaniu z siebie wszystkiego”. To trochę tak, jakby wszystkie rezerwy sił ofiarowali pacjenci szpitalnego OIOM-u, o których wiadomo, że po spadnięciu z łóżka mogą co najwyżej się czołgać i podpierać nosem. Dlaczego nasi najlepsi, po ostatnich przed wyjazdem do Rosji treningach w renomowanych ośrodkach, snuli się po boisku, jakby mieli przymocowane do nóg ciężkie kule, najczęściej grali do tyłu, podawali piłkę rywalom i dawali do zrozumienia, że zupełnie nie wiedzą, co robić, jak zasypiające dzieci we mgle? Dlaczego przestał ich nieść entuzjazm i wola pokazania czegoś większego? Pomeczowe tłumaczenia, w tym naszego lidera, brzmią śmiesznie i żałośnie. Wynikało z nich, że „biało-czerwonych” nie było stać było na przeskoczenie samych siebie. Taki jest stan na dziś i nic na to nie poradzą. No to co się, u diabła, stało, że doprowadzili się, albo ich doprowadzono do takiego stanu?! Wysoka pozycja w rankigu, chociaż wyraźnie naciągnięta, zobowiązuje do pokazania, że liczymy się w piłkarskim światku. A tu (piszę ten tekst przed ostatnim meczem z Japonią) kompromitacja, najgorsza drużyna (może wspólnie z Panamą) w gronie 32-zespołowej elity…

Zamykam oczy i przypominam sobie mistrzostwa świata w Niemczech w 1974 r. Z Argentyną na inaugurację wygraliśmy 3:2, z Haiti 7:0, z Włochami 2:1, ze Szwecją 1:0, z Jugosławią 2:1, tylko z RFN przegraliśmy 0:1, popychając piłkę na koszmarnym błocie, a Brazylię pokonaliśmy na koniec 1:0, grając już o medale. Wspaniałe, niezapomniane dni! Trzecie miejsce Polski, Grzegorz Lato królem strzelców! Plakat z naszą reprezentacją traktowałem jak relikwię, duma długo mnie rozpierała. A więc można…

Od kilku lat w Polakach narasta i nabrzmiewa wzajemna wrogość. Nigdy wcześniej polityka nie wyrządziła w nas tylu szkód i spustoszeń. Ale podczas meczów międzypaństwowych na stadionach i poza nimi kipiała rozentuzjazmowana ciżba (chociaż uboga muzycznie i tekstowo pieśń „Polska biało-czerwoni”, nieco denerwowała). Zwolennicy ugrupowania rządzącego, opozycji i ci, którzy do wyborczej urny nigdy się nie zbliżyli, popisywali się swoim wokalem i trzymali razem pod hasłem „Łączy nas piłka”. Atmosfera polityczna w najbliższych miesiącach i latach na pewno nie ostygnie. Czy futbol znowu wszystkich połączy i chociaż na kilka godzin rozładuje niebezpieczne napięcia oraz wleje w nas nieco radości?

Andrzej Basiński

 

Redakcja nie odpowiada za przedstawione dane, opinie i stwierdzenia, które stanowią wyraz osobistej wiedzy i poglądów autora. Treści zawarte w felietonie nie odzwierciedlają poglądów i opinii redakcji.

Tagi: ,