Kwestia nabiału

Polecamy23 maja, 2018

 

Znajoma opowiadała mi zdarzenie z jej udziałem w kolekturze Lotto. Stojący w kolejce skracali sobie czas oczekiwania m.in. omawianiem niedawnych anomalii w przyznawaniu ministrom sowitych nagród. W pewnym momencie jedna z pań głośno zripostowała: „Ale Platforma to się nakradła!”. W odpowiedzi znajoma poprosiła ją o wskazanie przykładów złodziejstwa, na którym straciło państwo i ona sama. Mimo widocznego wysiłku umysłowego, zapytana nie potrafiła zilustrować swojego oskarżenia ani jednym faktem, co zostało w kolejce kąśliwie skomentowane. Zaznaczam, że opowiadająca mi to zdarzenie, nie jest sympatyczką PO, ani innej partii opozycyjnej, ale mierzi ją każde rzucone ot, tak sobie, kłamstwo i oszczerstwo.

Znajoma ma u mnie za swoją reakcję duży plus. Nie chodzi na demonstracje, nie pisze petycji protestacyjnych, ale robi co może, by przeciwstawić się bezmyślnemu i bezrefleksyjnemu lansowaniu i upowszechnianiu pospolitych głupot. Znam też innych, którzy potrafią przełamać opory i lęk przed reakcją jakiejś zbiorowości, wskazując na jaskrawy fałsz, z reguły wypowiedziany pod publiczkę. Każdy, kto ma chociaż mikrą obywatelską żyłkę, powinien w takich czasach, jak obecne, zająć stanowisko i umieć bronić swoich racji przed pospolitymi napaleńcami. To już będzie dużo, a gdy się takie postawy upowszechnią, można będzie z pewnym optymizmem patrzeć w przyszłość.

Inny obrazek, z telewizji. Wiadomy prezesunio uczestniczył w spotkaniu z sympatykami. W pewnym momencie prowadzący je odczytuje kartkę podaną z widowni. „Kiedy ich wreszcie będziecie wsadzać?!” zabrzmiało od stołu. Pytaniu towarzyszył aplauz sali, a kamery pokazały krotko roześmiane, ale i zacięte twarze. Główny aktor odparł, że wszystko odbędzie się w swoim czasie i znowu odpowiedzią był aplauz. Była to reakcja, która wymaga pochylenia się nad nią i stałego tłumaczenia, że telewizja Jacka Kurskiego zajmuje dalekie miejsce w rankingu dziennikarskiej rzetelności, a partia władzy skutecznie podjudza, by tę władzę utrzymać. Ale kto to będzie stale i publicznie tłumaczył, kto będzie miał na to czas, skoro oglądający wyłącznie TVKurski wiedzą swoje i nikt ich nie przekona, że zemsta (za co?) nie jest konieczna. W tych specyficznych naturach drzemie pielęgnowane od dziada-pradziada pożądanie wyrządzenia szkody myślącym inaczej, a prymitywna fraza „ONI kradną” jest nieustannie na topie. Ale z pojedynczymi, jak na wstępie, przypadkami swoistego nawiedzenia można cierpliwie i żmudnie próbować walczyć. Stara się to czynić w miarę możliwości także autor tego felietonu. Nie uważam tego za misję, a za obywatelską powinność.

Krótko po przejęciu władzy przez PiS i jego giermków, ogłoszono audyt poszczególnych resortów, mający wykazać ogromną skalę szkód pozostawionych przez poprzedników. Wyszła z tej propagandowej orgii ponura satyra, czyli nic. Władza, nie mając argumentów opluła opozycję, by wierny i dający się nabierać na takie numery elektorat mógł jakoś żyć ze swoimi urojeniami.

Od pewnego czasu karierę robi słowo „symetryzm”. Oznacza to, tłumacząc najprościej: „I jedni (PO) i drudzy (PiS) mają po równo za uszami, więc zachowajmy spokój”. Ma to być swoiście pojmowana bezstronność i obiektywizm wobec wszystkich stron każdego sporu, zachowanie równego dystansu do obu ugrupowań, a więc stanowisko niby sprawiedliwe. Lecz wypada ono żałośnie, a w obecnej polskiej rzeczywistości jest po prostu postawą szkodliwą i zwyczajnym tchórzostwem.

– Symetryzm jako naiwna i nieuczciwa interpretacja bezstronności staje się plagą życia publicznego. Najwyższy czas, aby uczulić opinię na (…) nadużycie kryjące się w tej manierze – pisze w „Polityce” („Pochwała asymetryzmu”) filozof Jan Hartman.

– Prawda nie leży pośrodku, prawda leży tam, gdzie leży – to jedna ze złotych myśli nieodżałowanego profesora Władysława Bartoszewskiego.

– Jestem bezstronny, nie trzymam ani z tymi, ani z tamtymi – to smętne tłumaczenie swojej bierności, a nawet lenistwa i nijakości oraz dziwnego strachu w sytuacji, gdy należy zająć stanowisko twarde, wyraziste i energiczne, zwłaszcza, gdy jedna ze stron w sposób ewidentny łamie konstytucję, lekceważy prawo, demonstruje butę i bezczelność, jest pewna bezkarności. Trudno, w podobnych sytuacjach trzeba wykazać się większą lub mniejszą odwagą, by nie patrzeć w lustro ze wstydem i zażenowaniem. No i trzeba chodzić na wybory.

– Bierność nie jest cnotą, a niezależność wymaga zaangażowania – nie bezczynności. Łatwo wzywać strony konfliktu do opamiętania, lecz trudno powiedzieć głośno, kto i dlaczego ma więcej racji (choć nie rację wyłączną). (…) Śmieszni są ci wszyscy, którzy z dumą ogłaszają swoje niezaangażowanie lub ogólne zbrzydzenie wszystkim, bo wydaje im się, że ich bierność czyni ich bardziej wolnymi i bardziej rozumnymi. Wręcz przeciwnie! Czyni ich miernotami, które swój narcyzm i lękliwość poczytują sobie za mądrość – głosi Hartman.

Czasy są teraz w Polsce trudne, coraz trudniejsze. Obojętność i próba za wszelką cenę przystosowania się do nich, to tylko pozornie podejście praktyczne. Nie, to obywatelski grzech. Bądźmy, każdy na swoim miejscu, niekoniecznie na licznej manifestacji, ale w kolejce do lady, wśród kolegów, przy grillu na majówce, przy rodzinnym stole, energicznymi stronnikami wyznawanych poglądów i obrońcami przyzwoitości. Wybaczcie, ale w takich czasach trzeba mieć po prostu jaja i to bez względu na płeć. Nabiał a sprawa polska – to brzmi dumnie!

Andrzej Basiński

 

Redakcja nie odpowiada za przedstawione dane, opinie i stwierdzenia, które stanowią wyraz osobistej wiedzy i poglądów autora. Treści zawarte w felietonie nie odzwierciedlają poglądów i opinii redakcji.

andrzej-basinski

Tagi: ,