Zanim wybierzemy się do Pekinu

Polecamy15 lutego, 2018

 

stanislaw michalik

 

 

 

 

 

 

 

„Brama Niebiańskiego Spokoju” Zbigniewa Domino to interesujący dziennik z literackiej podróży do Chin w 1985 roku. Autor skorzystał z zaproszenia chińskiego związku literatów i z kilkuosobową grupą pisarzy przez miesiąc miał sposobność podróżować po tej nieogarnionej przestrzeni. Wprawdzie po powrocie uświadomił sobie, że na poznanie przeogromnych Chin nie starczyłoby życia, ale przynajmniej ma jakieś wyobrażenie o tym przeludnionym hegemonicznym mocarstwie.

W Pekinie miał okazję zobaczyć „Letni Pałac”, podmiejską rezydencję mandżurskiej dynastii Tsing z XVIII wieku, a obok niego fantastyczny Letni Park, szczytowe osiągnięcie sztuki ogrodowej. Czego tam nie ma?! Rozliczne kanały, stawy, stawiki, mosty, pagody rozsiane na pagórkach, rośliny ozdobne, fantazyjne malowidła, rzeźby, posągi. Do tego jaskrawość kolorów: złoty, błękitny, bordowy. Pomieszanie stylów, z dominacją barokowej przesadności. A ponadto teatr cesarski, pełen zdobień oraz malowideł i jeszcze słynna „Łódź Marmurowa” – cesarska zachcianka. Pałac i park w Pekinie wypełnione są zwiedzającymi. I tak jest przez cały boży rok. Niestety, Bóg tam jest inny, nie ten z naszego Kościoła. Mało tego. Objawił się znacznie wcześniej wraz z Buddą, który żył w latach 560-480 p.n.e. Narodził się w Indiach i stamtąd przez Bakterię dotarł do Chin. Trzydziestoletni Budda zostawiał żonę, dziecko, oddał się ścisłej ascezie i zbawieniu ludzkości. Głosił ideę braterstwa i miłości bliźniego. Doznawszy objawienia pod drzewem figowym w Benares ogłosił wszem i wobec „Cztery szlachetne prawdy”:

  1. Na początku życia jest cierpienie.
  2. Kto pragnie, ten cierpi (np. pragnienie miłości, bogactwa, władzy).
  3. Usuń pożądanie, usuniesz cierpienie.
  4. Drogą do tego jest „ośmioraka ścieżka” (wiara, postanowienie, mowa, czyn, należyte życie, dążenie, pamiętanie, medytacja).

Buddyzm to wiara w reinkarnację, to odrzucenie pośredników w rozmowie z Niebem. Ta religia, choć nie jedyna, odgrywa istotna rolę w życiu Chin. W centrum drugiego co do wielkości miasta Chin, Szanghaju, znajduje się świątynia „Nefrytowego Buddy”. Być w Szanghaju, a nie widzieć klasztoru z posagiem Buddy, to tak jak być w Rzymie, a nie zwiedzić Forum Romanum. Głuchy odgłos bębnów, tajemny nastrój kadzidła. Krzątający się mnisi w pomarańczowych szatach i z wygolonymi głowami. Ogromny ołtarz Bogini Miłosierdzia, która jako żywo przypomina naszą „Czarną Madonnę” z Częstochowy. Posąg siedzącego Buddy z podwiniętymi nogami wyrzeźbiony z jednego olbrzymiego kamienia nefrytu, przywieziony ongiś z Birmy, znajduje się w osobnej pagodzie ukrytej w głębi klasztoru. Wchodząc tam trzeba zdjąć obuwie, dopiero wtedy można stanąć przed jego tajemniczym obliczem. W jednej z kadzielnic co gorliwsi turyści palą banknoty, składając w ten sposób symboliczną ofiarę, żeby przodkom w zaświatach pieniędzy nie brakowało. Mnisi jednak wyraźnie wolą, by pieniądze trafiały do rozstawionych gęsto skarbonek.

Czytam o tym wszystkim i czuję ulgę, ogarnia mnie „niebiański spokój”. Jako katolicy rzymscy nie odbiegamy zbyt daleko od ludzi Dalekiego Wschodu. Mało tego, jesteśmy mądrzejsi, wolimy wrzucać ofiarę na tacę. Zapach palonych banknotów jest dla nas obcy. Mamy też własne obyczaje i autorytety. Nie musimy sięgać do wzorów dalekowschodnich.

To dobrze, że Wałbrzych sięgnął do korzeni, ze znalazł kandydatkę na swoją patronkę w osobie prześlicznej księżnej z Książa, Walijki Daisy. Walia może okazać się nam tak samo bliska jak Irlandia, czego dowodów dostarczyli kibice z tej odległej, choć bliskiej naszemu sercu wyspy na nie tak dawnych mistrzostwach Europy w piłce nożnej. Mamy tak wiele wspólnego w historii.

Możemy też czerpać wzory z krajów azjatyckich w religii i formach jej uprawiania. Coraz wyraźniej dociera do nas idea ekumenizmu w szerokim znaczeniu tego słowa, a więc zbliżeniu chrześcijan do innych religii. Ale to jest osobny temat, wymagający spełnienia ostatniej z „ośmiorakiej ścieżki” – ścieżki medytacji, do czego gorąco namawiam.

Czytam o dziwach pałacu i parku ”Ihojuan” w Pekinie i myślę sobie, że mieszkając na wałbrzyskiej ziemi nie musimy tak bardzo zazdrościć Chińczykom. Mamy przecież „pod ręką” zamek w Książu i rozległy park, wprawdzie nie wypełnione tak bogato dziełami sztuki i rzemiosła artystycznego, ale za to w jak malowniczym, urzekającym miejscu. Mamy też powody by być dumnymi i cieszyć się z tego, że zamek jest w odnowie, staje się coraz piękniejszy i ciekawszy, że odbywają się w nim atrakcyjne imprezy kulturalne, ze coraz mocniej promieniuje kulturą i historią w całym regionie wałbrzyskim.

Zawsze to będę powtarzał, stwierdza stały komentator mojego blogu, lekarz z Jugowa, Henryk Gąsiorek, że Ziemia Kłodzka to najpiękniejszy skrawek Polski. To magiczne stworzone dla turystów miejsce na Ziemi – ciągle jeszcze nie dostatecznie odkryte.

Ziemia Kłodzka to coś więcej niż drugie Zakopane – to takie samo piękno przyrodnicze i krajobrazowe, a dochodzą do tego walory uzdrowiskowe Polanicy-Zdroju, Dusznik, Kudowy, Długopola i Lądka-Zdroju, atrakcje cudownie położonych miast – Kłodzka, Bystrzycy Kłodzkiej i Nowej Rudy. Czesi potrafiliby to lepiej docenić. I nie dziwmy się, że do 1958 r. walczyli o ten unikalny skrawek raju w Sudetach twierdząc, że mają do tego prawo, tak jak Polacy do Śląska.

Dla wytrawnych smakoszy sztuki architektonicznej mamy też rzecz wyjątkową, jak w naszym sięgającym dopiero po standardy europejskie kraju. To Park Miniatur w Kłodzku. Jeszcze mało się o tym słyszy i pisze, bo to zupełne novum, otwarte od paru lat. Dla osób, które już tam były – niewyobrażalna jak dotąd szansa wspaniałego spędzenia czasu dorosłych z dziećmi, bo – obok urzekających miniatur najwspanialszych zabytków architektury z całego świata, wśród których znajduje się też nasz wałbrzyski Książ – twórcy parku stworzyli mnóstwo placów zabaw dla najmłodszych.

Będąc jednak lokalnym patriotą jestem przekonany, że  warto najpierw poznać i spenetrować to co mamy znacznie bliżej, a więc ziemię wałbrzyską. To może nawet jest na plus, że nie jest tak okrzyczana, choć nie mniej atrakcyjnych miejsc mamy tu bez liku. Sam Wałbrzych wyrasta na prawdziwą stolicę zagłębia turystycznego, a przecież obok mamy urocze uzdrowiska w Szczawnie i Jedlinie, mamy tajemnicze podziemia w Górach Sowich, troche dalej historyczną twierdzę w Srebrnej Górze, a zdecydowanie bliżej mamy ruiny zamków piastowskich i znakomite szlaki turystyczne w Górach Wałbrzyskich, Kamiennych i Sowich. Można by tak wymieniać jeszcze długo, ale właśnie temu tematowi poświęciłem obszerną książkę (licząca ponad 400 stron) „Wałbrzyskie powaby”. Można ją „zdobyć” jeszcze tylko w bibliotekach, bo wydawca (powiat i miasto Wałbrzych) póki co nie są zainteresowane jej wznowieniem…

Myślę, że do Pekinu i innych dalekich krajów azjatyckich jest nam daleko, a wielu podróżników po świecie i turystów po powrocie z wojaży potwierdzi stare porzekadło: wszędzie dobrze lecz najlepiej w swoim domu.

Stanisław Michalik

Tagi: ,