Generał czeka na wyrok

Polecamy2 lutego, 2018

bohun bartkiewicz

 

 

 

 

Proces generała Leszka Lamparskiego (byłego Komendanta Komendy Wojewódzkiej Milicji Obywatelskiej w Wałbrzychu i pierwszego Komendanta Głównego Policji) w zasadzie zbliżył się już do końca i 29 stycznia br. prokurator Instytutu Pamięci Narodowej oraz obrońca oskarżonego, mecenas Jerzy Świteńki, wygłosili swe mowy końcowe, w których prokurator zażądał skazania Leszka Lamparskiego na 3 lata bezwzględnego pozbawienia wolności (kara łączna), natomiast obrona wnioskowała o jego uniewinnienie lub ewentualnie o umorzenie postępowania z powodu przedawnienia ścigania oraz z faktu, że zarzucany czyn nie wypełnia znamion wskazanych w prawie międzynarodowym.

Tu muszę przypomnieć, że IPN, poprzez swego prokuratora, zarzucił Leszkowi Lamparskiemu popełnienie 92 zbrodni przeciwko ludzkości, przez to, że podpisał decyzje o internowaniu tyluż właśnie członków NSZZ Solidarność z terenu byłego województwa wałbrzyskiego. W zasadzie bez zdziwienia wysłuchałem informacji, że internowane osoby nie były członkami związku zawodowego o charakterze ruchu społecznego, tylko członkami organizacji politycznej, a pozbawienie ich wolności (internowanie) miało charakter zemsty politycznej, co w przypadku oskarżonego wiązało się też ze szczególnym osobistym zaangażowaniem. Jestem przekonany, że zaliczenie Solidarności do organizacji politycznej było celowym wybiegiem prokuratury, albowiem represje polityczne wobec członków takiej organizacji (legalnej) są zakazane przez prawo międzynarodowe, którego Polska (wówczas Polska Rzeczpospolita Ludowa) zobowiązała się przestrzegać. Ponadto, według oskarżyciela, zarzucanego mu czynu Leszek Lamparski dopuścił się bez podstawy prawnej, albowiem w dniu podpisywania decyzji o internowaniu, dekret o stanie wojennym nie był jeszcze ogłoszony w Dzienniku Ustaw, co nastąpiło dopiero 17 grudnia 1981 roku.

Trudno w krótkim felietonie zobrazować to, co w swej mowie obrończej przedstawił mecenas Jerzy Świteńki, ale mogę zapewnić, że dla mnie osobiście było to perfekcyjne przedstawienie faktów o charakterze zarówno prawnym, jak i historycznym, zawierające również pewne wątki osobiste związane z osobą obrońcy, który podkreślił, że on sam w tamtych czasach „nie stał tam, gdzie stało ZOMO”, ale dokładnie i czynnie po stronie przeciwnej. Charakterystycznym dla tego procesu było to, że przesłuchiwani świadkowie (pokrzywdzeni) – poza jednym – podkreślali, że o ile samo internowanie odczuli jako coś krzywdzącego i wysoce niesprawiedliwego, to do generała Lamparskiego nie mieli i nie mają osobistych pretensji, co świadczyć może również i o tym, że zdawali i zdają sobie sprawę z tego, iż podpisując te nieszczęsne decyzje działał on w granicach nałożonego na niego obowiązku. Na tym tle moje zażenowania wzbudziła postawa ówczesnego zastępcy komendanta wojewódzkiego ds. służby bezpieczeństwa , płk. Henryka F., który przesłuchany w charakterze świadka, jako odpowiedzialnego za wydawanie decyzji o internowaniu wymienił właśnie oskarżonego, chociaż to on, a nie gen. Leszek Lamparski nadzorował tworzenie przez jego podwładnych list przeznaczonych do internowania, z czym nie tylko oskarżony, ale i pozostali funkcjonariusze Milicji Obywatelskiej jemu podlegli nie mieli z tym nic wspólnego. A to właśnie te zeznania przywołał w mowie końcowej prokurator, co w jego zamyśle miało stanowić szczególny dowód winy generała. Smutne dla mnie było również i to, że przesłuchani inni byli funkcjonariusze SB, okazali się ofiarami „epidemii niepamięci” i nie przyczynili się do wykazania, że to nie Leszek Lamparski listy te tworzył i nie on decydował, kto się na nich znajdzie. Nie wiem jakie będzie rozstrzygniecie sądu, który swój wyrok ogłosi 12 lutego 2018 r., ale z wielką nadzieją oczekuję, że sąd ten uzna przedstawione przez mecenasa Świteńkiego fakty i tezy za niepodważalne dowody niewinności i gen. Leszka Lamparskiego uniewinni.

Ponieważ, jak już napisałem, nie mam tu miejsca na streszczenie mowy obrończej, ograniczę się zatem tylko do kilku – w moim przekonaniu – najistotniejszych tez obrony. Otóż mec. Świteńki szczególnie podkreślił – na co chyba nikt do tej pory nie zwracał uwagi – znaczenie i rolę tak zwanego zwyczaju legislacyjnego istniejącego nie tylko w PRL, ale także i w czasach po 1989 roku. Polega on na tym, że bardzo wiele uchwalonych przepisów (aktów prawnych) wchodzi w życie z dniem uchwalenia, a nie z dniem jego ogłoszenia w Dzienniku Ustaw. Odnosząc się do tej praktyki, mec. Świteńki przypomniał, że dekret o stanie wojny z Niemcami został podpisany przez prezydenta Mościckiego 1 września 1939 roku, a ogłoszony dopiero 9 września. Czy zatem można powiedzieć, że podjecie działań wojennych przez naczelne dowództwo sił zbrojnych, było działaniem nielegalnym? Nikt się chyba na takie stwierdzenie nie odważy. Podjęcie decyzji o wprowadzeniu stanu wojennego miało zapobiec nie tylko chaosowi i anarchii wywołanej nieodpowiedzialnymi planami przywódców Solidarności, ale także odsunięciu realnego zagrożenia obcą interwencją w ramach „bratniej pomocy” ze strony ZSRR, NRD i CSSR. Wykonując polecenia służbowe swych przełożonych, Leszek Lamparski nie miał żadnych podstaw, aby przyjmować, że decyzje Rady Państwa (w latach 1952 -1989 pełniła kolegialną funkcję głowy państwa – prezydenta) są nielegalne, albowiem jeszcze nie ogłoszone w Dzienniku Ustaw. Działał więc w stanie błędu co do prawa, a błąd ten znosi odpowiedzialność karną. Ponadto mec. Świteńki przywołał liczne wyroki Naczelnego Sądu Administracyjnego i Sądu Najwyższego, w których jednoznacznie stwierdzono, że decyzja administracyjna może być uznana za niezgodną z prawem tylko wtedy, kiedy organ ją wydający nie ma do tego prawnego umocowania. A przecież komendant wojewódzki Milicji Obywatelskiej był organem administracyjnym, któremu prawo wydawania decyzji przysługiwało jak najbardziej w sposób legalny.

I jeszcze jedna bardzo istotna sprawa. L. Lamparskiemu postawiono zarzut zbrodni przeciwko ludzkości w postaci wydania decyzji o internowaniu. Zarzut taki nie ma oparcia w obowiązujących przepisach międzynarodowych, albowiem decyzje te nie miały na celu represji z powodów wyznawanych przez nich poglądów politycznych. Przypomnę tylko, że internowano też wielu działaczy partyjnych i rządowych, w tym Edwarda Gierka – byłego I sekretarza Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Natomiast tak zwane zbrodnie komunistyczne z lat 1944-1989 zagrożone karą od trzech do pięciu lat więzienia, przedawniły się z datą 01.01.995 r. Mecenas Świteńki przypomniał też o uznaniu przez IPN za zbrodnię tego rodzaju masowego mordu na cywilach narodowości białoruskiej, dokonanego przez Oddział Akcji Specjalnej NZW pod dowództwem Romualda Rajsa ps. Bury, który dziś został umieszczony w panteonie narodowych bohaterów, czyli tzw. żołnierzy wyklętych. Czy można w ogóle te czyny porównywać? Niech każdy odpowie sobie sam.

Janusz Bartkiewicz

www.janusz-bartkiewicz.eu

Tagi: ,