Przy niedzieli

Polecamy9 maja, 2018

 

stanislaw michalik

 

 

 

 

 

 

 

Niedziela, to taki dzień tygodnia, w którym człowiek od samego rana czuje się świątecznie. Rano myje się dokładniej niż zwykle, goli i przystrzyga baki, pokrapia perfumami, wdziewa świeżą koszulę, siada do śniadania jakiś taki uśmiechnięty…

Odkąd tylko ludzie posiedli umiejętność mówienia, odtąd starali się robić to coraz piękniej. Można powitać żonę w niedzielny poranek: cześć kochanie, dobrze dziś wyglądasz, ale to nie to samo co powiedzenie: jesteś jak śnieżyczka skąpana ranną rosą w blasku wschodzącego słońca, promieniejesz uśmiechem. I od razu robi się w domu jak w operetce.

– Ależ ta kawusia dzisiaj jest pachnąca, a pianka aż łaskocze po gardle. Ślicznie ci w tej podomce i jak masz głowę w papilotach. Mogłabyś tak nawet do kościoła…

Człowiek stara się być przymilny, dowcipny. „Rozśpiewałby się w głos, jak ta wilga, jak ten kłos”. Gdzieś tam odżywa w pamięci fragmencik strofy Maryli Wolskiej, poetki młodopolskiej, autorki „Dzbanka malin” stylizowanego na wzór poezji ludowej. Ale kto dziś o niej pamięta. „Gdyby ludzie byli tacy, jako drzewa, jako ptacy”. Niestety ludzie są tacy jacy są.

Rozbijają się często po świecie w poszukiwaniu raju, by po jakimś czasie zdać sobie sprawę z tego, że człowiekowi wystarczy ten raj za oknem u siebie. Trzeba go umieć dostrzec i docenić i żadne osiągnięcia techniki, ulepszenia i unowocześnienia nie potrafią zastąpić tego cudu, którym może nas obdarować matka natura. Świat się zmienia, idzie z postępem. Wszechogarnia go elektronika, informatyka, internet. Idolami są wyperfumowani przez media celebryci. Każdy młodzieniec marzy o tym, by jego dziewczyna była jeśli już nie Miss Polonią, to co najmniej Natalią Siwiec, najsłynniejszą w Polsce boguszowianką, albo którąś z triumfatorek „tańca z gwiazdami”. Gdzieś umknęły w czasie zaprzeszłym te ideały i te marzenia, które przyświecały dawnym pokoleniom. Ale czy aby na pewno?

Oto fragment „Nowenny, czyli dziewięćdziesiąt dziewięć dytyrambów o szczęściu” poety z przełomu wieków XIX i XX, Jana Lemańskiego (przy okazji tego tytułu zwróćmy uwagę, że końcówka przy cenach produktów w naszych marketach, „99”, nie jest wcale pomysłem dzisiejszych specjalistów od marketingu). Spójrzmy, jakie warunki winna spełnić przyszła małżonka, by dać wymarzone szczęście mężczyźnie:

 

„Żeby na kuchni się znała,

I na me zdrowie chuchała.

Daj taką żonkę mi Ałła.

 

Higienicznych docieczeń,

Żeby grunt znała i leczeń,

I smaczną piekła mi pieczeń.

 

Znająca się na kredensie,

Na jarzynach, cieście, mięsie.

Gdy znasz taką – to żeń się…”

 

A oto inne jeszcze pragmatyczne wskazówki pozwalające żyć spokojnie i czuć się szczęśliwym:

 

„Pierwsze takie mam prawidło:

Kadzę wszystkim, bo kadzidło

Jeszcze nikomu nie zbrzydło.

 

Deklamuję słówka czułe,

Bardzo radzę tę regułę,

Chceszli zgodnie żyć z ogółem,

 

Czczę grosz. Dobra to maksyma,

Za grosz – wszystko się otrzyma;

Bez groszy – niczego nie ma.

 

Szczęście w firanek ażurze;

Szczęście w mebli politurze;

Szczęście w lampy abażurze.

 

Domek, niby małży koncha.

W domku-konsze małża-żonka

Przylepiona do mał –żonka.

 

Oto szczęścia abecadło:

Kuchnia, gdzie się warzy jadło,

I jadalnia, gdzie je stadło.”

 

Rozejrzałem się wokół siebie. Tak, wiem dlaczego dziś w ten pogodny niedzielny poranek jestem taki „śpiewający”. Właśnie mój „idealik” podsuwa mi pachnące pieczywo, czuję zapach świeżo zaparzonej kawy ze śmietanką. W promieniach słonecznych zabłysła politura mebli, zwłaszcza ten tapczan wyściełany powłoką skóropodobną, pękate fotele, biel ażurkowych firan, zwisający abażur, butelka „Kadarki” z najtańszego na świecie marketu „Biedronka” w cenie 9,99 zł, zerkająca na nas z otwartego barku. „Oto szczęścia abecadło”. I kto tu mówi, że tak wiele się zmieniło w porównaniu do dawniejszych czasów? Zmienia się tylko zewnętrzna szata, a wewnętrzne sedno natury ludzkiej pozostaje wciąż takie same. Nil novi sub sole (nic nowego pod słońcem).

I tym pogodnym akcentem kończę moje świąteczne medytacje. Mam nadzieję, że nie zmąciły one uroku niedzielnego poranka, a na osłodę dodam jeszcze maleńką triadę pt. „Staruszkowie” z tomiku „Czyhanie na Boga” Juliana Tuwima:

 

„Patrzymy sobie na ulicę, przez wpółotwartą okiennicę.

W czułka całujem cudze dziatki i podlewamy w oknach kwiatki.

Żyjemy sobie jak Bóg zdarzy, zrywamy kartki z kalendarzy.”

Miłej niedzieli. Niech nas łączy, nie dzieli!

Stanisław Michalik

 

Redakcja nie odpowiada za przedstawione dane, opinie i stwierdzenia, które stanowią wyraz osobistej wiedzy i poglądów autora. Treści zawarte w artykule nie odzwierciedlają poglądów i opinii redakcji.

Tagi: ,