Prawda sądowych sal

Polecamy17 stycznia, 2018

bohun bartkiewicz

 

 

 

 

Powoli zbliża się ku końcowi proces dwóch funkcjonariuszy policji z Komendy Miejskiej Policji w Wałbrzychu, oskarżonych o przestępstwo z art. 155 kk, czyli o nieumyślne spowodowanie śmierci. Przestępstwo to w świetle ustaleń prokuratury polegało na tym, że oskarżeni policjanci wywieźli za miasto, bez żadnej konkretnej przyczyny, nikomu niewadzącego wałbrzyskiego bezdomnego, a następnie pozostawili go w miejscu, gdzie w zasadzie na niczyją pomoc nie mógł liczyć. Efektem tego działania była śmierć z uwagi na wychłodzenie ciała. Pisałem o tym zdarzeniu na łamach Tygodnika DB 2010 już dwukrotnie (10.03.2017- „Kolejny trup z policją w tle” i 13.04.2017 – „Kumulatywny zbieg z etyką”) i na pewno do tematu jeszcze powrócę, bo ogłoszenie wyroku już niebawem.

Wspominam o tym dlatego, że 7 stycznia br. obejrzałem program TV Polsat z cyklu „Państwo w Państwie”, który dotyczył sytuacji podobnej do tej, jaką dwukrotnie na tych łamach opisywałem, z tym, że przedstawione w „PwP” zdarzenie zakończyło się dla wywiezionego młodego chłopaka „szczęśliwie”, ponieważ zdarzenie to przeżył, chociaż został dotkliwie pobity. Tu mała dygresja – jestem święcie przekonany, że wałbrzyscy stróże prawa nie zafundowali bezdomnemu darmowej przejażdżki za miasto aby go w jakiś sposób zabawić. Oni mieli inny cel, którego jednak nie zdążyli zrealizować, ponieważ skierowani zostali do pilnej interwencji na terenie miasta. Gdyby dyżurny swym poleceniem im nie przeszkodził, to zapewne pały poszłoby w ruch, o czym przekonanych jest co najmniej kilku wałbrzyszan mających identyczne doświadczenie, o czym mnie swego czasu zapewniali. I nie mam najmniejszego powodu, aby im nie wierzyć. Dawid Łukomski z Kwidzynia, bohater niedzielnego odcinka „Państwa w Państwie”, swoją historię opisał w rapowym utworze, w którym swych – jak twierdzi – oprawców określił mianem „bandytów w mundurach”. I kiedy piosenkę te zaczął w studio śpiewać, wywołał gwałtowną reakcję obecnego tam byłego funkcjonariusza (byłego rzecznika prasowego) Komendy Głównej Policji Krzysztofa Hajdasa, który tym określeniem poczuł się urażony. Przyznam szczerze, że reakcja K. Hajdasa z kolei mnie mocno uraziła, albowiem Dawid napisał ową piosenkę pod wpływem tego, co go spotkało i tylko do tego zdarzenia się odnosił. Nie obrażał w niej wszystkich polskich policjantów, tylko śpiewał o bandytach w mundurach, którzy go porwali, wywieźli za miasto i – zapewne dla zaspokojenia swych niskich instynktów – brutalnie pobili.

Przypomnę, że wałbrzyskich policjantów wyżywających się pałkami na zatrzymanych, również nazwałem przestępcami w mundurach (Piotr Gruca został przecież na Komisariacie V skatowany na śmierć) i nie mam zamiaru się z opinii tej wycofać, bo nie dotyczy ona wszystkich wałbrzyskich funkcjonariuszy, tylko tych, którzy się tego typu przestępstw dopuszczają. Swą gwałtowną obroną tych „policjantów” z Kwidzynia Krzysztof Hajdas obraził dziesiątki tysięcy funkcjonariuszy, którzy takich metod nie stosują, albowiem mają świadomość, że służą obywatelom i stoją na straży praworządności. Powie Krzysztof Hajdas, że nie mam racji, ponieważ nie zostali oni skazani. Otóż nie zostali skazani, bo tego nie chciał sąd, który zasłonił się zasadą, że wszelkie wątpliwości sąd MUSI rozstrzygać na korzyść oskarżonych, a ponieważ w tym przypadku takie były, bo nie wiadomo ile razy Dawid został uderzony pałką i jak długo był wieziony na miejsce kaźni. No i przecież nie było innych świadków zdarzenia.

Takiego uzasadnienia wyroku jak lew bronił obecny w studio sędzia, którego nazwisko umknęło mi z pamięci. Przyznam szczerze, że jego wystąpieniem byłem jeszcze bardziej zniesmaczony, niż zachowaniem i tezami głoszonymi przez K. Hajdasa. Oglądając program, żałowałem, że nie byłem obecny w studio i nie mogłem przez to zadać panu sędziemu pytania, czy zapomniał o czymś takim jak „zamknięty łańcuch poszlak wskazujących na fakt główny”. Przecież jeżeli sędziowie orzekający w drugim procesie uznali, że nie ma bezpośrednich dowodów na popełnienie przestępstwa, to znaczy, że uznali ten proces za poszlakowy. W takich przypadkach dowodem winy jest właśnie ów łańcuch poszlak, poparty dowodem z zeznań pokrzywdzonego i np. innych świadków pośrednich, którzy widzieli, że policjanci zabrali chłopaka do radiowozu, oraz tych, którzy udzielili mu w nocy pomocy. W przypadku Dawida poszlaki są powalające: został zabrany przez patrol policyjny, w nocy szukał pomocy u obcych ludzi ponieważ nie wiedział gdzie się znajduje, ludziom tym mówił, że został pobity przez policjantów, obdukcja lekarska wykazała, że został pobity narzędziem, którym mogła być policyjna pałka. Łańcuch poszlak dopina się bez żadnych wątpliwości. Moje twierdzenie oparte jest na licznych wyrokach Sądu Najwyższego poświęconych temu zagadnieniu.

Przykładem też niech będzie bardzo mądry i wyważony wyrok Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu, który uchylił wyrok uniewinniający dwóch wałbrzyskich policjantów, oskarżonych przez prokuraturę o śmiertelne pobicie Piotra Grucy na V Komisariacie Policji. Otóż sąd ten w uzasadnieniu wskazał sądowi I instancji, że jeżeliby zechciał ponownie uniewinnić oskarżonych, to musi bez żadnych wątpliwości wykazać okoliczności dowodzące, że P. Gruca został pobity w innym miejscu i przez inne osoby. Czyli, jeżeli obrona takich faktów nie przywoła, to sąd nie ma jakichkolwiek podstaw do uniewinniania. No i w drugiej odsłonie procesu świdnicki sąd wydał wręcz salomonowy wyrok, albowiem na podstawie tych samych poszlak i wspierających je dowodów, jednego z oskarżonych skazał, a drugiego uniewinnił. Jestem ciekawy, jak rozstrzygnie to Sąd Apelacyjny we Wrocławiu, do którego apelacja skazanego już zapewne wpłynęła.

Gdybym był w tym studio, to powiedziałbym panu sędziemu, że w programie „Państwo w Państwie” chyba dwukrotnie poruszana była sprawa skazanych na 25 lat Radka i Patryka z Wałbrzycha, oskarżonych o zabójstwo wałbrzyskiego antykwariusza. I chociaż w procesie tym nie przedstawiono im ŻADNEGO dowodu winy, zostali skazani właśnie na podstawie zamkniętego łańcucha poszlak, mimo że został on sztucznie stworzony w oparciu o zeznania trzech świadków anonimowych, których wiedza o zabójstwie pochodziła od innego, takiego samego jak oni, świadka. Świadkowi ci samoistnej wiedzy o zdarzeniu nie mieli, a zeznawali jedynie o tym, co on im opowiadał. A opowiadał, że widział trzy osoby wchodzące, a następnie wybiegające z antykwariatu, chociaż wszelkie okoliczności (w tym zeznania dwóch świadków anonimowych) wskazywały na to, że w momencie zabójstwa nie było go w okolicy antykwariatu. I być może pan sędzią zachowałby się tak samo jak K. Hajdas, bo powiedziałbym mu, że łaska sądu na pstrym koniu jeździ oraz że jest prawda życia i prawda sądowych sal. I szkoda tylko, że nazbyt często są to diametralnie różne prawdy.

Janusz Bartkiewicz

www.janusz-bartkiewicz.eu

 

Tagi: ,