Tygodnik DB2010

Niewinny…

 

bohun bartkiewicz

 

 

 

 

Do Sądu Rejonowego w Wałbrzychu jechałem lekko zaniepokojony, chociaż nie wyobrażałem sobie, aby sąd ten przychylił się do zarzutu prokuratora z Instytutu Pamięci Narodowej, jakoby Leszek Lamparski, jako Komendant Wojewódzki Milicji Obywatelskiej w Wałbrzychu, dopuścił się 94 zbrodni przeciwko ludzkości przez to, że przed opublikowaniem w Dzienniku Ustaw Dekretu o stanie wojennym, podpisał 94 decyzje o internowaniu działaczy „Solidarności”. O sprawie tej na łamach Tygodnika DB 2010 pisałem dwukrotnie, więc nie będę ponownie przywoływał tła tamtych wydarzeń i ich późniejszych ocen prawnych, historycznych i politycznych, jakie się w obiegu publicznym przez te wszystkie lata pojawiały. Ważne jest to, że 12.02.2018 roku Sąd Rejonowy w składzie trzech sędziów zawodowych uniewinnił gen. Leszka Lamparskiego od postawionego mu zarzutu, a w ustnym uzasadnieniu wyroku przedstawił argumentację uzasadniającą takie rozstrzygnięcie.

Sąd w pierwszej kolejności podkreślił, że przedmiotem sprawy nie było dokonanie oceny zasadności wprowadzenia stanu wojennego, albowiem przedmiotem tym było rozpoznanie zarzutu postawionego generałowi Leszkowi Lamparskiemu, który w sposób bardzo konkretny został opisany w akcie oskarżenia. Jednakże w ocenie sądu nie ma podstaw do przypisania mu sprawstwa, albowiem – biorąc pod uwagę treść i zakres zarzutu – zachodzi sytuacja wyłączająca jego winę. Prokurator zarzucił mu to, że 12 grudnia 1981 roku wydawał decyzje o internowaniu wskazanych mu osób, w sytuacji, kiedy nie dysponował żadną podstawą prawną, albowiem „Dekret o stanie wojennym” został uchwalony przez Radę Państwa parę godzin po północy (z 12 na 13 grudnia), a więc de facto 13 grudnia. Jednakże w ocenie sądu okoliczności faktyczne wskazują, że działał on w warunkach błędu, a zgodnie z ustawą: nie popełnia przestępstwa ten, kto pozostaje w usprawiedliwionym błędzie co do okoliczności znamion czynu. Istotnym jest to, że w chwili wydawania decyzji o internacji L. Lamparski nie wiedział i nie mógł wiedzieć, że dekret uchwalono dopiero 13 grudnia i nie było takich możliwości, żeby mógł się o tym dowiedzieć. Sąd zwrócił uwagę, że decyzje o internowaniu były wydawane na drukach, które były już wcześniej przygotowane, przez co zawierały błędne informacje o przywołanej podstawie prawnej internowania (dekret), ale zdaniem sądu jest to okolicznością prawnie nieistotną. Sprawą kluczową jest to, że L. Lamparski, jako komendant wojewódzki Milicji Obywatelskiej, dysponował przekazanym mu projektem dekretu, który w istotnej części zawierał te przepisy, jakie znalazły się w później uchwalonym akcie prawnym Rady Państwa. Konkretnie chodzi o treść art. 42, stanowiącego podstawę internacji oraz art. 61, który mówił, że ten akt prawny wchodzi wprawdzie w życie z dniem ogłoszenia, jednakże posiada moc prawną z chwila jego uchwalenia. Sąd szczególnie podkreślił, że L. Lamparski w chwili podejmowania decyzji  działał w świadomości i w przekonaniu, że dekret ten został już podjęty i ma moc obowiązującą. O tym, że ten akt prawny został podjęty w nocy z 12 na 13 grudnia, a faktycznie już 13 grudnia i następnie opublikowany dopiero 17 grudnia, nie wiedział i nie mógł wiedzieć. Jest to bowiem wiedza, którą ustalono w sądzie lata później, na podstawie zeznań świadków uczestniczących faktycznie w uchwalaniu „Dekretu o stanie wojennym”, czyli członków Rady Państwa i osób odpowiedzialnych za stan wojenny. To się udało po latach ustalić – podkreślał sąd, a oskarżony działał w błędnym przekonaniu, czyli istniała różnica między jego przekonaniem, a rzeczywistością, której oskarżony nie był w stanie zweryfikować w tych okolicznościach, jakie były wtedy mu dane.

W dalszej części uzasadnienia sąd zwrócił uwagę, że praktyka prawa w Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, przywoływana przez obrońcę w mowie końcowej, ale sądowi również znana, była taka, że wielokrotnie uchwalano różnego rodzaju akty prawne, których ogłoszenie następowało w dacie późniejszej, ale ich obowiązywanie miało miejsce już od daty uchwalenia. Nawet uchylenia stanu wojennego dokonano w taki sam sposób, czyli aktem prawnym z mocą obowiązującą od chwili jego podjęcia. Takich przykładów – zdaniem sądu – jest mnóstwo, bo w czasach PRL brak było jednoznacznego unormowania w tym zakresie i przepisy takie sytuacje dopuszczały. W ocenie sądu, generał Lamparski w chwili podejmowania decyzji administracyjnej nie miał możliwości dokonania takiej wykładni, której po latach dokonał Sąd Najwyższy i Trybunał Konstytucyjny, oceniając zgodność dekretu o stanie wojennym z konstytucją. Do takich konkluzji, że faktycznie 12 grudnia nie było jeszcze „Dekretu o stanie wojennym”, dochodzono po przeanalizowaniu obowiązujących przepisów, poglądów, doktryny, po dokonanych przez prawników wykładniach prawa. Leszek Lamparski takiej wykładni nie zrobił, bo nie miał takich możliwości i nie był do tego uprawniony. Zdaniem sądu przekłada się to na to, że w zakresie postawionego mu zarzutu nie można mu przypisać winy, skutkiem czego obowiązkiem sądu było jego uniewinnienie.

Kończąc swe uzasadnienie, sąd zwrócił jeszcze uwagę na to, że aktem oskarżenia nie były objęte te okoliczności, które sąd ustalił, a co do których nie ma wątpliwości, że internowani zostali pozbawieni wolności w sposób de facto naruszający ich prawo, w sposób uwłaczający ich godności, że w czasie internowania przebywali niekiedy w niedopuszczalnych warunkach bytowych, że członkowie ich rodzin nie wiedzieli co się z nimi działo. Oczywiście wszystko to było zachowaniem negatywnym, ale nie objętym aktem oskarżenia, który obejmował jedynie zarzut wydania decyzji o internowaniu na podstawie nieistniejącego aktu prawnego, ale tego – zdaniem sądu – L. Lamparskiemu nie można przypisać na podstawie istniejących okoliczności wyłączających winę oskarżonego, na które sąd w uzasadnieniu wskazał i stąd takie rozstrzygnięcie.

Co do wyroku – nie złożono zdania odrębnego, a wyrok jest nieprawomocny i stronom przysługuje odwołanie. Po ogłoszeniu wyroku zasiadająca w ławach dla publiczności grupka reprezentująca środowiska wałbrzyskiej prawicy opuściła salę z okrzykami „Hańba dla sądu” i „Hańba dla Polski” i udała się do prezesa tego sadu, aby zaprotestować, a faktycznie donieść na skład orzekający, że wydał orzeczenie nie po ich myśli.

Janusz Bartkiewicz

www.janusz-bartkiewicz.eu

Tags: , ,

Sorry, the comment form is closed at this time.

Tygodnik DB 2010 – Gazeta Aglomeracji Wałbrzyskiej