Jestem dziś silniejszy

Polecamy23 lipca, 2014

Rozmowa z Andrzejem Sikoniem, byłym policjantem z Wałbrzycha, który został niesłusznie posądzony o dokonanie gwałtu.

sikon 

Ostatnio środki masowego przekazu obiegła wiadomość, że prokuratura nie skierowała do sądu oskarżenia w sprawie rzekomego gwałtu, którego miał się pan dopuścić w 2012 r.

Andrzej Sikoń: – Prokuratura Rejonowa w Wałbrzychu postawiła mi zarzut zgwałcenia i doprowadzenia do innych czynności seksualnych. Zrobiła to 20 kwietnia 2012 r., bagatelizując – wraz z funkcjonariuszami z Biura Spraw Wewnętrznych Policji – wszystkie oznaki i sygnały, na które zwracałem wówczas uwagę, świadczące o nienaturalnym, niekonsekwentnym i absolutnie niecharakterystycznym dla ofiar tego typu przestępstw zachowaniu się obu pań zgłaszających. Pod uwagę były brane tylko te, które w przyszłości mogły posłużyć jako materiał umożliwiający postawienie mnie w stan oskarżenia przed sądem. Następnie śledztwo przejęła Prokuratura Rejonowa  w Kłodzku. Skutkiem mojej walki o sprawiedliwość i dostarczania nowych dowodów na moją niewinność było to, że w grudniu 2012 roku (koniec okresu statystycznego) kłodzka prokuratura była zmuszona umorzyć śledztwo przeciwko mnie, a tym samym nie skierowała aktu oskarżenia do sądu.

 

Oznaczało to automatyczne zwolnienie z aresztu?

– Nie, na wolności przebywałem już od sierpnia 2012 roku. Zatem przez ponad 5 długich miesięcy walczyłem (w czasie trwania śledztwa prokuratorskiego) o zebranie maksymalnej ilości dowodów na to że jestem niewinny.

 

Co zrobił pan po umorzeniu śledztwa?

– Niezwłocznie postanowiłem skorzystać z przysługującego mi prawa i zapoznać się z aktami tego śledztwa. To, czego dowiedziałem się, studiując każdą stronę, każdy dokument w grubych 3 tomach śledztwa, na które Skarb Państwa wydał ponad 32 tysiące złotych, przerosło moje wyobrażenia. Przez kilka lat pracowałem również jako funkcjonariusz pionu dochodzeniowo-śledczego, zatem analiza procedur, dokumentów, opinii biegłych itd. nie stanowiła dla mnie większego problemu. Teraz nadszedł czas, bym zdobytą wiedzę wykorzystał w trakcie najważniejszego dla mnie śledztwa. Wtedy zrodziła się po raz pierwszy myśl , że jeżeli uda mi sie rozwiązać tę sprawę, to mam pełne prawo żądać odszkodowania i zadośćuczynienia za krzywdy wyrządzone mi przez wymiar sprawiedliwości.

 

I dostał pan odszkodowanie?

– Tak, to od samego początku było dla mnie oczywiste. Odszkodowanie zostało mi wypłacone przez Skarb Państwa. Za pomyłkę i błędne decyzje śledczych, władnych i decyzyjnych w moim śledztwie zapłaciliśmy wszyscy. Ja, moja matka i tysiące innych osób, które nie są niczemu winne. Miałem tego pełną świadomość i tylko dlatego odstąpiłem od założenia apelacji od wyroku sądu w kwestii wysokości zasądzonego odszkodowania.

Czy ktoś poniósł konsekwencje służbowe z tego powodu?

– Niestety, żadna z osób odpowiedzialnych za śledztwo w mojej sprawie do dziś nie poniosła żadnych konsekwencji: ani prawnych, ani dyscyplinarnych za katastrofalne w skutkach fałszywe oskarżenia, zeznania, czy nieadekwatnie czynności służbowe.

 

Czy nie można tego nazwać patologią systemu?

– W tym konkretnym, moim przypadku, nie może być mowy o żadnej patologii systemu. Moja sprawa, jak ustaliłem i na co mam dziesiątki dowodów, była od samego początku misternie zaplanowaną intrygą. Jednak, jak mnie nauczył mój pierwszy komendant – św. pamięci Pan Wieteska – i mój pierwszy nauczyciel fachu policyjnego – św. pamięci Marcin Senkowski – pamiętałem, że nie ma zbrodni doskonałej. To, czy wykryjesz daną sprawę, zależy wyłącznie od stopnia twojego zaangażowania i determinacji w tym co robisz. Reszta to tylko kwestia czasu. Mieli absolutną rację!

 

Co czuje policjant, który trafia do aresztu, w którym mogą przebywać przestępcy, których do niego wsadzał?

– Byłem przerażony, przestraszony i całkowicie osamotniony. Czułem się jak wrzucony do roju zdegenerowanych genetycznie szerszeni, które czyhają na najmniejszy nawet mój błąd, na okazję, by móc mnie dopaść i rozszarpać żywcem. Było to najbardziej ekstremalne „szkolenie”, jakie odbyłem w czasie swojej służby. Reszty nie ujawnię, bo jestem zobowiązany do zachowania tajemnicy. Dziś wiem, że scenariusze takich filmów jak „Symetria”, „Układ Zamknięty” czy literatura typu „Instrukcja 0066” to nie fikcja literacka, a rzeczywistość. Byłem szkolony do przetrwania w najcięższych, ekstremalnych warunkach. Myślę że ten egzamin zdałem z oceną co najmniej dobrą.

 

Mógł pan liczyć na pomoc bliskich, przyjaciół, współpracowników?

Był to czas bardzo drastycznej weryfikacji znaczenia tych słów. Zrozumiałem, że przyjacielem nie jest ten, który jest z tobą gdy masz pieniądze, gdy jest wszystko dobrze, lecz ten, który jest przy tobie gdy wali ci się świat na głowę, gdy spadasz na samo dno, gdy jesteś zerem. Wiem, że w życiu należy pamiętać o tych, którzy byli gdy nikogo nie było… Moja rodzina była pośrednią ofiarą szkalujących i bardzo krzywdzących komentarzy umieszczanych w mediach, gazetach, brukowcach. Nikt nigdy nie interesował się tym, jak moi najbliżsi sobie z tym poradzili, ich krzywda nigdy nie zostanie zmierzona, oszacowana, naprawiona. To teraz moja rola – muszę zrobić wszystko, by choć w minimalnym stopniu zrekompensować im krzywdę, jakiej doznali przez to, że zapragnąłem kiedyś być policjantem. To moja wina i już nigdy więcej nie narażę mojej rodziny na takie przeżycia.

 

Chce pan wrócić do pracy w policji?

– Chcę i to bardzo! Służbę w policji do końca życia będę nosił w sercu, ale patrząc przez pryzmat tego czego doświadczyłem, krzywdy jakiej doznałem ja i moja rodzina wiem, że nie mam prawa, chcąc realizować swoje dziecięce marzenia i pasje dorosłego człowieka, ponownie narażać moich najbliższych na ewentualne tak traumatyczne przeżycia. W moim przypadku cena realizacji pasji byłaby zbyt wysoka, a zachowanie egoistyczne.

 

Czy uporał się pan z tą sytuacją?

– Jestem dziś silniejszy i bogatszy w negatywne doświadczenie, nie bagatelizuję żadnych ostrzeżeń i znaków. Wiem że potrafię poradzić sobie w nawet największych tarapatach. Nadal sie uczę i obserwuję. Mam potężne wsparcie rodziny i przyjaciół… Stałem się konsekwentny i sprawiedliwy. Stawiam sobie kolejne cele w życiu… Chcieliście potwora, no to go macie!

 

A co pan dzisiaj robi?

– Jestem przede wszystkim zdrowy. Mam wspaniałą towarzyszkę życia Annę i cudowną, utalentowaną sportowo córkę Paulinę oraz kochającą matkę. Mam bardzo wąskie grono, ale za to prawdziwych przyjaciół. Prowadzę od 15 lat własną działalność gospodarczą w sektorze turystycznym, cały pozostały wolny czas poświęcam wieloletniej pasji jaka jest sztuka bonsai.

(walbrzych4you, RED)

Tagi: