Warto zadać sobie to pytanie

Polecamy27 czerwca, 2018

stanislaw michalik

 

 

 

 

 

 

 

Motto z książki „Zniewolony umysł” Czesława Miłosza:

„Jeżeli dwóch się kłóci, a jeden ma rzetelnych 55 % racji, to bardzo dobrze i nie ma się co szarpać. A kto ma 60% racji? To ślicznie, to wielkie szczęście i niech Panu Bogu dziękuje! A co by powiedzieć o 75% racji? Mądrzy ludzie powiadają, że to bardzo podejrzane. No, a co o 100% racji? Taki, co mówi, że ma 100% racji to paskudny gwałtownik, straszny rabuśnik, największy łajdak.” (Stary Żyd z Podkarpacia )

Jest takie ważne pytanie. Towarzyszy ono każdemu człowiekowi bez względu na rasę i narodowość, poziom inteligencji i wykształcenia. Pytanie to brzmi: kto stworzył świat i jaki jest sens życia ludzkiego, a także sens tego wszystkiego, co się wokół nas dzieje?

To o czym opowiem za chwilę traktuję jako przypadek skłaniający do głębszej refleksji. Właśnie teraz sięgnąłem na półkę wypełnioną serią wydawniczą najważniejszych dzieł literatury polskiej i światowej pod nazwą „Kolekcja Gazety Wyborczej” z lat 90-tych. Liczy ona sobie kilkadziesiąt książek, którymi staram się do dziś wypełniać wolne chwile. Tym razem trafiłem na pozycję „Sztukmistrz z Lublina” Isaaka Bashevisa Singera.

Tak mało mówi się i pisze w Polsce o tym żydowskim pisarzu, laureacie nagrody Nobla w 1978 roku, a przecież jest on związany ściśle z jego krajem rodzinnym, którym jest Polska, a wątki fabularne wielu jego utworów mają miejsce na ziemiach polskich po powstaniu styczniowym.

Isaak Bashevis Singer pochodził z rodziny chasydzkich rabinów, kształcił się w żydowskim seminarium w Warszawie. W Polsce mieszkał do 1935, potem wyemigrował do USA i osiadł w Nowym Jorku, gdzie wydawał gazetę „Jewish Daily Forward”. Był autorem psychologicznych, a zarazem społeczno-obyczajowych utworów, podejmujących ważkie problemy etyczne, filozoficzne i religijne społeczności żydowskiej. Posługiwał się chętnie gawędziarskim stylem, zaczerpniętym z tradycyjnych żydowskich opowieści. „Sztukmistrz z Lublina” ukazał się w USA w 1960 r., w języku polskim dopiero w 1983.

Najbardziej prawdopodobną datą jego urodzenia jest 21 listopada 1902 – czytam w internetowych wyszukiwarkach. Przyszedł na świat w Leoncinie pod Warszawą, był synem rabina. Matka pisarza, Batszewa, także pochodziła z religijnej rodziny rabinackiej z Biłgoraja. To od imienia matki Singer utworzył swój pseudonim literacki.

Dla Isaaca Biłgoraj był źródłem natchnienia, wspominał po latach:

„Miałem możliwość widzieć przeszłość taką, jaką ona była. Zdawało mi się, że czas się cofnął. Żyłem żydowską historią”.

Ale to właśnie w Biłgoraju Singer zrozumiał, że nie pasuje do świata tradycyjnych Żydów, musi szukać swojej własnej drogi. Wyjechał do Warszawy, którą nazywał „miastem swoich marzeń i nadziei”, aby objąć posadę korektora w żydowskim tygodniku literackim „Literarisze bleter”. Załatwił mu ją starszy brat Joshua, pisarz, ówczesny redaktor pisma. W Warszawie Singer biedował, nawiedzały go myśli samobójcze. Związał się z Runią Poncz, młodą komunistką, która urodziła mu jedyne dziecko: syna. Nigdy oficjalnie nie wzięli ślubu.

W 1935 roku wyemigrował do Ameryki i tam miała miejsce jego kariera na polu literatury. Po otrzymaniu w 1978 r. nagrody Nobla powiedział, że traktuje nagrodę jako uznanie dla jidysz – języka wygnania, w którym nie ma słów dla takich pojęć jak „broń”, „amunicja”, „taktyka działań bojowych”. Premier Izraela Menachem Begin odniósł się krytycznie do pisarza za to, że nie tworzył w języku hebrajskim. Nazywany „współczesnym Homerem judaizmu” był atakowany za antysemityzm oraz erotyzm.

„W moich opowiadaniach tylko jeden krok dzieli dom modlitwy od seksu”- mówił sam o swojej twórczości.

Politycznie ukierunkowani luminarze literatury w Polsce nie odważą się publicznie powiedzieć, że Isaak Singer jest na równi pisarzem żydowskim jak i polskim. Ale to osobny temat. Isaak Singer zmarł w 1991 roku, a „Sztukmistrz z Lublina” należy do jego najsłynniejszych powieści.

Bohater tej powieści Josza Mazur, którego poza rodzinnym miastem nazywano Sztukmistrzem z Lublina, uchodził za bogatego, posiadał na obrzeżach miasta nad Bystrzycą posażny jak na owe czasy dom i zabudowania gospodarcze. Nie nosił brody, a do synagogi chodził tylko w święta Rosz Haszana i Jom Kippur. Jego żona Estera prowadziła koszerną kuchnię, przestrzegała szabasu i wszelkich nakazów. Mimo tego, że różnił ich stosunek do religii, w domu panowała harmonia, bo byli zdolni do wzajemnych ustępstw. Josza spędzał szabas w karczmie, w towarzystwie muzykantów, a nie jak przystało na wiernego Żyda w synagodze, zaś moralistom którzy usiłowali go sprowadzić na drogę cnoty odpowiadał zawsze: Kiedy byliście w niebie? Jak wyglądał Bóg?

„W karczmie Jasza udawał ateistę, choć w rzeczywistości wierzył w Boga. Wszędzie znać było rękę boską. Każdy kwiat drzewa owocowego, każdy kamyk i ziarnko piasku głosiło Jego obecność. Liście jabłoni, mokre od rosy, skrzyły się jak świeczki w porannym świetle. Dom stał na skraju miasta i Jasza widział przed sobą rozległe łany pszenicy, teraz zielonej, ale za sześć tygodni już złotożółtej, gotowej do zżęcia. Kto to wszystko stworzył? – pyta siebie Jasza. Czyżby słońce? Jeśli tak, to może słońce jest Bogiem”.

Lubelski magik zadaje więc sobie egzystencjalne pytania, bo nie jest od nich wolny od samego dzieciństwa obracając się w rodzinie Żydów wyznania Mojżeszowego, ale jednocześnie stykając się z Polakami żyjącymi w wierze chrześcijańskiej. Próbował zgłębić istotę rzeczy poprzez lekturę grubej księgi o prawach przyrody zakupionej w Warszawie. Znalazł tam wytłumaczenie dla wielu zjawisk fizycznych i materialnych, ale niestety, wiele pytań pozostawało wciąż bez odpowiedzi:

„Dlaczego ziemia przyciąga do siebie kamień? Co to właściwie jest przyciąganie ziemskie? I dlaczego magnes przyciąga żelazo, a miedź nie? Co to jest elektryczność? I skąd się to wszystko bierze: z nieba, z ziemi, ze słońca, z księżyca czy gwiazd?”

Oczywiście, nie odpowiem na te pytania, bo moim celem jest zachęcić do przeczytania książki. Jestem pewien, że znajdziecie w niej znacznie więcej wartości poznawczych i artystycznych i że zrobi ona duże wrażenie. Problem rozbieżności religijnych w wielonarodowościowej Rzeczpospolitej nie jest jedynym wątkiem tej powieści, a książka w miarę rozwoju akcji wciąga czytelnika jak dobry kryminał. Wiadomo, że nagroda Nobla nie spada z nieba, ale trzeba było na nią dobrze zapracować. A efekt tej pracy można znaleźć w każdej bibliotece.

Stanisław Michalik

Tagi: ,