Kultura kulturze nie równa

Polecamy11 lipca, 2014

lukasz ApolenisW ostatnim wydaniu „DB2010” (nr 25/200 z 3 lipca 2014 r. – http://db2010.pl/?p=1107 – dop. red.) pan Janusz Bartkiewicz, skądinąd naczelny felietonista tego tygodnika, w niezwykle barwnym, pełnym frazesów, wykładzie pouczał czytelników o pojęciu demokracji i wolności. Szkoda tylko, że temat ten potraktował bardzo pobieżnie, używając jednocześnie, co paradoksalne, zupełnie niedemokratycznego języka i sformułowań, których poziom bardziej przypominał mi niedawne zapisy z afery taśmowej, niż demokratyczną deliberację o prawie do wolności. Głównie z tego powodu pozwoliłem sobie zabrać głos w tej dyskusji.

Przyczynkiem wystąpienia pana Bartkiewicza była „Golgota Picnic”, a właściwie jej wałbrzyska premiera w wersji czytanej, którą próbowano przedstawić w dniu 27 czerwca 2014 roku w Teatrze Dramatycznym im. Jerzego Szaniawskiego. Dzięki kilkudziesięciu osobom, w tym poseł Annie Zalewskiej, udało się skutecznie zaprotestować przeciwko egzaltacji antychrześcijańskiego wystąpienia, które nazwano- chyba nazbyt przesadnie – sztuką. W wyniku powstałego oporu społecznego, wyrażono sprzeciw wobec zdezawuowania znaczenia męki Chrystusa i co więcej, dokonano tego właśnie w ramach poszanowania zasad demokracji i zachowania prawa do wolności.

W piątek, 27 czerwca 2014 roku, pod teatrem zgromadziło się wielu wałbrzyszan, w różnym wieku, którzy w sposób pokojowy zademonstrowali swój sprzeciw wobec przedstawienia odczytu obrazoburczej sztuki. Wystąpienia, którego wymowa godziła w ich szacunek i obrażała sumienia wyznawców wiary chrześcijańskiej. Odniosło to określony skutek – pani dyrektor po kilku minutach przerwała skandaliczne przedstawienie. Pana Bartkiewicza muszę jednak zmartwić – nie wymuszono tego groźbami, czy przemocą fizyczną. Grupa niezadowolonych skorzystała wyłącznie z przysługujących jej, właśnie dzięki demokracji, praw i trzeba przyznać, że zrobiono to niezwykle skutecznie. Szkoda tylko, że pani dyrektor nie odwołała odczytu przed jego właściwym rozpoczęciem. Doskonale zdawała sobie przecież sprawę, że w wielu miejscach w Polsce, z powodu „Golgoty Picnic”, trwają już masowe protesty. Obawiam się jednak, że dla pani dyrektor poczucie urażonej godności osób wierzących nie miało w tej sprawie żadnego znaczenia. Trochę to przygnębiające, choć w sumie mnie to nie dziwi- takie zachowanie doskonale wpisuje się w modną ostatnio retorykę postępującego nihilizmu i błędnego pojmowania wolności sztuki.

Pan Bartkiewicz, na łamach „DB2010”, wystąpił w obronie kilku osób, które w Wałbrzychu zapragnęły napawać się obrazoburczą sztuką. Równie dobrze ta garstka mogła przeczytać tekst „Golgoty” w sieci, bez konieczności angażowania Teatru Dramatycznego, który mógłby się w końcu zająć promocją bardziej wymagających intelektualnie widowisk. Notabene wspomnianych zwolenników spektaklu, zgromadzonych w sali Sceny Kameralnej, było mniej niż samych aktorów, co dodatkowo uwidacznia komizm całej sytuacji i ośmiesza opór pani dyrektor, by ostatecznie doprowadzić do rozpoczęcia czytanego występu.

W toku negatywnych sformułowań, skierowanych zarówno wobec osoby publicznej, poseł Anny Zalewskiej, jak i zwykłych ludzi – uczestników protestu, wyrażających swoje prawo do wolności i manifestowania- autor ubiegłotygodniowego felietonu zapomniał jednak o rzeczy najbardziej istotnej. Teatr Dramatyczny jest miejscem publicznym, finansowanym ze środków Urzędu Marszałkowskiego, a więc z podatków mieszkańców województwa dolnośląskiego, mających prawo do wyrażenia swojej opinii również w takiej sprawie. Trudno jest wytłumaczyć i obronić zachowanie dyrekcji placówki. Z jednej strony okazało się, że odczyt „Golgoty Picnic” nie został ujęty we wcześniejszym repertuarze, zdecydowano się go przedstawić ad hoc. Z drugiej strony występ był bezpłatny (pewnie, gdyby było inaczej, nie pojawiłby się na nim żaden, zainteresowany tą sztuką, widz). Ciekawe, czy jest to stała praktyka dyrekcji placówki, czy też schemat działań zarezerwowany wyłącznie dla najbardziej kontrowersyjnych sztuk, najlepiej tych antykatolickich?

Abstrahując od głównego wątku, skądinąd to zastanawiające, że tak chętnie szydzi się z Chrześcijaństwa, podważa się niekwestionowane znaczenie naszej religii w kształtowaniu Europy, a jednocześnie z taką samą odwagą i zapalczywością nie uderza się chociażby w wyznawców Islamu, czy Judaizmu? Czy piewcom postępującego laicyzmu brakuje w tej sprawie odwagi? A może wtedy konsekwencje mogłyby być znacznie bardziej dotkliwe i na pewno dużo mniej demokratyczne, więc nie warto rozpoczynać takiej polemiki?

Poruszając temat wolności pan Bartkiewicz powinien pamiętać, że wolność jednostki nie powinna przesłaniać wolności innych uczestników życia społecznego i politycznego. Przedstawiona przez felietonistę wizja uwzględnia jednak jedynie, utworzony przez samego zainteresowanego, subiektywny wymiar tolerancji. Każda inna opinia jest błędna i może zostać brutalnie zadeptana, czy to stekiem rynsztokowego słowotoku, czy też bezpośrednim ubliżeniem osobie, mającej inny pogląd w sprawie. Tym samym dochodzimy więc do największego absurdu ubiegłotygodniowej lektury. Osoba, która poucza nas o demokracji i wolności, sama jednocześnie daje nam przykład tego, że nie ma z tymi wartościami niczego wspólnego. Cóż za paradoks!

Łukasz Apołenis

Tagi: , ,