Burza w szklance wody

Polecamy8 marca, 2018

 

bohun bartkiewicz

 

 

 

 

Miałem w tej sprawie głosu nie zabierać, ale zabiorę, ponieważ nie mogę ścierpieć tego słowotoku, jaki od ponad dwóch tygodni leje się z ekranów telewizorów w sprawie przypisywania Narodowi Polskiemu lub Państwu Polskiemu (tak zapisane jest w tej ustawie – JB) odpowiedzialności lub współodpowiedzialności za popełnione przez III Rzeszę Niemiecką zbrodnie nazistowskie. Taki zapis w ustawie o IPN został wprowadzony pod postacią art. 55a ust. 1 w noweli autorstwa przypisywanego wiceministrowi sprawiedliwości Patrykowi Jakiemu. Raban okrutny podniósł się na świecie z tej przyczyny, że jeden z izraelskich polityków, walczący w kampanii wyborczej o głosy swych rodaków, oskarżył Polskę o antysemityzm i próbę zaciemniania odpowiedzialności Polski i Polaków za zbrodnie dokonane na Żydach w czasie II wojny światowej i w latach następnych. Larum wielki podniósł się również w Polsce gdzie opozycja parlamentarna i pozaparlamentarna, zaczęła wołać wielkim głosem, że wprowadzone przepisy godzą w konstytucyjną wolność słowa i grożąc karą więzienia za korzystanie z tychże właśnie praw, naruszają obowiązujące Polskę przepisy prawa międzynarodowego.

Nie będę się w te szczegóły wgłębiał, bo to właśnie ciągłe ich nagłaśnianie rodzi moje zmęczenie tym tematem. Jest tak, ponieważ uważam całe to zamieszanie za burzę w szklance wody, dzięki której każda strona tego rzekomego konfliktu prowadzi swą cyniczną grę, mającą przynieść jej określone polityczne frukta. Bo pamiętać przede wszystkim należy, że dzieje się to tuż przed kampaniami wyborczymi w Izraelu i Polsce i każda ze stron (politycy z Izraela i PiS) chcą pokazać swoim potencjalnym wyborcom, że to nikt inny niż właśnie oni, stoją murem za ochroną ich praw i godności, na które niecne siły nastają coraz bardziej bezczelnie i brutalnie.

Urodziłem się po II wojnie i wychowałem w kraju, w którym nikt nie miał wątpliwości, że zbrodni na Żydach dopuścili się niemieccy zbrodniarze spod znaku swastyki, nie odbieranej wtedy jako hinduski symbol szczęścia, lecz budzącej w ludziach, jako symbol niesamowitych zbrodni, poczucie grozy. Nie słyszało się też, aby ktoś na świecie Polskę i Polaków o te zbrodnie oskarżał, chociaż ani w Polsce, ani na świecie nie ukrywano tego, iż zbrodni na Żydach dopuszczali się też pojedynczy obywatele Polski, którzy z różnych pobudek podjęli się współpracy z niemieckim okupantem, w tym z pobudek materialnych. Nikt w Polsce nie robił specjalnie rabanu z tego powodu, że ktoś gdzieś tam w świecie użył określenie „polskie obozy koncentracyjne”, albowiem wszyscy doskonale wiedzieli, że chodzi o obozy zbudowane na terenach okupowanej Polski przez władze III Rzeszy Niemieckiej, które za swą zbrodniczą działalność zostały osądzone i skazane przez Międzynarodowy Trybunał w Norymberdze. Określenie to funkcjonowało w jakimś wąskim obiegu publicznym z powodu swoistej prostoty języka angielskiego, ale jednak wszyscy doskonale wiedzieli, o co chodzi. Pamiętam, że w tamtych czasach powszechnie mówiło i pisało się, nawet w polskich podręcznikach do historii, o obozach koncentracyjnych w Oświęcimiu, Brzezince i innych i tak samo mówiło się (i mówi obecnie) o getcie warszawskim, łódzkim i innych. A przecież getta nie były zakładane przez polskie władze tych miast, tylko przez niemieckie władze okupacyjne. Tak więc powstanie w getcie warszawskim nie było skierowane przeciwko polskim władzom, bo tylko jakiś kompletny idiota mógł nie wiedzieć, że w tym czasie cała Polska znajdowała się pod okupacją państwa niemieckiego. A zdaniem idiotów nie ma potrzeby się zajmować. Dlaczego jednak nikt przeciw tym określeniom nie protestował i nie protestuje? Ano dlatego, że każde z nich funkcjonują w określonych okolicznościach historycznych, których nikt przecież na świecie nie kwestionuje. Podniesiona wrzawa spowodowała jedynie to, że teraz w światowych mediach pojawiają się rożnego rodzaju bzdury na ten temat, tak samo, jak w Polsce pojawiają się identyczne bzdury dotyczące tzw. żołnierzy wyklętych, czy funkcjonariuszy mundurowych służących totalitarnemu państwu, albo o nieistnieniu niepodległej Polski w latach 1944 – 2016. To wszystko jest tego samego kalibru i jest efektem tak zwanej polityki historycznej zapoczątkowanej przez PO i PiS, a obecnie twórczo rozwijanej pospołu przez obie te formacje polityczne, pozostające w pozornym klinczu politycznym. Bo ideowo są dziećmi tej samej matki i ojca.

Cała ta burza jest z gruntu fałszywa i wywołana, jak już wspomniałem, z czysto politycznych interesów. Przecież sławetny art. 55a, wprowadzony poprawką do IPN, nie wziął się z powietrza, czego – być może – wielu ludzi sobie tego po prostu nie uświadamia. Nie będę go przytaczał w całości, bo szkoda mi miejsca, więc od razu wskażę, że jego treść tylko w niewielkim zakresie różni się od przepisu, który w 2006 roku został wprowadzony do kodeksu karnego ustawą z dnia 18 października 2006 r. o ujawnianiu informacji o dokumentach organów bezpieczeństwa państwa z lat 1944-1990 oraz treści tych dokumentów (Dz. U. Nr 218, poz. 1592). Wprowadzony przepis ustanawiał przestępstwo „pomówienia Narodu Polskiego” a także wprowadzał odpowiedzialność karną (3 lata pozbawienia wolności) za publiczne pomawianie Narodu Polskiego o udział, organizowanie lub odpowiedzialność za zbrodnie komunistyczne lub nazistowskie. Przepis ten różni się z obecnym art. 55a ustawy o IPN tylko tym, że nie ma w nim mowy o zbrodniach popełnionych przez III Rzeszę Niemiecką. A przecież III Rzesza Niemiecka była jak najbardziej nazistowska, a więc żadnej różnicy nie widzę. Tamten przepis był nawet korzystniejszy, ponieważ pozwalał na karanie tych, którzy mogli przypisywać Narodowi Polskiemu (jakby to durnie nie zabrzmiało) odpowiedzialność za zbrodnie nazistowskie popełnione przez kolaboracyjne władze Francji lub np. Słowacji i Rumunii. Bo takie miały miejsce jak najbardziej. I jakoś wówczas żadne ośrodki polityczne w Izraelu i USA nie protestowały i w świat nie poszły bzdurne informacje o odpowiedzialności Polski i Polaków za zbrodnie pełnione na Żydach, Polakach i Cyganach, bo wszyscy doskonale wiedzieli, kto te zbrodnie popełniał. Jednakże z tymi durnowatymi przepisami uporał się polski Trybunał Konstytucyjny, który wyrokiem z 30 września 2008 r. uznał je za niezgodne z Konstytucją RP i wyrzucił do kosza. Wspomnę tylko, że obecna poprawka jest po prostu idiotyczna, bo nikt nie wyśle jakiegoś spec komanda, aby kogoś, kto za granicą popełnił przestępstwo z art. 55a, porwało i w kajdanach przywlekło do Polski, to z drugiej strony mówi ona o przestępstwie popełnionym wbrew oczywistym faktom. A fakty ustalają historycy, a nie prokuratorzy z IPN, a więc z tego tylko powodu mogą mnie, co niektórzy, pocałować w antypody mojej głowy.

Janusz Bartkiewicz

www.janusz-bartkiewicz.eu

Tagi: ,