Meandry sądowej logiki

Polecamy21 marca, 2018

bohun bartkiewicz

 

 

 

 

Jadąc 14 marca na kolejną już rozprawę apelacyjną w sprawie wałbrzyskich policjantów oskarżonych o śmiertelne pobicie Piotra Grucy, męczyła mnie myśl, bliska przekonaniu, że obydwaj oskarżeni zostaną przez ten sąd uniewinnieni. Myśl ta zrodziła się nie dlatego, że zwątpiłem w słuszność aktu oskarżenia, ale dlatego, że moje zaufanie do sądowych wyroków zostało w ostatnim czasie mocno nadwyrężone. Z myślą ową podzieliłem się ze spotkanymi na sądowym korytarzu oskarżycielem publicznym i posiłkowym, ale nie podzielili oni moich obaw, albowiem byli przekonani, że przedstawiony sądowi materiał dowodowy, aczkolwiek w głównej części oparty na poszlakach, nie budził wątpliwości co do winy oskarżonych. Pozostałem jednak przy swoim przeczuciu konstatując, że meandry sądowej logiki są niekiedy nie do ogarnięcia. I – jak się szybko okazało – moje przeczucie mnie nie myliło, bo sąd apelacyjny  – już prawomocnie – obu policjantów uniewinnił. Spojrzałem w tym momencie na oskarżonych i nie dojrzałem na ich twarzach wyrazu radości czy ulgi. Nie zwrócili się do siebie, nie podali sobie dłoni, jakby byli dla siebie całkowicie obcy, jakby się nie znali. Nawet na siebie nie spojrzeli. Ich twarze pozostały kamienne, co wywołało we mnie taką oto refleksję, że takiego właśnie rozstrzygnięcia byli pewni i takiego oczekiwali. I od razu podkreślę z ostrożności procesowej, że niczego nie sugeruję, bo myśl owa była jeno efektem mojej podejrzliwości, która wykształciła się we mnie w efekcie bardzo wielu lat służby w policji kryminalnej.

Wyroki prawomocne to rzecz święta i wszyscy muszą je honorować, co nie oznacza oczywiście, że muszę się z nimi zgadzać, bo życie pokazuje, że nawet Sąd Najwyższy potrafi wydawać wyroki, które ze sprawiedliwością nie mają wiele wspólnego. I myślę, że jest tak i w tym przypadku. Myśl ta oparta jest na mojej ocenie uzasadnienia wyroku i jestem przekonany, że prokuratura nie będzie miała żadnego problemu, aby w treści wniesionej kasacji wskazać wszelkie proceduralne uchybienia sądu, a także rzucającej się w oczy jego wewnętrznej sprzeczności. Myślę, że wykazując to, doprowadzi do uchylenia tego wyroku, który – w mojej skromnej ocenie – jest co najmniej dziwny.

Największe moje zdziwienie wzbudził absolutny brak odniesienia się sądu do uzasadnienia sądu z poprzedniego postępowania apelacyjnego, który uchylił uniewinniający wyrok wydany przez sąd I instancji. Otóż wówczas sąd apelacyjny (w odmiennym składzie) uznał, że do uniewinnienia oskarżonych może dojść tylko i wyłącznie w sytuacji, kiedy bez jakichkolwiek wątpliwości będzie można wykazać, że do pobicia Piotra Grucy doszło w czasie pomiędzy opuszczeniem przez niego komisariatu, a pierwszym telefonem wykonanym do jednego ze swoich kolegów. A dzwonił kilkakrotnie i to do kilku osób. Podczas tych rozmów skarżył się, że „pały” pobiły go na komisariacie, a więc wyraźnie wskazywał na to, że bił go więcej niż jeden policjant. A na ten komisariat zabrali go właśnie ci dwaj oskarżeni. Poza tym mówił, że nie może oddychać i bolą go żebra, i że chyba mu je połamali. Przypomnę, że dzieje się to niewiele ponad dwie minuty od opuszczenia komisariatu, co w sposób nie budzący wątpliwości wynika z materiału dowodowego. W uzasadnieniu obecnego wyroku sąd apelacyjny dwukrotnie podkreślił, że zeznań tych świadków nie można dezawuować, a więc odbierać im wiarygodności, z czego wynika, że Piotr Gruca został pobity na komisariacie. Zresztą takie przekonanie – oparte na dowodach procesowych i przedstawionych poszlakach – sąd formułuje wprost, stwierdzając między innymi, że relacje o wiadomościach uzyskanych od świadków pozwalają na ustalenie, że wobec Piotra Grucy użyto na komisariacie przemocy, i że w wyniku tego odczuwa on ból. A więc nie ma chyba wątpliwości, że jeżeli został tam pobity, to miało miejsce przestępstwo popełnione przez osoby przebywające w tym komisariacie. A było tam tylko pięciu funkcjonariuszy, w tym dwóch oskarżonych. Jednakże już w kolejnym zdaniu uzasadnienia sąd stara się dowód ze świadków osłabić, stwierdzając, że „ Na podstawie tych zeznań nie sposób ustalić, jakiego rodzaju przemocy użyto wobec Piotra Grucy. Czy został on uderzony pięścią, może płaską ręką, może jakimś narzędziem, a może został kopnięty”. Dziwna to konstatacja, bo wątpliwość ta nie niweczy przecież pewności, że został jednak pobity, w efekcie czego doszło do uszkodzenia śledziony, wywołując tym samym krwotok wewnętrzny, a także do połamania żeber. O tych połamanych żebrach sąd jednak nie wspomina, bo zdaje się jest to niewygodne dla dalszych jego rozważań. Muszę zatem uczynić to zamiast sądu i przypomnieć, że fakt połamania żeber został ujawniony dopiero podczas przeprowadzenia sekcji zwłok (poniedziałek), ale matka P. Grucy o połamanych żebrach mówi już przed sekcją (w niedzielę), bo wiedza ta wynikała wprost z treści informacji, przekazanych przez P. Grucę swym kolegom w czasie prowadzonych z nimi rozmów telefonicznych. Ale o tych nieszczęsnych żebrach sąd w ogóle nie wspomina, co ja odczytuję, że ma to na celu wykazanie, iż pobicia dokonać mogła tylko jedna osoba, co wynika ze stwierdzenia, że „sam charakter urazu, pękniecie śledziony, wskazuje na to, że powstał on od jednego uderzenia” – czyli bił jeden. Ale przecież są jeszcze złamane żebra, do czego doszło zapewne w wyniku kopnięcia, czego mógł dopuścić się drugi policjant. Takie pobicie trwa z reguły zaledwie kilka sekund. Mocny cios, upadek i kopnięcie. Jedno lub dwa, albo trzy. I koniec. Bijący wracają do wykonywania swych służbowych czynności. A na to, że dokonać tego mogli wyłącznie oskarżeni, wskazują zeznania trzech innych policjantów, będących wówczas w komisariacie, którzy nawet przez sekundę nie mieli fizycznego kontaktu z P. Grucą, albowiem nie opuszczali pomieszczenia dyżurnego. Natomiast P. Gruca również ani przez sekundę w tym miejscu się nie znajdował. Zresztą, co do faktu pobicia na komisariacie sąd nie ma żadnych wątpliwości, co wyraża w nader mocnych słowach: „ (…) w tym miejscu trzeba podkreślić, że ogromny sprzeciw sądu budzi to, że w ogóle użyto przemocy na komisariacie wobec osoby zatrzymanej. Jest to zupełnie niedopuszczalne, (…)”. No właśnie. Cały ten ciąg dowodów bezpośrednich i poszlak tworzy zamykający się łańcuch, wskazujący na to, że do pobicia doszło na terenie komisariatu, a mogli tego dokonać tylko ci, którzy go zatrzymali i w komisariacie mieli bezpośredni z nim kontakt fizyczny. Przeprowadzone dowody i przedstawione poszlaki nie mogą budzić jakichkolwiek wątpliwości, przez co (zgodnie z orzecznictwem Sądu Najwyższego i tzw. doktryną) zasada rozstrzygania wątpliwości na korzyść oskarżonych nie może mieć zastosowania. A ponadto powodują moje zdziwienie wobec końcowego stwierdzenia sądu, że „teza aktu oskarżenia o śmiertelnym pobiciu w komisariacie, którego sprawcami mieliby być oskarżeni, jest tylko jedną z możliwych tez, co do przebiegu tego zdarzenia.” Stwierdzenie to stoi w jawnej sprzeczności do prezentowanego wcześniej przekonania o pobiciu P. Grucy na terenie komisariatu. Dlaczego więc sąd zaprzecza sam sobie? Być może wymagać to będzie głębszych dociekań, albowiem sąd wydając wyrok uniewinniający, nie spełnił wymogu postawionego w uzasadnieniu poprzedniego rozstrzygnięcia sądu apelacyjnego, a jego dywagacje na temat możliwości pobicia P. Grucy przez innych sprawców, w innym miejscu i innym czasie, jest tylko powtórzeniem domysłów snutych przez obrońców. Domysłów nie popartych żadną konkretną i wiarygodną poszlaką. Możliwość taką prokuratura wykluczyła w trakcie naprawdę drobiazgowo przeprowadzonego śledztwa, na co wielokrotnie zwracały uwagę różne sądy zajmujące się tą sprawą. Warto więc podkreślić, że żaden z nich nie zarzucił jej, aby naruszyła art. 4 kpk, obligujący ją do badania oraz uwzględniania wszystkich okoliczności, przemawiające zarówno na korzyść, jak i na niekorzyść oskarżonych.

Wychodzi zatem na to, że P. Gruca na terenie komisariatu pobił się sam. Zaiste meandry sadowej logiki są niekiedy nie do ogarnięcia…

Janusz Bartkiewicz

www.janusz-bartkiewicz.eu

Tagi: , ,